Forum aktualnie zamknięte.


    Przestrzeń morska Królewskich Włości.

    Share
    avatar
    Stannis

    Liczba postów : 33
    Join date : 25/09/2014
    Skąd : Braavos

    Przestrzeń morska Królewskich Włości.

    Pisanie by Stannis on Pią Wrz 26, 2014 4:36 pm

    Galera z Braavos wpłynęła na wody królewskie. Statek ślizgał się po falach, dzięki czemu poruszał się z ogromną szybkością. Wiatry sprzyjały, więc wioślarze nawet nie musieli męczyć się z napędzaniem konstrukcji. Na dziobie statku stał Stannis. Patrzył przed siebie i rozmyślał. Z tego stanu wyrwał go bosman.
    - Kapitanie jesteśmy już niedaleko. Jeżeli wiatr się utrzyma to najdalej wieczorem będziemy w Królewskiej Przystani.
    - Niech wioślarze będą gotowi. Pokażemy stolicy co potrafią braavoscy marynarze.
    Kurs został delikatnie skorygowany i galera pomknęła w kierunku południowego zachodu.
    avatar
    Blanche Manderly

    Liczba postów : 197
    Join date : 05/06/2014
    Skąd : Riverrun

    Re: Przestrzeń morska Królewskich Włości.

    Pisanie by Blanche Manderly on Wto Gru 30, 2014 1:08 pm

    -Leech przysłał służącego z informacją, że nie może nas osobiście pożegnać. Problemy żołądkowe... wyszedł, wybiegł tak nieoczekiwanie z naszej uczty...- Blanche zachichotała. Osobiście dosypała bratu środek na przeczyszczenie do wina i z radością patrzyła jak wybiega z sali. Ucztę i nudną ceremonię jakoś przeżyła, chodź nie mogła się powstrzymać w sepcie od śmiechu, na co z dezaprobatą patrzyła jej siostra. Ubrała z tej okazji swoją ulubioną sukienkę czarną sukienkę, ale Elbereth zmusiła ją do przebrania się w ładną, prostą i skromną kremowobiałą ze srebrzysty gorsetem, a także uczesała jej włosy. Leech pełnił rolę ojca, a Elbereth pilnowała, żeby wszystko poszło gładko. Sama uczta nie trwała długo, dziewczyna jadła niewiele i wbrew swoim pierwotnym założeniom nie upiła się do nieprzytomności, była jedynie trochę zmieszana i bardzo zmęczona uśmiechaniem się do ludzi, których nie lubiła. Nie obyło się jednak bez faux pas. Podczas tańca haftka jej sukienki zahaczyła o strój króla i chcąc się uwolnić szarpnęła ją z całej siły ręką powodując przy tym siniaka w okolicach wątroby Daemona Blackfayre. Tak na pożegnanie. Na szczęście szybko przeprosiła. Dobrze, że nie zaczęłam się śmiać... Królowie bywają drażliwi. Śmieszni, ale drażliwi. Teraz była już jednak na statku, wolna od wpływu Leecha i matki. Ciekawe, czy już wie i jak zareagowała? Blanche wyjęła jedwabną chusteczkę i pomachała miastu. Oczywiście śliczny, haftowany materiał wypadł jej z dłoni i porwał go wiatr. Zastanowiła się słysząc pytanie męża. Wciąż jeszcze nic nie powiedział na temat zniszczeń, które zasiała w jego komnacie na statku. -Czy miasto jest duże? I co mogą tam robić dwie młode damy? Nie chciałabym, aby moja siostra uległa nudzie lub znużeniu... Miała też pytania do Willa, ale wolałaby mu je zdać na osobności. Zastanawiało ją, czy czekają na nią jakieś obowiązki lub zadania...
    avatar
    Elbereth Tully
    Administrator

    Liczba postów : 312
    Join date : 31/05/2014
    Age : 21
    Skąd : Riverrun

    Re: Przestrzeń morska Królewskich Włości.

    Pisanie by Elbereth Tully on Pią Sty 02, 2015 12:46 pm

    Królewska Przystań stawała się coraz mniejsza, tym samym odchodząc powoli do zbioru wspomnień. Dom rodzinny żegna się zazwyczaj ze łzami w oczach i wielkim żalem, lecz nielubiane miejsce w ramach pożegnania zasługuje jedynie na posłanie mu delikatnego uśmiechu. Elbereth oparła się o burtę statku. Mimo wszystko trudno było jej odpływać. W stolicy zostawali jej bracia, w tym jeden zaginiony oraz Sophia Baratheon, z którą złapała już pewien kontakt. Poza tym dziewczyna nie mogła przestać myśleć o swojej matce. Lady Aelsia zapewne przeżyła szok, gdy powiedziano jej o ślubie młodszej córki. Elbereth miała wyrzuty sumienia, że nie ma jej teraz przy matce. Dodatkowo Tully'ówna niepokoiła się nieco o samą podróż. W końcu płynęli statkiem! Nie żeby statki były obce Beth, przecież była w połowie Mallisterem z Seagardu. A mimo to nie przepadała za morzem, które było zdradzieckie i niepokonane, co pokazał chociażby przypadek jej narzeczonego. Bethy wolała rzeki, strumienie i potoki, które wydawały jej się spokojniejsze i łagodniejsze. Rozmyślania te przerwało jednak pytanie Williama i kilka dodatkowych pytań Blanche.
    -Słyszałam, że Biały Port jest bogatszy nawet od samego Winterfell - powiedziała. Północ co prawda była surowa, ale Manderly mógł mieć rację, twierdząc, że jest w niej coś pięknego. -Jednak nie wiem, jak może on wyglądać o tej porze roku. Czy znajdziemy tam ogród, las lub jakiś zielnik? Zależy mi na roślinach... Chciałabym jeszcze dowiedzieć się, czy w mieście przebywa ktoś z twojej rodziny. Byłabym zaszczycona, gdybym mogła poznać kolejnego członka twego rodu.
    avatar
    William Hawke
    Administrator

    Liczba postów : 296
    Join date : 23/07/2014
    Age : 24
    Skąd : Hawkhill

    Re: Przestrzeń morska Królewskich Włości.

    Pisanie by William Hawke on Pią Sty 02, 2015 1:32 pm

    William wysłuchał pytań Blanche i Elbereth. Na wspomnienie o rodzinie poczuł ukłucie w sercu i ból spowodowany przykrymi wspomnieniami. Prawie nie dał po sobie poznać jak niewygodne było to pytanie. Jednak przed rodziną nie należało trzymać takich tajemnic w ukryciu, tym bardziej, że o tej historii bez problemu dowiedziałyby się na ulicach Białego Portu. Jestem ostatnim przedstawicielem rodu Manderlych, nie licząc jakiegoś dalekiego kuzynostwa i innych rodów mających naszą krew w swoich żyłach. Mój ojciec i starsi bracia zginęli w wypadku... Przecież nie wspomnę, że w katastrofie morskiej, gdy jesteśmy na statku. Matkę zaś zabrała choroba, kilka lat po tamtym wydarzeniu. Rozpacz jest przecież rodzajem choroby, prawda? Tak, więc nie mam zbyt wielu możliwości poznania Ciebie Lady Elbereth z moją rodziną. Niestety. Mam nieślubnego syna, jednak przebywa On obecnie w Essos i chyba nie do końca o taką rodzinę Ci chodziło. Przerwał na chwilę wpatrując się w morską toń, jednak ponownie podchwycił rozmowę. Zaś co do Białego Portu to jest to wspaniałe miejsce. Prawdą jest, że samo w sobie jest bogatsze od Winterfell, wszak twierdza Starków jest zamkiem, a zimowe miasto służy ochronie ludności podczas srogiej zimy, natomiast Biały Port jest miastem z prawdziwego zdarzenia. Bardzo młode, młodsza jest jedynie Królewska Przystań jednak sprawnie się rozwija. Tym bardziej ostatnio. Co do wyglądu. Nasze lasy i pola potrafią wyglądać bardzo pięknie choć fakt, zdarzają się nam już pierwsze śniegi. Nie trzymają One długo, jednak taki jest już urok Północy, nasze rośliny są twarde i wytrzymałe, nawet podczas mrozów potrafią rosnąć i wydawać plony. W samym mieście mamy rozległy Boży Gaj, z pięknym widokiem na zatokę, licznymi drzewami i stawami. Jest nawet jedno choć nieduże gorące źródło. W pobliżu miasta nie ma wielu lasów, trzeba by się zapuścić dalej w moje włości, ale i takie obszary z chęcią Wam pokażę. Co do rozrywek. W mieście sporo się dzieje i być może przebywa tam nawet jakiś minstrel. Za to z chęcią przyjmę Waszą pomoc. W naszym porcie powstają nowe statki, które czekają na swoje nazwy, Buduje się również kilka osad i wiosek, które jeszcze nie otrzymały swoich nazw. Jeden z okrętów chcę nazwać Morskim Karpiem na cześć rybki, którą z taką pasją hoduje Blanche. Moglibyśmy wybrać się też na Mur. Z pewnością warto zobaczyć największą budowlę wzniesioną przez człowieka. Liczę, że wniesiecie trochę życia. Mój dwór nie jest tak bogaty jak znane Wam z Południa i damy na nim się znajdujące z pewnością będą zachwycone mogąc wreszcie poznać kogoś trochę bardziej okrzesanego niż większość z moich poddanych. Myśl o pokazaniu siostrom i zarazem osobom z tak potężnego rodu jak Tully Białego Portu rozpalała Williama. Czuł pokłady zadowolenia płynące z ostatnich decyzji. Na razie z nadzieją wpatrywał się w morze, które było bardzo spokojne jak na tą porę roku.


    _________________
    Wzlecimy Wysoko
    avatar
    Blanche Manderly

    Liczba postów : 197
    Join date : 05/06/2014
    Skąd : Riverrun

    Re: Przestrzeń morska Królewskich Włości.

    Pisanie by Blanche Manderly on Pią Sty 02, 2015 9:09 pm

    Znowu mówi o swoim synu, musi być ważny. Chętnie bym go poznała. Jakim wypadku? Za to na głos spytała: -Będę mogła polować? Czy w lasach na północy żyją jakiś wielkie stworzenia, takie z legend? Lubię minstreli, lubię rzucać w nich przedmiotami... Statki, wspaniale. Uwielbiam statki. Chciałabym się znać na tym... Naprawdę będziemy mogły je nazwać? Blanche oparła się o burtę o jej oczy zaświeciły. Nie będzie tak źle. Znów przypomniała jej się katastrofa, która miała miejsce w kajucie Willa. Miała nadzieję, że jej mąż miał kopię tamtej mapy. Jej ręka nadal się nie zagoiła. Ciekawe kto posprzątał ten ten bałagan? Blanche zapatrzyła się na morze, statek kołysał tak przyjemnie. Cieszyła się, że nie ma choroby morskiej. To by strasznie utrudniło jej długą podróż. Wychyliła się za burtę, ponieważ wydawało jej się, że dostrzegła... -Ryby! Tam są ryby! Takie ogromne i srebrzyste! Wychyliła się jeszcze trochę, a właściwie podciągnęła i przewiesiła przez drewnianą belkę. -Jak ona się nazywają? Płyną tak... Nie dokończyła zdania, ponieważ przerodziło się ono w głośny krzyk spadającej do oceanu dziewczyny. Poślizgnęła się i straciła oparcie, a następnie poleciała wprost do wody. Uderzenie zamroczyło ją i mimo doskonałej umiejętności pływania i wzięcia płytkiego oddechu, nie mogła wypłynąć, gdyż zaplątała się w suknię. Ale by było śmiesznie, gdybym umarła... Tonąca rybka. Chciała się zaśmiać, ale wokół była woda, a w płucach miała mało tlenu.
    avatar
    William Hawke
    Administrator

    Liczba postów : 296
    Join date : 23/07/2014
    Age : 24
    Skąd : Hawkhill

    Re: Przestrzeń morska Królewskich Włości.

    Pisanie by William Hawke on Sob Sty 03, 2015 7:14 pm

    William widząc żonę wypadającą za burtę krzyknął głośno sam zrzucając szybko buty i kilka najłatwiejszych od odpięcia elementów ubrania. Szybko wyskoczył z statku do wody, zanurzając się kilka metrów pod wodę. Po kilku przepełnionych grozą chwilach w końcu dostrzegł Blanche szamoczącą się z nieporadną suknią. Podpłynął do niej złapał ją w pasie i co sił próbował wydobyć oboje na powierzchnię. Namoknięta suknia stała się bardzo ciężka i William ledwo wydobył ich na powierzchnię. Oczy piekł go od soli, a płuca domagały się powietrza, dostrzegł jednak kawałek liny rzucony przez marynarzy i złapał się go mocno, drugą ręką wciąż przyciskając mocno do siebie Blanche. Podpłynął, a właściwie został przyciągnięty do burty statku, gdzie wisiała już drabinka linowa. Z trudem wdrapał się po niej z Blanche na ramieniu i oboje padli na deski pokładu, Will dysząc ciężko, sprawdził czy Blanche oddycha, ku jego przerażeniu dostrzegł, że tak nie jest. Będąc na kolanach zaczął uciskać klatkę piersiową Blanche i stosując pocałunek życia, który od dawien dawna stosowany był przez kapłanów Utopionego Boga w trakcie ich obrzędów. Po kilku minutach nerwowej walki i życie Blanche w końcu odkaszlnęła wypluwając słoną i zimną wodę. Wraz z Elbereth zanieśli Blanche do kajuty gdzie przebrali ją w ciepłe ubrania i położyli pod ciepłe koce. William przez chwilę jeszcze nasłuchiwał płytkiego, lecz spokojnego oddechu Blanche po czym zwrócił się do Jej siostry. - Elbereth... Czy Ona zawsze jest taka... taka... nierozważna? Wypadki i przypadki dookoła niej pojawiają się non stop i szargają nerwy. Jej brak ostrożności czasami przytłacza. Może... Opowiesz mi o Blanche? W sumie nadal nie znamy się tak dobrze jakbyśmy chcieli. I opowiedz mi o sobie. Bardzo jestem Was ciekaw. Woda powoli ściekała po ubraniach Williama, ale ten nie zwracał na to uwagi, nerwy szarpał nim od środka, a jednocześnie głupio było się przebierać w komnacie, w której jest siostra jego żony. Wypraszać Jej też nie chciał będąc pewien, że martwi się o siostrę. Odrobina wody jeszcze nikomu nie zaszkodziła, jej nadmiar za to już może... ponuro pomyślał spoglądając na Blanche.


    _________________
    Wzlecimy Wysoko
    avatar
    Elbereth Tully
    Administrator

    Liczba postów : 312
    Join date : 31/05/2014
    Age : 21
    Skąd : Riverrun

    Re: Przestrzeń morska Królewskich Włości.

    Pisanie by Elbereth Tully on Nie Sty 04, 2015 9:46 pm

    Kolejny dzień jesieni, który zdawał się być tak samo nużący jak jego poprzednicy. No chyba że wypadająca przez burtę statku młodsza siostra jest czymś niezwykłym. Dla większości osób z pewnością byłaby to jakaś nowość, ale Elbereth widziała już za dużo wybryków Blanche, by ten jeden mógł ją zadziwić. Oczywiście martwiła się o swoją siostrę, która przecież mogła utonąć. Na szczęście Blanche w osobie swego męża znalazła chyba osobistego rycerza, który będzie strzegł jej bezpieczeństwa. Co prawda młodsza z dziewczyn Tullych wciąż była nieprzytomna, ale przynajmniej oddychała. Elbereth sprawdziła jej puls tak, jak uczył ją maester. Był trochę słaby, ale to chyba normalne. Dziewczynie było tylko trochę szkoda Williama, który wciąż pozostawał mokry. Musiał się szybko przebrać, jeśli nie chciał złapać przeziębienia.
    -Blanche pojawiła się na świecie, kiedy ja miałam niewiele ponad rok. Zawsze była roztrzepana, lekko wścibska, nieostrożna... Od najmłodszych lat przyciągała nieszczęścia. Działała na nie jak magnes. Po kilku latach już nikt się nie dziwił, kiedy wpadła do studni czy nabiła sobie kolejnego guza. Mimo to ciągle staram się szukać w niej dobra. Blanche jeśli chce, potrafi być naprawdę przyjemna, a czasem też wrażliwa... Nie zrozum mnie źle, ona jest bardzo pogubiona. Nie wie, jak ma się zachowywać, ani też nie rozumie, jakie konsekwencje mogą wynikać z niektórych działań. Ona jest... jest jeszcze niedojrzała. A jednak czasami jej zazdrościłam - Beztroski i odrobiny szaleństwa... Ale na pewno nie odwagi. Bo to, co Blanche wyczynia nie mogę nazwać odwagą, tylko głupotą. Beth z łatwością mogła opowiadać o swojej lekkomyślnej siostrze, jednak opisywanie siebie samej przychodziło jej z trudem. Nie lubiła zdradzać swoich tajemnic, ani też opowiadać o swoich słabościach. Maski i pozy były jej specjalnością, a bycie sobą często odstawiała na dalszy plan. Jednak Will chyba nie stanowił dla niej zagrożenia. Mogła mu co nieco o sobie opowiedzieć. -Przykro mi, ale niewiele mogę o sobie opowiedzieć. Może to wina tego, że nie przywykłam do takich pytań. Kiedy jesteś siostrą lorda Dorzecza, mało kogo interesuje, co tak naprawdę lubisz... Kocham muzykę. Gdybym była mężczyzną, chciałabym być minstrelem. Albo maestrem. Potrafię grać na dwóch instrumentach, dobrze śpiewam, znam się na ziołolecznictwie. Dużo też czytam. O wszystkim, począwszy od historii, poprzez dzieła uczonych, a na baśniach i legendach skończywszy. Świetnie jeżdżę konno, w Riverrun mało który chłopiec jeździł tak sprawnie jak ja. Czasem żałuję, że urodziłam się dziewczynką... - zakończyła lekko drżącym głosem. Elbereth Tully jednak nie płacze, a na pewno nie przy innych ludziach. Dziewczyna spojrzała się na swego szwagra. -Nie ma nic za darmo, Williamie. Teraz ty opowiedz mi o sobie.
    avatar
    William Hawke
    Administrator

    Liczba postów : 296
    Join date : 23/07/2014
    Age : 24
    Skąd : Hawkhill

    Re: Przestrzeń morska Królewskich Włości.

    Pisanie by William Hawke on Nie Sty 04, 2015 10:10 pm

    William spokojnie słuchał słów starszej siostry. Zrobiło mu się trochę żal. Dźwigała na barkach straszny ciężar, a mimo to dawała sobie nieźle radę. W istocie była wzorem damy, która potrafiła własne pragnienia skryć za maską obowiązku. Nie różniła się tym właściwie od dobrych lordów, którzy musieli czasami postępować podobnie. Coraz bardziej cieszył się, że zabrał ją w podróż wraz z Blanche. - Tak. Zaczynam dostrzegać, że Blanche rzeczywiście ma problemy z samokontrolą, jednak szczerze pokochałem jej bystrość, wyjątkowość i hart ducha. Mam nadzieję, ze uda się nam nieco ograniczyć te niebezpieczne zapędy przy okazji nie łamiąc Jej wspaniałej osobowości. Zaś co do Ciebie. Może uraczysz któregoś wieczoru mój dwór pieśnią? Lub grą na którymś z instrumentów? Oczywiście tylko jeśli chcesz. Na Północ rzadko przybywają minstrele, a już prawdziwym rarytasem jest posłuchać kogoś utalentowanego. Zdaje mi się, że chyba słyszałem Twój głos w ogrodach, był naprawdę ładny, z chęcią posłuchałbym go jeszcze. Co do ksiąg, wiedza jest potężną bronią wartą czasami więcej niż tysiąc mieczy. Warto ją pielęgnować. Jednak masz rację, czasami to smutne że nie decydujemy w pełni o własnym losie, ale tak już niestety jest. To wola Bogów? Nie wiem, jednak musimy jakoś z tym żyć choć nie zawsze nam się to podoba. Myślę jednak, że poradzisz sobie, wszak to kobiety często zdobywają władzę nad mężczyznami. Potrafią też same doskonale sprawować władzę, więc nie skreślaj swoich możliwości tak wcześnie. Zaś co do mnie... Moja historia jest smutna... Za młodu byłem odrobinę podobny do Blanche jednak ojciec surowo stępił te zakusy. Potem zaś byłem przykładnym synem aż... aż do wypadku. Później gorycz popychała mnie do złych rzeczy i dopiero kilka lat temu odzyskałem rozum i naprawiłem dawne błędy. Choć nadal mam wiele obowiązków, których nie chcę wypełnić jednak muszę. Czasami chciałbym mieć po prostu okręt i pływać po portach świata poznając różne ludy i ich obyczaje. To byłoby wspaniałe. A jaki jest Leech? Wydawał mi się zbyt skupiony na honorze rodziny i własnym czasami zapominając, że jego rodzina ma własne uczucia.


    _________________
    Wzlecimy Wysoko
    avatar
    Blanche Manderly

    Liczba postów : 197
    Join date : 05/06/2014
    Skąd : Riverrun

    Re: Przestrzeń morska Królewskich Włości.

    Pisanie by Blanche Manderly on Pon Sty 05, 2015 1:40 pm

    Blanche była przytomna, ale nie dawała znaku życia wsłuchują się w ciekawą rozmowę i opinię najbliższych jej w tym momencie osób. Miała jakieś pojęcie o tym, co o niej mogą sądzić, ale nie myślała, że jest aż tak źle. W dodatku w jej własnej opinii to nie była do końca jej wina, te wszystkie wypadki i zbiegi okoliczności. Skąd miała wiedzieć, że się poślizgnie i wypadnie? Chciała tylko zobaczyć ryby. Były takie piękne. W wodzie wydawało jej się nim straciła przytomność, że jedna z nich przepłynęła blisko niej... Może lepiej by było gdybym się utopiła. Samokontrola. Dobrze... Dostaną to co chcą. I jeszcze ta kpina. Pewnie żałuje, że trafił na mnie, na mnie, a nie na Elbereth. Ona jest przecież wzorem cierpiącej damy i chodzącą doskonałością, a w dodatku potrzebuje kogoś, kto wybawi ją od cierpienia... Dopiero w momencie, gdy Will wspomniał o Leszku, dziewczyna kichnęła i otworzyła oczy mrugając kilkakrotnie. Wyglądała na zdezorientowaną i przerażoną, czyli dokładnie tak, jak chciała wyglądać. Jednak wewnątrz była zupełnie spokojna. Podniosła głowę i rozejrzała się. -Czy ja nie umarłam? Pamiętam tylko zimną wodę i to, że zaplatałam się w suknię... Co się stało?- Postanowiła udawać, że dopiero co odzyskała świadomość, otworzyła szeroko zielone oczy i skupiła je na Willu. Tak będzie lepiej dla wszystkich. Chociaż chciałabym go wypytać o te rzeczy z jego życia, o których tylko wspomniał... Jest taki tajemniczy. A sam wszytko chciałby wiedzieć. Same półsłówka, zbywanie i niedomówienia. Podciągnęła kołdrę pod brodę i zadrżała. Zauważyła, że jest przebrana... Ale William był mokry. Skoczył? Idiota. Mógł się utopić... Ja też mogłam. Lepsza wszakże jedna martwa osoba niż dwie... Może się pomyliłam na początku? Przecież wszyscy lubią Bethy. -Zimno mi, siostrzyczko, czy mogłabyś mi przynieść z mojego kufra z ładowni pelerynę i jakiś ciepły napój. I wróć szybko, przy Tobie czuję się spokojniej. Dlaczego Ty, jesteś mokry, a nie ja? Miała nadzieję, że jej mąż rozwieje jej wątpliwości. Zamierzała mu też powiedzieć, że jeśli za nią skoczył, postąpił głupio, on- taki rozważny.
    avatar
    William Hawke
    Administrator

    Liczba postów : 296
    Join date : 23/07/2014
    Age : 24
    Skąd : Hawkhill

    Re: Przestrzeń morska Królewskich Włości.

    Pisanie by William Hawke on Pon Sty 05, 2015 2:30 pm

    Gdy Elbereth wyszła chcąc jak najszybciej spełnić prośbę siostry, William wstał i korzystając z wolnej chwili zaczął się przebierać. Gdy już z grubsza był suchy rzucił mokre ubrania gdzieś w kąt i usiadł przy łóżku. - Wpadłaś po prostu do wody, a ja nie chciałem Ciebie stracić. Oddałem morzu już zbyt wiele i myśl, że miałbym stracić i Ciebie doprowadza mnie do szaleństwa. Jesteś pierwszą osobą od lat przy której jest mi naprawdę przyjemnie. W tym momencie jego ton zmienił się na nieco mniej łagodny, William był już troszeczkę zmęczony ilością "incydentów" podczas ostatnich dni. - Musisz... musisz... Nie... Źle się wyrażam.. proszę Cię bądź bardziej ostrożna. Zgaduję, że ostatnio po tej kajucie nie przebiegł rozpędzony cieniokot? Nie pytam już jaki splot przypadków doprowadził do tych zniszczeń lecz tylko proszę byś zachowała to minimum ostrożności i czasami po prostu pomyślała chwilkę zanim coś zrobić. Tylko Bogowie proszę nie myśl, że mam zamiar zrobić z Ciebie damę. Lubię Ciebie jaką jesteś tylko nie chcę byś zrobiła krzywdę sobie lub komuś niewinnemu. William czuł się trochę jak ojciec robiący wykład nieposłusznemu dziecku, ale wiedział że Blanche musi się opamiętać zanim dojdzie do jakiejś prawdziwej tragedii. Siedział odwzajemniając spojrzenie Blanche szukając zrozumienia i powodów takich przypadków w Jej wzroku.


    _________________
    Wzlecimy Wysoko
    avatar
    Blanche Manderly

    Liczba postów : 197
    Join date : 05/06/2014
    Skąd : Riverrun

    Re: Przestrzeń morska Królewskich Włości.

    Pisanie by Blanche Manderly on Pon Sty 05, 2015 3:19 pm

    Blanche zastanawiała się przez chwilę, czy powinna odwrócić wzrok, ale stwierdziła, że wcale nie ma na to ochoty. Zresztą mógł zabrać ubrania i wyjść. Patrzyła więc i skarciła samą siebie w myślach, ponieważ jej mąż mówił ważne rzeczy, to była poważna rozmowa, a ona i jej myśli stały się dość niepoprawne. Skupiła się, przeanalizowała wszytko jeszcze raz i po chwili milczenia powiedziała: -Twoje słowa dużo dla mnie znaczą. Postaram się. Więcej nie mogę obiecać. Nie wszytko, zawsze jest moją winą, chociaż... sam już chyba wiesz-przerwała na chwilę i zaczęła od nowej myśli na jednym wydechu. Strasznie ciężko było jej to powiedzieć, ale zrozumiała, że znów o mało nie umarła. A tym razem nie miała tego w planach- Jesteś idiotą, ponieważ skoczyłeś. I kocham Cię za to. Wiem, że bym nie wypłynęła, choć pływam znakomicie, ale ta suknia...  -w tym momencie była zupełnie poważna. Tylko dziwnie się czuła mówiąc starszemu i doświadczonemu mężczyźnie, że jest idiotą. Tak naprawdę tak nie myślała-Tylko "przyjemnie"? Zapytała najniewinniej jak potrafiła, by rozładować napięcie. -Masz rację, to był cieniokot... -zmrużyła oczy.-Wiem też, że jest mu przykro z tego powodu i że chciałby Ci jakoś wynagrodzić poniesione straty. Ostatnie słowa wymruczała wyplątując się z koców i siadając na kolanach Willa. Zadbała by ciepła bluza, w którą ją przebrano nie była zasznurowana i by się odpowiednio zsunęła ukazując jej ramię kiedy go pocałowała. William chyba zrozumiał na czy miało polegać to "wynagrodzenie", bo nagle znaleźli się oboje na łóżku, a Blanche zupełnie pozbyła się koszuli. I jakoś już nie było jej zimno, mimo że nadal miała mokre włosy. Jednak w tym momencie drzwi się otworzyły i stanęła w nich Elbereth, której kubek z gorącą herbatą wypadł z dłoni, co zwróciło uwagę pary. Blanche naciągnęła koc na głowę. Przecież miałam być już grzeczna...
    avatar
    Elbereth Tully
    Administrator

    Liczba postów : 312
    Join date : 31/05/2014
    Age : 21
    Skąd : Riverrun

    Re: Przestrzeń morska Królewskich Włości.

    Pisanie by Elbereth Tully on Czw Sty 08, 2015 12:36 am

    Rola służącej młodszej siostry nie szczególnie przypadła jej do gustu. Dziewczyna miała tylko nadzieję, że Blanche nie przyzwyczai się za bardzo do tego typu zachowań. Choć z drugiej strony to była tylko zwyczajna prośba, którą Elbereth jak zwykle odczytała w niewłaściwy sposób. Często w takich przypadkach potrafiła się unieść dumą, dlatego u niektórych osób zyskała sławę przemądrzałej. Na myśl o poruszaniu się na statku, przeszył ją jakiś niespodziewany dreszcz. Czyżby miała chorobę morską? To by było wręcz komiczne, przecież omal nie została żoną wyspiarza. W każdym razie od jakiejś godziny nie najlepiej się czuła. Było jej słabo... Mimo wszystko bez słowa sprzeciwu wybrała się na poszukiwania siostrzanej peleryny i czegoś ciepłego do picia. Kiedy wróciła, nie mogła uwierzyć własnym oczom. Do tej pory uważała swojego szwagra za osobę na tyle przyzwoitą, by mógł się on powstrzymać od tego typu... zachowań. Zaskoczona tym, co ujrzała, upuściła kubek z gorącą herbatą. Naczynie rozbiło się na małe kawałki, a uwolniona ciecz poparzyła jej prawą dłoń. Jednak Elbereth nawet nie pisnęła, wstrzymała ból i lekko speszona cofnęła się do tyłu. Pech chciał, że zawadziła się o jakiś przedmiot i upadła. Upadek był na tyle silny, że spowodował utratę przytomności.
    avatar
    William Hawke
    Administrator

    Liczba postów : 296
    Join date : 23/07/2014
    Age : 24
    Skąd : Hawkhill

    Re: Przestrzeń morska Królewskich Włości.

    Pisanie by William Hawke on Czw Sty 08, 2015 11:41 pm

    William jęknął tylko cicho, gdy Elbereth uderzyła o podłogę kajuty. Ten łoskot był chyba dźwiękiem mojej upadającej opinii. Jednak nie było teraz czasu na użalanie się, trzeba było zająć się siostrą Blanche. William spojrzał tylko w kierunku schowanej po kocem Blanche i wstał czując się ogromnie niezręcznie z powodu krwi wciąż buzującej w ciele ponownie podjął się trudu założenia na siebie ubrań jeszcze przed chwilą zdjętych. Zrobił to tak szybko jak był w stanie i szybko podszedł do Elbereth, upadek nie wyglądał specjalnie groźnie jednak z córką Wielkiego Lorda trzeba było postępować ostrożnie. Zbadał tył Jej głowy jednak nie poczuł krwi, jedynie rosnącego guza. Jedynym rozsądnym wyjściem było teraz zanieść Elbereth do jej kajuty i poczekać aż się obudzi. Wziął ją na ręce i zaniósł do kajuty, na szczęście cała załoga była na pokładzie i odbyło się bez zbędnej sensacji. Blanche po chwili dołączyła i wspólnie przykryli Elbereth kocami. Will odwrócił się do żony. - Elbereth chyba nie będzie miała o mnie najlepszego zdania. Najpierw odebrałem Jej siostrę, a teraz jeszcze to... Choć przyznam rozpalasz niczym dziki ogień. To jak widzisz momentami niebezpieczne. Zerknął w stronę leżącej, a potem jeszcze raz zwrócił się do Blanche. Czujesz się już lepiej? Nie jest Ci zimno? Chyba nie jest dobrym pomysłem by moja twarz była pierwszym widokiem jaki Twoja siostra zobaczy po przebudzeniu, więc oddalę się. Będę na pokładzie. Zawołaj mnie jeśli będziesz czegoś potrzebowała albo jeśli ktoś ma Cię zmienić. Musimy trochę popracować nad naszym zapałem, ale.... podobało mi się. Szkoda tylko z powodu tego wypadku. Uśmiechnął się na wpół zawadiacko na wpół smutno i wyszedł z kajuty. Potrzebował rozgrzewki i odrobiny ćwiczeń. Postanowił potrenować z Belicho na pokładzie do czasu aż Elbereth się nie obudzi.


    _________________
    Wzlecimy Wysoko
    avatar
    Blanche Manderly

    Liczba postów : 197
    Join date : 05/06/2014
    Skąd : Riverrun

    Re: Przestrzeń morska Królewskich Włości.

    Pisanie by Blanche Manderly on Pią Sty 09, 2015 9:20 pm

    Blanche wyjrzała spod kocyka i zobaczyła znów ubierającego się Willa i swoją siostrę leżącą na ziemi. Niezręcznie. Natychmiast jednak wstała i podbiegła do siostry, żeby sprawdzić, co jej jest. Zauważyła jednak, że nie jest kompletnie ubrana. Niezręcznie. Wróciła więc po ciepłą koszulę, starając się nie złapać kontaktu wzrokowego z mężem, który pochylił się nad Elbereth. Zauważyła, że on nadal... Bardzo niezręcznie. Poszła za nim do kajuty ciesząc się, że uniknęli komentarzy i spojrzeń. Blanche usiadła na łóżku Bethy i pogładziła ją delikatnie po włosach. -Sama uciekłam. Nie pierwszy raz, ale za to chyba skutecznie. Teraz będziemy się widywały raczej rzadko prawda? A w szczególności, kiedy Leszek ją wyda za mąż. Czasami myślę, że jestem jednym wielkim nieszczęściem, przy mnie łatwo ucierpieć. Ja czuję się... bardzo dobrze. I tak. Masz rację, a ja tu posiedzę, dopóki się nie ocknie. Spróbuję się jakoś wytłumaczyć, bo to moja wina. To zawsze jest moja wina, więc powinna zrozumieć. Blanche spodobało się porównanie do dzikiego ognia, właściwie to czuła podobnie. Powinnam mieć na uwadze, że Bethy zaraz wróci. Mogliśmy poczekać.I znowu jej się coś stało przeze mnie. Gdy William wyszedł Blanche rozpięła gorset od sukni siostry, by łatwiej jej się oddychało. W końcu pozostawiła ją w samej bieliźnie przykrytą 2 kocami. Po jakimś czasie znudziło jej się czekanie na obudzenie się siostry, a nie mogła się skupić na leżącej przy łóżku książce, więc sama położyła się koło Elbereth, przytuliła się i zamknęła oczy. Postanowiła pomyśleć o tym, co powie siostrze, ale skończyło się na półsennych marzeniach o silnych i ciepłych objęciach i zaśnięciu.
    avatar
    Elbereth Tully
    Administrator

    Liczba postów : 312
    Join date : 31/05/2014
    Age : 21
    Skąd : Riverrun

    Re: Przestrzeń morska Królewskich Włości.

    Pisanie by Elbereth Tully on Sro Sty 14, 2015 8:30 pm

    Budząc się, przez krótką chwilę nie wiedziała, gdzie się znajduję. Jednak po chwili zaczęła sobie wszystko przypominać: to jak się tu znalazła i to dlaczego ją tak strasznie boli głowa. Na dodatek było jest strasznie gorąco, co może było spowodowane obecnością śpiącej Blanche wtulonej w Elbereth. Starsza z sióstr nie przepadała co prawda za intruzami w swoim łóżku, ale nie mogła przecież odmówić siostrze. Beth wstała powoli i zaczęła się ubierać. Kiedy skończyła, usiadła na brzegu łóżka, czekając aż Blanche się zbudzi. Dziewczyna zastanawiała się cały czas nad tym, jak powinna skomentować całe to zajście. Doszła do wniosku, że dla wszystkich będzie najlepiej, jeśli przyjmie taką wersję, że niczego nie pamięta.
    -Blanche, obudź się - powiedziała słodkim głosikiem. -Chcesz przespać cały dzień?
    avatar
    William Hawke
    Administrator

    Liczba postów : 296
    Join date : 23/07/2014
    Age : 24
    Skąd : Hawkhill

    Re: Przestrzeń morska Królewskich Włości.

    Pisanie by William Hawke on Sro Sty 14, 2015 10:34 pm

    William nie mógł się skupić na treningu. Kolejna porażka w relacjach z Elbereth dała mu się nieco we znaki. Będzie potrzebował miesięcy jeśli nie alt by przekonać do siebie starszą siostrę... chyba, że Blanche spowoduje jakiś cud. Te ponure myśli ciążące w głowie nie pomogły Willowi skupić się na treningu, ćwiczebny stępiony miecz dzierżony przez Belicho raz za razem znajdował luki w obronie Lorda Białego Portu. Do ran zadanych reputacji dołączyły siniaki na ciele. Dobry przyjaciel Williama nie szczędził mu ostrych lekcji. Po kilku godzinach dość jednostronnej walki w końcu odpuścił i zakończyli trening. Will znużony odłożył ćwiczebny strój i miecz i udał się do kajuty. Nalał wody do dużej bali i umył się dokładnie. Tak odświeżony, stękając cicho z powodu licznych bolesnych sińców wpełznął pod ciepłe koce. Zmęczenie dało o sobie znać i Will szybko pogrążył się w śnie. Początkowo spokojny po pewnym czasie przerodził się w mroczne wspomnienia...

    Pokład statku skrzypiał nieco przy mocnym wietrze. Niewiele okrętów, tym bardziej wojennych zapuszczało się w te regiony. Daleko na północnych wodach ponad granicą wyznaczaną przez Mur, nie było handlu, cywilizacji oraz portów. Bezkresny widok brzegu wiecznej zmarzliny i zimnego morza. William stał na pokładzie otulony w ciepły płaszcz. Obok stali jego ojciec i najstarszy brat. Sam liczył tylko dziesięć dni imienia, ale brat skończył ich już szesnaście. Brali wraz z ojcem w wyprawie mającej odegnać zagrożenie Dzikich budujących swoje prymitywne łodzie wioskach leżących na brzegach Zatoki Fok. Wieczne patrolowanie wód mijało się z celem, Straż miała za mało środków i okrętów by wyłapywać wszystkie łodzie, a mieszkańcy Daru byli niezadowoleni z powodu tych nielicznych grup, którym udało się przepłynąć. Trzeba było odsunąć zagrożenie na kilka lat. Dlatego też kilkuset żołnierzy Manderlych oraz kilku innych lordów w ramach "szkolenia" postanowiło się wybrać i dokonać kilku wypadów na wioski Dzikich. Zwiadowcy ze Wschodniej Strażnicy zdobyli informacje o większości z nich. Flota podpływała w okolice każdej z wiosek, kilka okrętów przybijało do brzegów często pod osłoną nocy i żołnierze wbiegali pomiędzy chaty Dzikich mordując ich mieszkańców niezależnie od płci czy wieku. Domostwa splamiła krew, a następnie strawił ogień. Prymitywne topory i włócznie nie miały szans z przewagą liczebną i stalą ludzi z południa. Sam Lord Manderly i jego najstarszy syn brali udział w takich wyprawach podczas których William czekał na statku wraz z marynarzami. Po jednej z nich lord podszedł do swojego najmłodszego syna i zapytał. - Wiesz po co został zbudowany Mur? - Tak ojcze. Ma za zadanie chronić nas przed Innymi. - Owszem, ale nie tylko. Daleka Północ kryje wroga groźnego lecz znacznie mniej legendarnego niż Inni. Dzicy. Parszywi, zakłamani, okrutni i brutalni. Chcą naszych bogactw, naszych kobiet i naszej ziemi. Dlatego też musimy się bronić. Rozumiesz dlaczego musimy niszczyć ich osady przy brzegach! W innym wypadku ich łupieżcy przedostawaliby się na nasze tereny i plądrując siali by chaos. Nie mogę do tego dopuścić jako jeden z lordów Północy. Rozumiesz to prawda? Robimy to z konieczności. - Ale Ojcze. Mur powstał po to by bronić wszystkich ludzi przed Innymi. Dlaczego część z nich pozostała po północnej stronie? Zresztą ziemia jest tam trudna do uprawy, częste śniegi nie ułatwiają życia, nawet w lecie. Sam mnie o tym uczyłeś. Może Oni chcą po prostu żyć bez obaw? Lord Manderly wybuchnął śmiechem jednak po chwili mocno spoważniał. Ciężko ich nazwać ludźmi. To prymitywy znający tylko siłę. W swojej arogancji nie uznają żadnej władzy, nawet miedzy sobą. Pewnie wieki temu było podobnie, nie potrafili przełknąć dumy i sami wybrali taki los. - Jednak Ojcze dlaczego karzesz ich za czyny ich przodków. To niesprawiedliwe. Czy ktokolwiek próbował ich zrozumieć i z nimi porozmawiać? To chyba rozsądniejsze wyjście niż mordowanie całych wiosek. - Ani słowa więcej! Oni potrafią rozmawiać tylko za pomocą toporów i maczug! Nie będziesz opowiadał takich bzdur, gdy usłyszysz krzyki swoich poddanych. Krzyki kobiet porywanych dla ich uciechy, krzyki prostaczków, których jedyną winą było to, że mieszkali w Darze. Chcesz dogadywać się z tymi bestiami?! Jak dobrze, że Twój brat nie jest taki słaby. Takie podejście zrujnowałoby wszystko to czego bronili nasi przodkowie. Jutro popłyniesz ze mną i zobaczysz jak kończą Ci, którzy podnoszą rękę na Północ. To wszystko! Idź do swojej kajuty.William odmaszerował wciąż myśląc o tym co go czeka. A Czekał go widok śmierci i popiołu.



    William z radością odwzajemniał pocałunek wyjątkowo uroczej i urodziwej córki pewnego garbarza. Spotykali się od kilku tygodni i znajomość nie skończyła się na pocałunkach. Syn lorda czuł się szczęśliwy, ojciec nie interesował się nim tak bardzo większość uwagi poświęcając lepiej rokującym synom. Dzięki temu udawało mu się wymykać z Nowego Zamku i wspólnie z wybranką potajemnie zwiedzali miasto i rozkoszowali się wzajemną obecnością. Dni mijały szybko i w szczęściu. Will planował już ich ucieczkę, ślub i wspólne życie. Jednak uwadze jego ojca związek syna nie mógł uciekać w nieskończoność i w końcu przyłapał go na gorącym uczynku. Wpadł do stajni, w której leżał wraz z ukochaną i rozkazał strażnikom ich rozdzielić. Jego przyszłą małżonkę wzięli pod ręce i zaczęli gdzieś wlec - Zaczekajcie! Zostawcie ją! Natychmiast! żołnierze nic sobie z tego nie zrobili. Jego samego też zawlekli za ojcem w stronę zamku. W końcu trafili do samotni ojca, gdzie Lord Białego Portu w końcu się odezwał. - Po raz kolejny przynosisz mi zawód. Czy Ty masz świadomość kim jesteś?! Młodzi lordowie nie uganiają się za jakimiś dziewuchami. A na pewno nie traktują ich w ten sposób. Chcesz sobie pochędożyć to zrób to śmiało! Jednak zachowaj się jak na lorda przystało. Albo stracisz szacunek w oczach swych ludzi. Mam dość. Ona i jej rodzina wyjadą stąd. Przynajmniej na jakiś czas. A Ty nauczysz się co znaczy być lordem. Inaczej gorzko pożałujesz swojej buty.- To nie żadna dziewucha! To moja przyszła żona! I mam gdzieś Twoje wielkie plany! Masz swoich ulubionych synów! Zostaw mnie w spokoju i daj mi możliwość szczęśliwego życia! Ojciec jak zawsze zbył go śmiechem. - Nie masz pojęcia ani o miłości ani o obowiązku. Szybko walory urody jakie teraz Ciebie zachwycają straciłyby na mocy i ujrzałbyś jej prawdziwe oblicze. Oblicze prostaczki, córki garbarza, której wiedza o życiu zaczyna i kończy się na krowich i świńskich skórach. Nie ma zaoferowania nic poza kilkoma fizycznymi atrybutami, a do tego nie trzeba ożenku. - Jesteś potworem! Jak możesz traktować ją jak przedmiot. To co z tego, że pochodzi z gminu. Mam prawo ją kochać. I co z tego, że jestem młody! Nie możesz wiecznie kontrolować mojego życia. - I tu się mylisz mój drogi synu. Właśnie, że mogę. Póki żyję na moim zamku nie dojdzie do takiego mezaliansu. Dostaniesz kilka tygodni czasu na przemyślenie tego. Jednak by pokazać Ci, że jestem szczodry będziesz mógł ćwiczyć walkę mieczem, resztę czasu spędzisz w komnacie byś przemyślał swoje zachowanie. Potem mi opowiesz o swoich błędach i zastanowimy się co począć dalej. Możesz już odejść. Mam wiele na głowie. Pamiętaj ojcze. Nie możesz mnie wiecznie więzić. A ja będę pamiętał. - Daruj sobie. Pamiętaj o naszych słowach. Nie obiecuj czegoś czego nie jesteś w stanie dokonać.






    William stał na szczycie wieży widokowej Nowego Zamku. Wpatrywał się w bezkres morza wspominając kłótnie z ojcem sprzed roku. Musiał mu wtedy po kilku tygodniach przyznać rację. Sposępniał mocno i stracił większość zapału. W końcu jego ojcu udało mu się zdusić bunt syna. Gdy kilka miesięcy później dotarła wiadomość o ciąży jego żony Will nieco się o żywił jednak czujny tym razem ojciec szybko wyjaśnił mu kim będzie jego syn. Powiedział tylko, że będzie mógł wychować się na zamku o ile William pozostanie posłuszny jego woli. Musiał się zgodzić i tak nie widział innego wyboru. Z uporem i bezwzględnością jego ojca nie dało się wygrać, trzeba było to zaakceptować. Z rozmyślań wyrwał do hałas na schodach. Na szczyt wieży wbiegł sługa. Był zdyszany, zlany potem i potwornie blady. - Pa-Pa-Panie Twój Ojciec i bracia... Nie żyją. Niespodziewany sztorm zatopił część okrętów płynących w stronę Wschodniej Strażnicy. Zabrał okręty Twojego Ojca, a również twych braci. Bogowie okazali się okrutni. Co z matką?! Wie już o tym? Nikt nie przeżył katastrofy? Ja-ak? To niemożliwe.Will zbiegł po schodach najszybciej jak mógł i wpadł do pokoju matki. Ta płakała nad kawałkiem pergaminu. Rwała włosy na głowie. William chciał ją pocieszyć jednak nie znał słów, które mogłyby coś zdziałać w tej sytuacji. W końcu odszedł pozostawiając matkę z żalem. Samemu nie wiedząc co ma uczynić. Wszystko to było tak okropnie dziwne i niespodziewane, brzmiało jak kolejny okrutny test ojca niż prawdę. Jednak coś mówiło mu, że posłaniec nie kłamał. Pozostało mu tylko szukać uciechy w objęciach butelki i żalu. Kolejne dni spowiły Biały Port żałobą...
    Kilka tygodni później matka Williama zaczęła się coraz gorzej czuć. Jej żal osłabił ją i choroba trawiła Jej ciało. W serce młodego lorda wbiły się kolejne okruchy i całymi dniami przesiadywał z matką. Gdy ta poczuła się już bardzo słabo wezwała go do siebie. - Synu. Zanim odejdę musisz mi coś obiecać. Znasz nasze słowa. I pamiętasz z czyjej ręki zginął twój dziadek. Obiecaliśmy w dniu, w którym się urodziłeś, i w którym dowiedzieliśmy się o dokonanym na nim mordzie, że dokonamy naszej zemsty na wszystkich tych, przez których zginął. Twoim obowiązkiem jest dotrzymać słowa. Wiem, że nie zgadzałeś się z ojcem, jednak pamiętaj. Wszystko co robił służyło dobru naszego rodu w tym również twojemu. Nie zawiedź nas.
    Tak matko. Dokonam tej zemsty mimo, że się z nią nie zgadzam. Zrozumiałem jednak wartość słów naszego rodu. Zrozumiałem też ojca. Szkoda, że tak późno. Będę pamiętać te słowa i zrobię wszystko by pomścić śmierć dziadka. Możesz na mnie liczyć. Łzy powoli ściekały po policzku Williama. Zbliżał się siedemnasty dzień jego imienia, a pozostał sierotą. W dodatku sierotą obarczoną potężnymi obowiązkami i przyrzeczeniami. Kolejne tygodnie były straszliwe. Smutki topił w morzach wina. Zamykał się na długie godziny w samotni nie chcąc nikogo widzieć. Ta sytuacja miała dopiero po latach się ustabilizować. Po długich, mrocznych latach pełnych smutku i żalu.

    William przewracał się niespokojnie podczas swoich majaków i sennych koszmarów. W końcu jednak się uspokoił i zapadł już sen bez żadnych obrazów.


    _________________
    Wzlecimy Wysoko
    avatar
    Blanche Manderly

    Liczba postów : 197
    Join date : 05/06/2014
    Skąd : Riverrun

    Re: Przestrzeń morska Królewskich Włości.

    Pisanie by Blanche Manderly on Pią Sty 16, 2015 10:31 pm

    -Tak, mam na to ogromną ochotę. Jest ciemno... spać mi się chce. Jestem taka zmęczona. Widzę, że czujesz się lepiej. Jeśli przeszkadzam Ci tutaj pójdę do siebie i jeszcze trochę odpocznę- Elbereth nic nie wspomniała o minionych wydarzeniach, a Blanche postanowiła sama nie zaczynać tematu. Tak będzie lepiej. Może ona tego wszystkiego nie pamięta? To uderzenie wyglądało poważnie. Pocałowała siostrę na dobranoc i poszła do kajuty przeznaczonej dla niej i męża. Pomyślała, że Will pewnie także śpi, postanowiła więc wejść cichutko, tak żeby się nie obudził. Otworzyła drzwi i bezszelestnie weszła do pokoju. Zaczęła zdejmować ubrania, kiedy usłyszała, że jej mąż coś mówi. Obudził się? Już miała się odezwać kiedy zrozumiała, że on nie mówi do niej, ale przez sen. 

    To musiał być mocny sen, bo dziewczyna skończyła się przebierać i wsunęła się pod pościel słuchając urywek zdań, które wypowiadał William. Mimo że była zmęczona wywnioskowała, że dręczy go przeszłość. Mówił coś o dzikich i Innych. No tak przecież Północ to mur. Musiał go widzieć Rozsądniejsze? Nawet jako dziecko był rozsądny? Blanche domyśliła się, że jej mąż musi powtórnie przeżywać jakąś wyprawę i walkę z dzikimi z wczesnych lat życia. Zastanawiała się co to znaczy i czy to się często zdarza. Nie miała ochoty myśleć o niebezpieczeństwach, które mogły czyhać na jej szczęście. Postanowiła w przyszłości dowiedzieć się o nim więcej. Może dyskretnie popytam w mieście? Jego ojciec wydaje się być nieprzyjazną postacią. Jak na niego wpłynął?

    Sen najwyraźniej się zmienił, bo twarz Willa się rozpogodziła, zaraz jednak zaczął z przejęciem mówić coś o jakiejś dziewczynie ze wsi. To musi być TA kobieta. Nadal ją kocha? A ja? Gdzie w tym wszystkim jestem ja? Znów mówi do ojca. To musiało być straszne. Co się później z TĄ kobietą? Blanche nie chciała jej nigdy spotkać, ale miała nadzieję, że nie zdarzyło jej się nic złego. Uśmiechnęła się na myśl, że Will- ten poważny i zrównoważony człowiek, chodzący rozsądek- był kiedyś "buntownikiem". Mam nadzieję, że trochę w nim tego ognia zostało... że tamto uczucie go nie wypaliło. 


    Katastrofy? Pomścić dziadka? Teraz nic nie rozumiem. William mówił, że nie posiada rodziny, ale nie był skłonny rozwijać swojej wypowiedzi. Przy Elbereth jakoś nie chciała pytać, ponieważ zauważyła, że ciężko mu przychodzi ten temat. Dewiza..." Obietnica została złożona". Zwykle nie obchodziły jej takie rzeczy, ale dobrze zapamiętała sobie te słowa. Wydało jej się nagle, że zupełnie nic nie wie. Cóż, cokolwiek obiecał teraz ja mam mu pomóc to wypełnić, a on za to musi się ze mną męczyć... 


     Zastanawiała się przez chwilę, czy to co robi to podsłuchiwanie. Ale doszła do wniosku, że jest w swoim łóżku i to nie jej wina, że Will mówi przez sen. Kiedy tylko jej mąż się trochę uspokoił, wybrała sobie najwygodniejszą pozycję wtulając się do boku Willa. Tak było jej najcieplej, to go jakby uspokoiło i mimo, że Blanche nie zasnęła od razu nie usłyszała już nic więcej. Może to i lepiej. I tak już jestem niespokojna. 

    Sponsored content

    Re: Przestrzeń morska Królewskich Włości.

    Pisanie by Sponsored content


      Obecny czas to Sob Lip 21, 2018 8:59 pm