Forum aktualnie zamknięte.


    Bitwa o Fair Castle

    Share
    avatar
    Eryk Greyjoy

    Liczba postów : 257
    Join date : 29/05/2014
    Skąd : Pyke

    Bitwa o Fair Castle

    Pisanie by Eryk Greyjoy on Wto Lip 01, 2014 10:51 am

    Zapis poprzednich akcji walczących:

    Było już widać Faircastle. Hmm... z daleka wygląda mizernie, a na nasze nieszczęście zapadł zmrok, więc widoczność jest ograniczona i nie można niczego brać dosłownie tak, jak się widzi-powiedział Ansten do swoich ludzi. Macie być cicho aby im nie dać znać, że tu jesteśmy- dodał. Przed nimi było jeszcze trochę wędrówki morskiej, ale nikt nie narzekał na wolno płynący czas i doskwierający brak zajęć. Wszyscy czekali na znak zejścia na ląd i rozpoczęcia wcielania planu w życie, ale to jeszcze nie była ta chwila. Lord Harlaw stał w swojej czarnej płytowej zbroi obserwując jak na nieboskłonie zaczęły się zbierać chmury, przysłaniające pierwszą kwadrę księżyca. Były one tak nisko, że zamieniały się w mgłę, odgradzającą każdego, kto się w niej znajdzie, od wzroku innych. Jaka szkoda, że za parę chwil rozpocznie się tu bitwa- pomyślał Ansten. Byli już prawie przy brzegu, mieli zacząć desant gdy zaczęło padać. Wszyscy założyli coś na głowy aby mokre włosy nie utrudniały im walki. Ansten nałożył hełm, wyciągnął miecz, odwrócił się do swoich ludzi i uniósł broń, dając im sygnał do zejścia na ląd przy pierwszej okazji. Do brzegu podpłynęły 4 statki a pozostałe zaczęły okrążać pałac aby zakleszczyć wroga od tyłu. Na malutkie wybrzeże zeszło 320 ludzi, którzy powoli zaczęli się przesuwać w stronę pałacu. Nieco dalej widzieli wioskę rybacką ale nie było w niej ruchu. Wszyscy pewnie śpią- pomyślał lord prowadząc ludzi przed siebie.

    Zamek pogrążony był w chłodzie nocy. Wartownicy ospale pilnowali murów pobudzając się wzajemnie rozmowami i patrolami. Dowodził Clif Beren, oficer młody ale zdolny, z posłuchem pośród prostych żołnierzy. Spał on jednak wraz z większością garnizonu. Na nogach wciąż pozostawał co trzeci. Siła Lannisterów tkwiła w złocie, a to pozwalało im utrzymać jedną z najliczniejszych armii. Liczebność garnizonu była z oczywistych względów tajemnicą, zwłaszcza że wyspa nie była chroniona przed ataki jak fortece wgłębi terytorium.
    200 ludzi na nogach, dwa kroć tyle śpiących. Cóż znaczy jednak liczba i mury gdy nie widzi się wroga? Stojący na murach prosty żołnierz Track spoglądał dokładnie w stronę wioski gdy w jej kierunku nadciągały oddziały Lord Harlawa, lecz nie dostrzegł nic co wzbudziło by jego niepokój. W czasie wojny nikt jednak nie ogranicza się do pilnowania zamku, na wyspie kręciło się kilku ludzi. Ni to zwiad, ni patrole, a ludzie z oczami dookoła głowy. Jeden z nich, dostrzegł kilkuset mężczyzn idących w grupą w stronę zamku. Wycofał się chyłkiem i pognał po konia pozostawionego nieopodal wioski. Jedno było pewne, z powodu mgły alarm zostanie podniesiony później niż powinien.


    Lord Harlaw wraz z ludźmi znajdował się w połowie drogi do murów pałacowych. Nie było widać nikogo stanowiącego potencjalne zagrożenie. W tłumie Żelaznych ludzi przeciskał się jeden z najemników. Dotarł do Anstena i powiedział półgłosem- panie. Jakiś człowiek przed chwilą wyjechał z wioski w stronę głównej bramy. Lord nie spodziewał się takich zmian na wyspie ale pogonił swoich ludzi i wszyscy ruszyli znacznie szybciej. Chwilę później znaleźli się pod murem. Miejmy nadzieję, że nikt się nie zorientuje- szepnął Ansten swoim ludziom. Ci zaś wyjęli haki przywiązane do lin, odwiązane kilkoma warstwami szmatek na końcach. Oby zadziałało- szepnął ponownie do ludzi. Kilku kiwnęło do niego głowami na znak zrozumienia. Nadmiar ludzi rozproszył się na przynajmniej 150m i przylgnęli do muru. A i tak wszyscy się widzieli. Pierwsze haki poszły w ruch. Szmaty wytłumią szczęk stali o kamień a w chwili zaciągnięcia lin zaostrzony czubek zahaczy o mur.- pomyślał Ansten wspominając słowa maestra. Zaczęli powoli wchodzić. Marynarze z mieczami, tarczami i krótkimi włóczniami poradzili sobie bardzo sprawnie. Reszta zaś w tym Lord zostali na dole, czekając aż wojownicy otworzą bramę.

    -Alarm! Alarm! Do broni!
    Wieść Przywiezioną przez zwiadowcę potwierdzili pierwsi wojownicy wchodzący na mur. Straż nie usłyszała zarzuconych haków co dało przeciwnikowi przewagę, atak z zaskoczenia. Gdy siły Lannisterów zdążyły się zwrócić w stronę z której nadszedł atak pierwsi wojownicy stali już na blankach. Czas działał na korzyć Ludzi morza. Nie udało się powstrzymać ich przed zajęciem fragmentu muru.
    -Nie dajcie się im rozpierzchnąć! Utrzymać na murze i wystrzelać! Pilnować wież!
    Za rozkazem rzucili się zbrojni by osłonić zejścia z obu storn muru na który weszli żelaźni ludzie. W tym czasie łucznicy rozpoczęli ostrzał wojsk na murze, strzelali w środek grupy by nie ranić swoich którzy pilnowali boków. Problemem była wieża w połowie zajętego przez nich obszaru, w niej znajdowały się osłonięte schody na plac. Zdążyło się w niej schować kilku zbrojnych gdy tylko zdali sobie sprawę co się święci. Drewniane drzwi jednak dawno nie były wzmacniane, a wilgoć im nie służyła. Było pewne że nie wytrzymają naporu, pytanie było ile wytrzymają?
    Mur szeroki był na trzech ludzi co pozwalało walczyć w efekcie dwóm obok siebie, a i to sprawiało wrażenie tłoku. Wysokość nie pozwalała swobodnie zeskoczyć ani się wspiąć.
    -Wy ich utrzymajcie!-Zawołał Beren w stronę grupy zbrojnych pilnujących zejść z muru.- Obudzić dowódce! Pilnować reszty muru, to może być dywersja. Być w gotowości! I niech ktoś pomoże tym w wierzy!
    Po obu stronach żelaźni ludzie mieli po dwudziestu pięciu zbrojnych, oczywiście ze względu na mur tamci nie mogli się rozwinąć. kolejnych dziesięciu biegło z placu do środkowej wierzy by pomóc utrzymać ten punkt. Na placu i murach pozycje do ostrzału zajęło w sumie pięćdziesięciu łuczników. Reszta, czyli czterdziestu zbrojnych i pięć dziesiątek łuczników przygotowało się do obrony innych sektorów. Goniec pognał do zamku drąc się ile sił w płucach "Atakują! Do broni!"
    Cholera, by ich wzięła. Oby utrzymali, bo jak nie, to stracimy mur, a oni rozpierzchną się wszędzie robiąc problemy. Cholera, już straciliśmy mur! No i oddałem kawał muru praktycznie bez walki, oby się jednak udało bo jak nie to nieźle spierdoliłem. Może za dużo sił na nich rzuciłem? To nie wszyscy, gdzie zaatakuje reszta?
    -Korzystajcie z terenu, nie dajcie się im rozpierzchnąć, trzymać na widoku i dać szanse łucznikom! Defensywnie panowie, nie umierać jak idioci!
    Beren zagryzł wargi, ciężko było mu ocenić liczebność wroga. A nocna może nie odeprzeć ataku, musiał utrzymać się do przybycia wsparcia. Nie chował się, nie krył, stał na widoku na murze. Raptem dziesięć metrów od bramy, wymachiwał mieczem i płoną żywym ogniem na myśl o tym starciu. Pierwszy raz sam dowodził, nie pomagał, nie wspierał, był jedynym dowódcą na polu i nie chciał zawieść.


    Ostrzał łuczników powalił na amen kilku ludzi bez tarcz. Ci, którzy mogli się czymkolwiek zasłonić uczynili to i cudem przetrwali śmiercionośne salwy. Nie mieli czasu na odpoczynek. Zebrali się w sobie i nastąpił kontratak. Piraci naparli na wrogów, robiąc miejsce kolejnym agresorom. Miecze, włócznie, topory i znikome noże latały wszędzie. Pod murem zdawało się słyszeć niemiłosierny rumor. Co się stało? Krzyki, szczęk broni- pomyślał Ansten. Dalej, dalej! tarcze i łuki na górę!- wykrzyczał lord, ponaglając swoich ludzi. Po linach zaczęli ponownie wchodzić napastnicy. łucznicy, w znikomej ilości, i piechota, którą można by oszacować na około 40 kolejnych ludzi. Po zakończonej wspinaczce na murach było mniej więcej 100 wojowników lorda Harlawa. Łucznicy, osłaniani przez piratów z tarczami, wypuszczali pociski w stronę wrogich strzelców aby zniwelować straty do minimum. Nic nie było pewne. Trzeba by przechylić szalę zwycięstwa na naszą stronę- powiedział lord do swoich ludzi pozostałych przy fortyfikacji. Wy idziecie na górę i kupcie nam troczę czasu. A wy chodźcie za mną. Na statki. Mam plan.- powiedział Ansten, wskazując po kolei dwie pokaźne grupy ludzi. Ruszyli z pod muru w stronę statków, pozostawiając przy nim około 100 ludzi gotowych do walki. Lord i jego "ochrona" pędem przemieszczali się w stronę wybrzeża. Obyśmy zdążyli- powiedział Ansten.

    -Łucznicy za osłony!
    Wtem myśl jak grom spadła na dowódcę. W basztach mieli niewielkie ilości oliwy do lamp, nie pełna beczka ale powinno wystarczyć
    -Hej ty!-Track odwrócił się w stronę oficera.- Masz lecieć do baszty, jeśli dalej będą ją utrzymywać nasi ludzie, masz wziąć oliwę wejść na górę i rozlać na wroga.
    Żołnierz tylko winą głową i pobiegł nie było wiadome na ile zrozumiał rozkaz i intencje. Łucznicy w tym czasie pozbawieni osłony od wewnętrznej strony rzucili się za osłony. Kilku mniej spostrzegawczych przypłaciło to życiem, choć nie od razu. Nie każda rana jest śmiertelna, ale te do nich należały. Kilkoro łuczników zostało na placu wykrwawiając się powoli.
    Ten czas wykorzystywał goniec biegnący do Lorda dowódcy, pana zamku. Biegł robiąc tyle hałasu ile się dało, zbudził część żołnierzy którzy w koszulach wypełzali na korytarze. Gdy uświadomili sobie co się dzieje rzucili się po swoje zbroje i sprzęt, cenny czas będzie jednak upływał, w każda minuta ma znaczenie. Lord i pan na zamku zbudził się w wyjątkowo paskudnym humorze wyjąc z dezaprobatą.
    -Ja pierdole!
    -Nie tracić czujności, Chłopaki defensywnie, wytrzymajcie aż przyjdzie wsparcie!-Zawołał Beren.
    i aż zgotujemy im piekło.
    Przeciwników wciąż przybywało, nie było mowy o zepchnięciu ich z muru, mieli za małą siłę do tego. Mogli tylko usiłować się utrzymać się i zatrzymać wroga. Łucznicy zajeli nowe pozycje i kryjąc się każdą możliwą osłona walili w mur tarcz. Wymiana ognia przynosiła straty po obu stronach, lecz przeciągała się niemiłosiernie. Tak nie można tego wygrać. Track zbiegł na plac i skrywając się za tarczą podbiegł pod mur gdzie wznosiła się wieża. Widząc na jej szczycie łucznika zawołał do niego chroniąc się tarczą od strzał wroga. Łucznik jednak zdawał się go nie słyszeć.
    -OLIWA! OLIWA!- Darł się na próżno.
    Beren niesiony złymi przeczuciami zawołał jeszcze czterech ludzi i posłał ich z tą samą misją. Gdyby plan wypalił mógł znacząco osłabić wroga i co najważniejsze kupić czas, gdyż wciąż obawiał się kolejnego ataku z zupełnie innej strony. Jak zaklęty powtarzał pod nosem to czego nauczył się od ojca "dywersja, dywersja, dywersja, nie daj się nabrać"


    Ansten wraz z ludźmi znaleźli się na pokładzie lordowskiej fregaty i bez chwili zwłoki padły rozkazy- Szykować arbalety! Przekładać je z prawej na lewą! Ładować i strzelać przy pierwszej lepszej okazji! Odbijamy od brzegu! Dalej, dalej! Chwilę później odpłynęli i z pełną prędkością ruszyli do zatoki, ostrzeliwać mury. W tym samym czasie na murach sytuacja nie wyglądała obiecująco. Kilku kolejnych ludzi osunęło się na ziemię. Inni wdrapywali się na mur uzupełniając straty. Jeden z wchodzących wojaków usłyszał krzyki o oliwie i zaalarmował innych- Szykują oliwę! Utrzymywać obronę przed łucznikami i atakować flanki! Mobilizacja była natychmiastowa. W ciągu minuty wrogie oddziały zostały zepchnięte o prawie 10 metrów w obie strony wzdłuż muru, czyniąc tym samym miejsce dla nowych napastników. W tak zaciekłej walce padło jeszcze kilku marynarzy. Jeden z tarczowników w myśl o odcięciu posiłków rozkazał sojusznikom- Wy. Chodźcie za mną- Wskazał na grupę 11 ludzi i dodał- ruszamy na garnizon aby pozbyć się reszty. Mieli szczęście. Garnizon był niedaleko. Na oko... mniej więcej 40 metrów. Ale pod ostrzałem łuczników to nie będzie łatwe. W chwili gdy mieli ruszać powiedział stanowczo łucznikom- Osłaniać nas do puki nie dojdziemy do garnizonu! Ci z kolei kiwnęli głowami na znak zrozumienia. I rozpoczęli torować im drogę przez odsłonięte szeregi wroga. Wypuszczali strzałę za strzałą, gdy grupa piechoty ruszała na przetrzebienie szeregów przeciwnika.


    Lord i pan na zamku zerwał się na równe nogi. Polecił Wysłać kruki z informacją o ataku i wyczekiwać kolejnych. Gdyby nie nadeszły, oznaczało to że zamek zdobyto. W minutę znalazł się już na korytarzu
    -Ruszać tyłki leniwe obiboki! Kto za dziesięć minut nie stai się na placu będę miał ze mną do czynienia!
    Nie było to żądanie nie do spełnienia. Można było zapomnieć o pełnym rynsztunku, musiały starczyć przeszywanie, hełmy i broń. Łuki czy miecze. Wyposażenie całej brygady w kolczugi zajęło by zbyt wiele czasu.
    -Warta Larsa Niech rusza i pomoże pozostałym, ludzie Tringa maja czas żeby uzbroić się po zęby
    Zaczęło się, kolejni ludzie ruszyli w stronę wyjścia by wesprzeć walczących. Setka mieczników i tyle samo łuczników, w lżejszych pancerzach, ale ożywieni adrenaliną i niepewnością co zastana na zewnątrz.
    -Strzelać po nogach! zawołał ktoś, nie wiadomo kto. Ale rada była słuszna, mimo mniejszej szansy trafienia niewielka odległość pozwalała względnie celnie ranić wroga i omijać tarcze. A kulejący wojownik to żaden wojownik.
    Oddziały które miały pilnować intruzów na murze cofnęły się pod ich natarciem mając w głowie rozkaz oficera "Nie umierać jak idioci". Przede wszystkim musieli wytrwać do posiłków.
    Zdaje się że łucznik z wierzy usłyszał nawoływanie, albo też zabarykadowani tam wojownicy sami na to wpadli. Faktem było że wtaszczyli na wierzę beczkę oliwy którą zaczęli rozlewać na wrogów, nieubłaganie pochodnie pięły się już na górę skąd miały być ciśnięte w wrogów. Łucznicy zmienili strategię widząc jej szybkie efekty, taki atak wymuszał opuszczenie tarcz, a więc i całej postawy, a to znacznie ograniczało mobilność i zdolność bojową. Jak by nie było, wciąż mieli szansę.


    Oliwa lała się na ludzi Anstena zaledwie przez chwilę. Część zdołała uskoczyć, ale i tak większość została przynajmniej lekko polana. nie było to komfortowe uczucie, gdyż nieznacznie ale jednak utrudniało poruszanie się. Wtem rozległ się krzyk jednego z marynarzy- łucznicy ostrzeliwać wieżę! Na efekty nie trzeba było długo czekać. Część strzelców zmieniła obiekt zainteresowań. Deszcz grotów poszybował w górę i runął na dach budynku i jego okolice. W tym samym czasie pod garnizonem grupa tarczowników miała kłopot z natrętnymi łucznikami, mającymi zamiar posłać ich do piachu. Strzelają chyba na ślepo. Posyłają pociski albo w piach albo w niebo. Co się z nimi dzieje?- pomyślał jeden z ludzi napierając wraz z towarzyszami na łuczników. Machali mieczami i toporami. Ciekawe jak się te pały zasłonią przed ostrzami?- pomyślał ponownie z niezmierną ciekawością.
    Ansten wraz z ludźmi na statku wpłynęli na pozycję do rozpoczęcia ostrzału. Ostatnie arbalety były przekładne z jednej burty na drugą w celu uzyskania największej możliwej siły ognia. Lord Harlaw wydał znak do rozpoczęcia ostrzału. Bez zwłoki wszyscy którzy mogli złapali za potężne kusze. Salwy leciały w stronę murów jedna za drugą. Musimy zadać jak największe straty. Celujcie bardziej w prawo. My podeszliśmy od lewej, więc uważać.- powiedział do ludzi z przejęciem. Nie możemy nazbyt zranić naszych- dodał w duchu, nie tracąc czasu na zbędne gadanie.


    Z twierdzy niespodziewanie wylali się wojownicy, zbrojni w tarcze i miecze, setka jak nie liczyć. Z wąskich okien zamku posypały się strzały, zbudzeni łucznicy zajęli swoje pozycje, wszystko zgodnie z planami. Ostatni wojownicy którzy mieli wypaść na podwórze zatrzymali się przy bramie i zaczęli ją zamykać. Chcieli się zabarykadować i dać czas na dozbrojenie się tym którzy pozostali w zamku. Tymczasem prawie setka lekkozbrojnych wypadła na podwórze.
    -Teraz! Zepchnąć ich z muru, WY! Osłaniajcie się tarczami, Mają łuczników!
    Jakby z nową siłą wojownicy na murach zwarli się z wrogami stawiając większy opór. Ostrzeliwana wieża nie mogła swobodnie spuścić pochodni ale też skupiła na sobie ostrzał co było dobrą nowiną dla wszystkich innych żołnierzy. łucznicy, teraz z wsparciem z zamku rozpoczęli ostrzał także z góry. Grad strzał spadł na głowy Ludzi morza.
    -Mur jest nasz! Mur jest nasz! Zepchnąć ich!
    Darł się oficer by dodać sił i wiary swoim ludziom. Wtem kamień gruchnął o mur z potężnych hukiem.
    -Ostrzał, kamienie od wschodu! Pilnować się!
    Zbrojni którzy wypadli na podwórze ruszyli wesprzeć mur, część kierowała się do podstaw wierzy, pozostałe dwie grupy na dwa skraje muru by wesprzeć tam walczących. Pierwsza grupa była jednak najliczniejsza.


    Wycofać się! Odwrót! Odwrót!- krzyknął jakiś bardziej ogarnięty marynarz. Pod gradem strzał i presją Lannisterskich wojsk, ludzie Anstena zaczęli gorączkowo schodzić z murów po linach i nie tylko. Ci mniej zorientowani zeskoczyli z nich w nadziei, że przeżyją. Mylili się. Skok kończył się śmiercią lub poturbowaniem. Ucieczka dłużyła się. Wielu ludzi zginęło z ręki łuczników zanim bezpiecznie opuścili pałac. Lecz gdy znaleźli się poza murami, rzucili się w stronę statków. A w tym czasie Ansten ze swojej fregaty kontynuował ostrzał. Wszystkie 60 arbaletów poszło w ruch. Strzelali również z podpokładu dla osiągnięcia lepszego efektu destrukcji. Strzelać!- krzyknął lord do swoich ludzi motywując ich do działania. Co oni robią? Musieli zostać wybici do cna albo nie mają szans na wygraną. Ilu ich tam jest?- zamartwiał ale nie przerwał ostrzału z kuszy trzymanej w ręku. Niech Utopiony ma was w swojej opiece.- dodał w myślach i na chwile zamknął oczy aby jego prośba została wysłuchana. Chwilę później z głośnym okrzykiem wypuścił pocisk w stronę muru.

    Rozpędzony kamień rozłupała czaszkę Berena. Chełm nie był w stanie osłonić przed taka siłą. Nieżywy spadł z muru na którym jeszcze przed sekundą stał i świętował triumf na widok uciekających. Jego krew zmieszała się z ziemią na którą upadł z głuchym uderzeniem. Kamienie były za małe by zrobić szkodę murom, gdy jednak trafiły człowieka łamały kości, miażdżyły płuca. Żołnierze poczuli smak zwycięstwa gdy wróg zaczął uciekać. Przewaga liczebna zadecydowała w tym przypadku o powodzeniu. Choć na świętowanie triumfu było zbyt wcześnie. Grad kamieni sypał się na zamek powodując straty, zwłaszcza wśród tych, którzy dopiero opuścili zamek, wybiegli na plac wprost pod spadające pociski. Dziesięciu padło z miejsca, część z połamanymi nogami, część martwa. Gdy jednak rozpierzchli się pod mury kamienie przestały być tak groźne. Blanki w miarę skutecznie chroniły żołnierzy którzy skryci za kamiennymi murami twierdzy czuwali w pogotowiu. Po wyparciu wroga z murów wszyscy pochowali się w wieżach i za murami oczekując na rozkaz który nie mógł już być wydany. Beren leżał bowiem martwy u podstawy muru, a Lord dowódca szykował się do wyjścia wraz z resztą wojsk. Przez ten czas żołnierze byli pozostawieni sami sobie, choć o tym nie wiedzieli. Łucznicy nie silili się na dobijanie uciekających, gdy ci odbiegli spod muru na, choćby dziesięć metrów. Mgła jaka wciąż panowała nad zamkiem uniemożliwiała skuteczne dobicie uciekających. utrudniał to również wrogi ostrzał. Lepiej było zostać za osłoną w myśl rozkazu "nie umierać jak idioci".


    Marynarze uciekali spod murów, pamiętając ilu przeciwników było w pałacu. Nie mogą nas dorwać!-krzyknął ktoś nie zwróciwszy uwagi na to, że łucznicy nie strzelają. Niektórzy popatrzyli po nim jak po idiocie. Na lewym skrzydle uciekających oddziałów jakiś nieco bardziej rozgarnięty człowiek zarządził wśród towarzyszy- Słuchajcie. Niech nie myślą, że to koniec. Nie są głupi więc już zapewne wykombinowali jak ograniczyć straty w ludziach związane z ostrzałem ze statków. Mamy łuczników. Wiemy gdzie jest pałac. Zasypmy ich strzałami. Jeszcze ktoś zginie a my i tak musimy wrócić na wyspy. Ale to nie koniec. Wieś nie jest obwarowana a ludzi w niej będzie niewielu. Poza tym to rybacy. Nie pogrożą nam niczym innym niż sieciami i nożami. Wśród najbliżej ustawionych pojawiła się aprobata. Nie było wątpliwości, że to on z lądu poprowadzi ich do wyjścia na prostą. Więc jaki jest plan?- odezwał się jakiś głos z tłumu. Nie jesteśmy tak daleko. Więc na wieś idzie 40 ludzi. Czyli wy i wasi towarzysze z trzonu grupy. Wszyscy łucznicy i 20 tarczowników idzie pod mur. Macie tylko strzelać i nie dać się zabić. Reszta czeka wraz ze mną. Jeżeli będą chcieli obronić wioskę to wyjdą z pałacu. I wtedy my si na nich rzucimy. A nawet gdyby chcieli zestrzelić naszych pośród rybaków to dostaną się pod kamienie z arbaletów lorda i strzały z naszych łuków. Więc weźmiemy ich podstępem. Poza murami nie będą tacy mocni- odpowiedział mężczyźnie, a następnie ponaglił innych. Wy mgle nawet z tak małej odległości nic nie było widać. Co dawało ludziom Anstena częściową przewagę. Po chwilowym zamęcie wśród szeregów wszyscy byli na swoich miejscach i wyruszyli każdy na umówione przed momentem pozycje. Oby się udało- powiedział chwilowy dowódca do swoich ludzi. Po czym dodał- jeżeli wyjdą, to w swoich pancerzach nie będzie im nazbyt wygodnie. Poza tym będą wolniejsi od nas, co da nam możliwości do szybkich ataków, które powinny zdziesiątkować ich szeregi. Nie będą mieli pomocy łuków z powodu salw naszych ludzi. A tak w ogóle to nie musimy się stresować. Posiłki najwcześniej przybędą rano, co daje nam jeszcze minimum 6 godzin częściowego spokoju.
    Lord i jego ludzie wciąż strzelali lecz z mniejszym zapałem ponieważ, marynarze nie wracali, a jeszcze przed chwilą było widać jak biegli w tą stronę. Cóż mgła zgęstniała ale jednak wciąż nic nie wiadomo. Napadli ich?- pomyślał Ansten. Popatrzył po swoich ludziach i spostrzegł, że oni też nie mają pojęcia co się dzieje. Ale wciąż strzelali. Niby co innego mieli robić. Nie marcować amunicji!- krzyknął jeden z ludzi. Miał rację. Nie wiadomo ile ta cała farsa jeszcze potrwa. Lord westchnął i oddał kolejny strzał.
    Ludzie z okrętów na tyłach zeszli na ląd, pozostawiając na pokładach łącznie 60 ludzi. Setka lekkiej piechoty uzbrojonej w oszczepy, topory, lekkie kusze oraz haki na linach owijane szmatami, nie dając znać o swojej obecności zaczęli powoli posuwać się w stronę pałacu.

    Ostrzał pewnym momencie szybko osłabł, aż ustał zupełnie. W jego miejsce posypały się strzały z łuków, choć z innej strony. Zdaje się ze uciekinierzy ostrzeliwali się na oślep, nie mogąc mierzyć we mgle. W tym czasie wyszła reszta garnizonu, w pełnym uzbrojeniu, w obecności Lorda dowódcy. Który gdy tylko zorientował się w sytuacji zasypał zamek komendami.
    -Kruki posłane, czekamy na wsparcie! Warta Larsa niech wraca i się dozbroi. Zajmować pozycje obronne! Tarcze w górze! Mieć oczy szeroko otwarte! Kto ostrzeże nas przed atakiem dostanie podwojony żołd.
    -Do mnie wiara!- Zakrzyknął Lares zbierając swoich ludzi. -idziemy na zamek po pancerze.
    Lord wiedział że jeśli byli to Greyjojowie, to nie odejdą z pustymi rękami. Żałował że nie miał jazdy dzięki której mógł by rozgromić uciekinierów, i dać nauczkę tej garstce łuczników prujących na ślepo. Tak jak Beren czekał na posiłki, tak Lord czekał na świt i opadnięcie mgły. Nie znał liczby statków jakimi przybyli przeciwnicy, nie znał liczby ich wojsk, a bez tego nie mógł lekkomyślnie opuszczać zamku. Zaczął nawet liczyć ile czasu wytrzyma w oblężeniu. Na dziedzińcu była studnia więc znajdował się w dość dobrym położeniu. Kolejne strzały poleciały na zamek, w większości waliły w pusty dziedziniec, dało się jednak słyszeć że raz na jakiś czas która  trafiała.
    -A, cholera, pierdole taką robotę...
    Jeden z łuczników zwalił się pod mur raniony strzałą w nogę, która nie była osłonięta niczym prócz cienkiej warstwy materiału. Zaraz jednak żołnierz zreflektował się że stał w jego pobliżu Lord dowódca. Mimo to wyraz jego twarzy się nie zmienił, dalej łączył w sobie ból i złość.
    -Nie musisz walczyć. Dasz radę dojść do lazaretu?
    -Do Antivo? Na drugim piętrze? Jaaasne... Nie, poważnie, dam radę.
    Żołnierz zostawił swój łuk i strzały tam gdzie padł i zaczął człapać do lekarza, Antivo był życzliwym człowiekiem i cieszył się szacunkiem wśród żołnierzy. Mimo to wizyty u niego zazwyczaj związane były z nie najlepszymi okolicznościami.
    -Ej, ty! Pomóż mu szybko się tam dostać i wracaj zaraz na stanowisko, ruchy!
    Rozkazał Lord najbliżej niego stojącemu żołnierzowi. Miał dość ludzi na murach, a gdy przyjdzie świt i trzeba będzie liczyć trupy, nie zamierzał dochodzić do jakiś większych liczb.

    Ostrzał we mgle nie był najlepszym pomysłem. Pociski szybowały w nieokreślonych kierunkach. Nie było wiadomo czy trafiają czy nie. Łucznicy również zaczęli oszczędzać amunicję. Ale jednak utrzymywali ciągły ogień. Za nimi w głębokiej mgle stała cała hałastra wojowników gotowych do ewentualnej pomocy. Dowódca tej grupy nie miał pojęcia co się wydarzy. Przed chwilą widział swoich ludzi, którzy zniknęli między domami rybackimi.

    We wsi nie było żywego ducha. Wszyscy się pochowali ze strachu przed atakiem. Nie ma czasu do stracenia- powiedział jeden z ludzi do najbliższych towarzyszy. My idziemy na prawo. Wy na lewo. Bierzemy jeńców- dodał i wyruszył z połową ludzi w swoją stronę. Doszli do pierwszego domu. Ludzie ustawili się dookoła drzwi. Jeden z nich wjechał z buta. Drzwi wypadły z zawiasów a do wewnątrz wparowało 6 ludzi z mieczami. Nie napotkali oporu. Rodzina schroniła w rogu mieszkania a głos uwiązł im w gardłach. Nie byli w stanie nic powiedzieć. Marynarze wzięli ich i spętali. Wyprowadzili na zewnątrz i zostawiali przy nich wartę, po czym szli do następnej chaty i powtarzali schemat. Po zakończeniu sprawdzania domów przystąpili do grabieży. Brali wszystko. Garnki, narzędzia gospodarcze, jakieś pomniejsze kosztowności. Ogółem wszystko co można było. Druga grupa też skończyła wybierać ludzi i asortyment wszelkiej maści. Z grupy oczekującej na jakąkolwiek akcję doszło 20 ludzi. Mieli sprawdzić co się dzieje, a zostali zaprzęgnięci do noszenia sprzętu. Na statki i z powrotem aż zanieśli całość. Obecni strażnicy pilnowali więźniów schowani za ścianami budynków i czekali.
    Ansten ponowił ostrzał z arbaletów. Nie na taką wielką skalę ale jednak. Kamienie leciały w stronę murów i przelatywały nad nimi nie pozwalając się wychylić pod karą śmierci.


    -LECĄ!
    Wydarł się ktoś przez ciszę w której padł pierwszy wypuszczony kamień który jakby wyznaczył kierunek pozostałym. Rozpoczął się kolejny ostrzał, choć słabszy. Zmuszał do defensywnej postawy i pozostawania w bezpiecznym schronieniu. Tak nie da się zdobyć zamku pomyślał Lord. Czego oni chcą?
    -Jak ostrzał ustanie, niech zostaną moi ludzie i połowa warty Larsa. Reszta ma udać się na odpoczynek. Mogą chcieć zaatakować nad ranem i liczyć na przebicie się przed przybyciem naszych posiłków. Śpijcie w pogotowiu, Od zbudzenia będziecie mieć pięć minut na stawienie się na placu. Przekażcie pozostałym
    Rozkazał Lord, choć nie wykrzykiwał tego rozkazu na cały zamek, nie chciał by nieproszone uszy go słyszały. Żołnierze przekazywali rozkaz jedni drugim, wieść niosła się od osłony do osłony, a ludzie Berena nie kryli uśmiechów. Wreszcie będą mogli odpocząć. Ale najpierw ostrzał musi ustać, a na to mogą jeszcze poczekać.
    W tym czasie swoją pracę rozpoczął Antivo. Złamania od kamieni, strzały z łuków. Rzadko cios był śmiertelny z natury, często jednak do śmierci mógł prowadzić. Oczywiście Antivo znał sposoby prowadzić pacjenta w stronę życia. Mało wyszukane. Stwierdził pod nosem. Rzeczywiście, rany były typowe i nie stanowiły wyzwania czy zaskoczenia.
    -A teraz się nie ruszaj, może zaboleć
    -Aaagh...cholera!


    Przestańcie strzelać. Jesteście potrzebni. - powiedział dowódca piechoty podbiegając pod grupę łuczników. Spojrzeli na niego z zaciekawieniem. Za mną-dodał i wyruszył w stronę wioski. Poszli za nim. Zatrzymali się przy więźniach. Kilku z wojowników przebrało się w ubrania wieśniaków. Byli ubezpieczani przez setkę ludzi. Wy stójcie i celujcie w bramę. A wy będziecie bezpieczni. Macie ich wyciągnąć zza murów- powiedział do swoich ludzi. A wy odprowadźcie więźniów- dodał wskazując na siedmiu wojowników. Ci zaś ruszyli ze spętanymi jeńcami na statki. Czekali aż coś się wydarzy.
    Ansten nie przerywał ostrzału. Tak samo oczekiwał impulsu jak jego ludzie na lądzie.


    Wola Boża/ Wola MG :

    1. Ocenić liczbę żołnierzy garnizonu Faircastle którzy padli w pierwszym ataku z zaskoczenia i liczbę Żelaznych bez tarcz, którzy padli pod ostrzałem łuczników na początku bitwy. Odejdę na chwilę od naszego systemu.

    http://kostnica.eu/roll/53ad9dac7d56d/
    Żelaźni mają modyfikator +10 za atak z zaskoczenia i +1 za owinięcie szmatami haków, za ten pomysł. Wychodzi wynik rzutu 14.
    Pomyślałam, żeby wynik mnożyć razy 2 i to będzie liczba zabitych żołnierzy przeciwnika. Tak więc, Lannisterowie tracą 28 żołnierzy.

    http://kostnica.eu/roll/53ad9ba020de4/
    Lannisterowie mają modyfikator +5 dla wojska walczącego na swoim terytorium i +1 za szybką reakcję na atak (taktykę). Mogliby mieć +10 za obronę w zamku, ale to przestaje obowiązywać przy wdarciu się wroga na zamek/mury. Wychodzi wynik rzutu 9.
    Żelaźni tracą 18 żołnierzy.

    2. O sukcesie rozlania oliwy na Żelaznych. Teraz użyję ustalonego systemu.
    http://kostnica.eu/roll/53ada06d9a97a/
    I znów wypada 3. Trudno, 3/4 oznacza przeciągającą się walkę, więc oblaliście krakeny oliwą i niektórym naleciała do oczu, wlała się za pancerz czy wystraszyła (bo wiedzieli, co to oznacza!), ale nie zdołaliście ich podpalić.

    3. Ostrzał zamku z arbalet.
    http://kostnica.eu/roll/53ada142ef668/
    Przeciągająca się walka. (lipne te kości z internetów, że 3 ciągle wyrzucają, chyba własnych będę używać kiedyś) Zabiliście trochę (11?) ludzi Lannisterów, ale mgła uniemożliwiła celowanie i skuteczne zabicie większej ilości ludzi. Poza tym, maesterowi Faircastle udaje się wyleczyć większość rannych, umiera zaledwie dwóch. Żelaźni nie tracą ludzi, bo do statku we mgle ciężko celować i Lannisterowie, jak Ordo pisał, czekają aż ostrzał z arbalet ustanie.

    4. Teraz ocenię, czy Żelaznym udało się dużo zabrać z wioski.
    http://kostnica.eu/roll/53ada44d60cf8/
    Niech to licho. 1/2 to na korzyść broniącego. Udało wam się zebrać pewną liczbę łupów i jeńców, jednak to i tak nie jest dużo. Może niektórzy wojownicy byli zmęczeni albo leniwi. Ktoś z wioski zaalarmował zamek o ataku.

    Próbowałam jakoś ogarnąć całość przedstawionej bitwy. Nie wiem, czy pomyślałam o wszystkim i czy to dobry sposób. Krytykujcie mnie gdy trzeba, powiedzcie dla jakiej sytuacji jeszcze rzucić, nie graliśmy turami jak Ordo proponował więc nie za bardzo wiem jak to wszystko ująć.
    avatar
    Pan Admin
    Administrator

    Liczba postów : 172
    Join date : 09/03/2014

    Re: Bitwa o Fair Castle

    Pisanie by Pan Admin on Sob Lip 05, 2014 11:16 pm

    No no, całkiem ładnie się spisałeś Nikolaj

      Obecny czas to Nie Paź 21, 2018 9:35 pm