Forum aktualnie zamknięte.


    Dziedziniec

    Share
    avatar
    Mistrz Gry

    Liczba postów : 512
    Join date : 25/06/2014

    Dziedziniec

    Pisanie by Mistrz Gry on Sob Lis 01, 2014 11:28 am

    Król Daemon za pomoc przyznał Lady Sveltanie Szepty i okoliczne ziemie, twierdza była jednak niezamieszkana od dłuższego czasu i trochę... nadszarpnięta. Mury na szczęście się trzymały, a także kilka wież, widoczne też były resztki innych budynków, chociaż nienadające się do dalszych prac. Wysłana ze stolicy ekipa murarzy, cieśli i innych budowlańców wjechała pod strażą na zamkowy dziedziniec. Towarzyszyły im wozy, wypełnione materiałami mającymi służyć w odbudowie zamku. Żołnierze i robotnicy szybko rozbili namioty i przystąpili do oceniania pozostałości zamku. Brama powinna zostać odtworzona szybko, wystarczy wstawić nowe wrota, tak samo główna wieża wydawała się być w dość dobrym stanie, chociaż niewątpliwie wymagała nowego dachu. Postawienie budynków typu: stajnie i sala jadalne też nie powinno być problemem, trzeba tylko stwierdzić, które fundamenty należały do tych pomieszczeń. Prace ruszyły...
    avatar
    Sveltana

    Liczba postów : 49
    Join date : 13/07/2014

    Re: Dziedziniec

    Pisanie by Sveltana on Wto Gru 09, 2014 11:42 pm

    Jechała na białej klaczy w stronę starego zamczyska, które podarował jej król. Szepty były ruiną, jednak Daemon Blackfyre zobowiązał się do odnowienia warowni i przywrócenia jaj dawnej świetności. Sveltana nigdy się nie spodziewała że kiedykolwiek będzie miała własną ziemię i zamek. Nawet jej poprzednik nie dostał nigdy takich zaszczytów. Ana musiała przyznać że podziałało to na jej ambicje.
    Powoli zbliżała się do bramy zamkowej. Ana miała na sobie czarny, skórzano-bawełniany strój jeździecki, w którym zawsze wybierała się na dłuższe przejażdżki. Obok niej, na kasztanowym koniu jechała jej służka Irma. Ana nie miała pojęcia gdzie ona nauczyła się jeździć konno. Za nią podążało dziesięciu najemników którym słono płaciła za ochronę i dyskrecję. Nigdy nie ufała najemnym mieczom więc od razu po przyjeździe do zamku miała zamiar rozpocząć najmowanie i szkolenie strażników. Mijali liczne drzewa otaczające mury.
    Zamkowa brama była już wymieniona na nową. Poprzednia była zniszczona i spróchniała. Mały orszak wjechał przez otwarte wrota na dziedziniec. Podkowy zastukały o kamienne płyty na głównym placu. Starsza nad Szeptaczami rozejrzała się. Zobaczyła kilka namiotów i wozów wypełnionych materiałami budowlanymi. Między nimi kręcili się robotnicy zajmujący się odnawianiem zamczyska. Gdzieniegdzie można było dostrzec członka Złotej Kompanii, których Król wysłał tu do ochrony całego przedsięwzięcia.
    Sveltana zręcznym ruchem zeskoczyła z białej klaczy, co wszyscy przybyli uczynili zaraz za nią. Kazała jednemu z najemników odprowadzić konia do... budynku, który przypominał stajnie i skierowała się do wnętrza twierdzy.
    Weszła do środka w towarzystwie Irmy. Szły przez szeroki korytarz. Co jakiś czas Ana otwierała losowe drzwi aby zobaczyć jak prezentuje się wnętrze. Było tak jak się spodziewała, czyli źle. Robotnicy najwyraźniej skupili się na zewnętrznych częściach zamku.
    Wkroczyły do większej komnaty, która kiedyś musiała służyć za salę biesiadną lub tronową, Ana nie była pewna. Na środku stał szeroki stół, który jakimś cudem był dobrze zachowany i nie został jeszcze skradziony przez okoliczny lud. Przy jednej ze ścian znajdowało się szerokie palenisko, z którego unosił się dym. Po krótkim błądzeniu między innymi pomieszczeniami, Sveltana w końcu znalazła schody. Wdrapały się z Irma na wyższą kondygnację. Znalazły sporą komnatę, która kiedyś służyła najprawdopodobniej za sypialnie, na co wskazywało stare łoże ze zniszczonym baldachimem. Ana zauważyła że spod drzwi na przeciwko łoża wiele chłodne powietrze. Podeszła do drzwi i ostrożnie je uchyliła. Za nimi rozpościerał się szeroki balkon z pięknym widokiem na morze. Podeszła do murowanego murku i oparła się na nim. Wtedy spojrzała w dół. Pod nią była kilkudziesięciometrowa przepaść a na samym dole morskie fale usilnie próbowały skruszyć skałę klifu.
    Po kilku chwilach podziwiania widoków, Sveltana usłyszała za sobą znajomy głos.
    - Pani. Nie wiedziałem że przyjeżdżasz.
    - Musiałam to zobaczyć. - Odparła ciągle patrząc w morze. - Dobrze się tu spisujesz Joshua. Choć przyznam że miałam ochotę odpocząć po podróży na jakimś łóżku, lub na czymkolwiek do siedzenia.
    - Meble są zamówione Pani. Będą tu w najbliższych dniach, przynajmniej te mniejsze. Szafy, stoły i łoża przyjadą tu za jakiś tydzień lub dwa.
    Ana nie pomyślała o tym. Przytaknęła tylko i dalej patrzyła na falującą toń. Po kilku chwilach Joshua odezwał się.
    - Mogę spytać jakiemu rodowi od niedawna jestem wierny?
    - Etarell. - Odpowiedziała uprzednio wzdychając. - Takie nazwisko chciał wybrać sobie Advar, jednak Meralon nigdy nie nadał mu szlachectwa. Nie wiem skąd się wzięło i nie obchodzi mnie to. Stworzenie takiego rodu było marzeniem Advara. Szkoda że nie dożył tej chwili...
    Sveltana zawsze traktowała swojego przybranego ojca jak mentora. Był to jedyny na świecie człowiek, któremu ufała bezgranicznie. To on nauczył ją wszystkiego co potrafiła i jemu zawdzięczała dzisiejszą pozycję.
    - Jeden z moich najemników wiózł sztandar z moim herbem. Każ go powiesić na najwyższej wieży, tak żeby było go widać z morza.
    - Niezwłocznie. - Joshua oddalił się szybkim krokiem.
    Po kilkunastu minutach na świeżo wyremontowanej wierzy zawisł długi sztandar z symbolem nowo powstałego rodu Etarell.

    Herb:


      Obecny czas to Sro Gru 19, 2018 9:23 am