Forum aktualnie zamknięte.


    Komnata jadalna

    Share
    avatar
    William Hawke
    Administrator

    Liczba postów : 296
    Join date : 23/07/2014
    Age : 24
    Skąd : Hawkhill

    Komnata jadalna

    Pisanie by William Hawke on Czw Lut 12, 2015 7:07 pm

    Opis suodki i uroczy


    _________________
    Wzlecimy Wysoko
    avatar
    William Hawke
    Administrator

    Liczba postów : 296
    Join date : 23/07/2014
    Age : 24
    Skąd : Hawkhill

    Re: Komnata jadalna

    Pisanie by William Hawke on Czw Lut 12, 2015 7:59 pm

    Jesień, 23 stycznia 282AL, ranek

    William pospał tego dnia trochę dłużej. Już dawno nie zaznał wygody swojego łóżka. Dodatkowo świadomość, że ma Blanche u boku sprawiła, że jego sen był mocny i przyjemny. Tej nocy również nawiedził go sen. Stał na szczycie najwyższej wieży w Nowym Zamku i spoglądał w dal. Widział mgłę i cienie zalegające nad Północą i resztą Westeros. Widział też światło próbujące przebić się jednak do tej pory bezskutecznie. Potem zobaczył bliźniaków. Spoglądali na siebie z wrogością jednak wydawało mi się, że najgorsze już za nimi. Sen jednak nie był meczący i William rano obudził się wypoczęty. Żony nie było u jego boku, usłyszał od służki, że wyszła w poszukiwaniu maestra. Poprosił ją by zleciła przygotowanie dla całej trójki śniadania w komnacie jadalnej, a sam ruszył się umyć. Ubrał czerwono-brązowy wams. Wyrównał zarost. Udał się spokojnie do komnaty jadalnej. Czekając na Blanche i Elbereth podszedł do okna i spoglądał na panoramę miasta. Rozmyślał o planach na dzień dzisiejszy jednak przerwał mu sługa, który wszedł do sali. Panie. Do portu wpłynął Twój syn. Dobrze, niech do nas przybędzie. Ostrzeżcie go tylko, że jestem żonaty i mamy gości. Powiedz też, że to nie koniec dobrych wieści. William odwrócił się w stronę okna i pogrążył w rozmyślaniach. Był już trochę głodny, ale nie chciał zaczynać bez Blanche i Elbereth.


    _________________
    Wzlecimy Wysoko
    avatar
    Blanche Manderly

    Liczba postów : 197
    Join date : 05/06/2014
    Skąd : Riverrun

    Re: Komnata jadalna

    Pisanie by Blanche Manderly on Pią Lut 13, 2015 7:20 pm

    Blanche postanowiła założyć jedną z sukienek, którą znalazła już powieszone w szafie. Pomogła jej Iri. Wybrały razem jasną i skromną, ale przylegającą do ciała i obszytą ciemnym futerkiem. Pasuje do tego miejsca. Włożyła także bursztynowy naszyjnik, który bardzo przypadł jej do gustu i pierścień. Włosy dziewczyny nie były spięte, ale luźno opadały na plecy. Dobrą chwilę zajęło służce rozczesanie ich. Podczas toalety służąca próbowała nawiązać rozmowę ze swoją panią. Skomplementowała jej wygląd, figurę i gust. Spotkała się jedynie z głębokim spojrzeniem wyrażającym niechęć. Blanche nie przepadała za "szczebiotem" typowym dla młodych pokojówek. Gdy była gotowa Iri pomogła jej znaleźć drogę do jadalni. Wstąpiły także po Elbereth do komnaty maestra. -Dzień dobry- powiedziała Blanch siląc się na pogodny i delikatny uśmiech. William stał w oknie, przywitała go pocałunkiem i pozwoliła mu usadzić się przy stole. Była już głodna, poprzedniego wieczora nie zjadła zbyt wiele, mimo to nie zaczynali. Gdy Bethy też usiadła zapytała nie dając po sobie poznać zniecierpliwienia:-Czy czekamy na kogoś jeszcze? Odprawiła też Iri.
    avatar
    William Hawke
    Administrator

    Liczba postów : 296
    Join date : 23/07/2014
    Age : 24
    Skąd : Hawkhill

    Re: Komnata jadalna

    Pisanie by William Hawke on Pią Lut 13, 2015 9:28 pm

    William dał znak i na salę zaczęto wnosić jedzenie. Cudownie pachnące świeżo wypieczone bochenki chleba, masło, sery, warzywa, mięsa zarówno na zimno jak i na ciepło. Kilka jaj oraz kapłon. Will odsunął krzesła Blanche i Elbereth i zaprosił je do jedzenia. - Możemy zacząć jeść jednak za jakiś czas dołączy do nas ktoś jeszcze. Mianowicie przed chwilą do portu wpłynął statek mojego syna. Odświeży się po podróży i dołączy do nas. Manderly widział na twarzy Blanche poruszenie. Nie wiedział czy to była ciekawość, zaniepokojenie czy coś jeszcze innego. Nałożył na swój talerz jedzenie i nalał sobie rozcieńczonego wina ponieważ nie lubił mocnych trunków z rana. Spokojnie jadł rozmawiając o błahostkach z siostrami jednak atmosfera oczekiwania była wyczuwalna. W końcu jednak rozległo się pukanie do drzwi i do sali wszedł Lorkhan. Ukłonił się i rzekł. Witaj Panie. Witajcie Pani Blanche oraz Pani Elbereth jak mniemam. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że pomylił siostry i uznał, że żoną jego ojca musiała być ta nieco starsza z kobiet. Mimo wszystko podszedł i ucałował delikatnie ich dłonie. Następnie usiadł na wskazanym przez Williama miejscu. Przynoszę wiele wieści jednak uprzejmie proszę bym najpierw mógł coś zjeść i się napić. Podróż nieco dała nam się we znaki. Paskudny sztorm. William był nieco zażenowany przesadną oficjalnością jego syna choć doceniał dostosowanie się do etykiety. Nie musisz być aż tak oficjalny mój synu. Jednak naprawie Twoją jedną pomyłkę. Mianowicie pomyliłeś się w swoim powitaniu. Niewłaściwie dopasowałeś imiona. Jednak chyba nie czujecie się urażone drogie Panie. Opowiedz nam może o swojej podróży. No i może macie do niego jakieś pytania? Blanche? Elbereth?


    _________________
    Wzlecimy Wysoko
    avatar
    Blanche Manderly

    Liczba postów : 197
    Join date : 05/06/2014
    Skąd : Riverrun

    Re: Komnata jadalna

    Pisanie by Blanche Manderly on Pon Lut 16, 2015 3:41 pm

    Blanche po usłyszeniu słów Williama momentalnie straciła apetyt. Poczuła nieprzyjemny nacisk na żołądku i zdała sobie sprawę, że niczego nie przełknie. Nalała sobie jednak  mocnego wina i wychyliła pół kielicha sącząc napój. Starała się prowadzić normalną rozmowę, aczkolwiek efekt jej pracy był marny. Gdy wreszcie pukanie przerwało rozmowę podskoczyła na krześle i zwróciła głowę w stronę drzwi. Czego ja się tak boję? To tylko chłopiec, a w dodatku bękart. Pomyślała. Nie mniej to jego syn i teraz także należy do mojej rodziny. Młodzieniec był dość  przystojny i dobrze wychowany oraz należycie ubrany. Nie wydawał się być gwałtowny, ani zły.  I zrobiłby całkiem dobre wrażenie... gdyby nie ta pomyłka. Oczywiście. Musiał się pomylić. Musiał. Po co w ogóle próbował zgadywać? Uśmiechnęła się przesadnie słodko i podeszła do Lorkhana i pogłaskała go po głowie jak małego chłopca. Cóż, zobaczymy jak na to zareaguje...  -Nie skądże, każdemu młodemu chłopcu może zdarzyć się taka pomyłka. Wspaniała znajomość etykiety, zasłużyłeś na pochwałę młodzieńcze - zaszczebiotała, przypominając sobie głos septy zachwycającej się manierami Elbereth przy stole.  Następnie uznała, że wystarczy, gdyż Lorkhan się lekko zaczerwienił i usiadła z powrotem posyłając Willowi ledwo zauważalny półuśmiech. Poczuła jak Elbereth kopie ją pod stołem. Zupełnie jak wtedy, gdy byłyśmy w Riverrun i zrobiłam coś głupiego przy wspólnym posiłku z rodzicami. Miała jeszcze ochotę zapytać o ulubioną zabawę czy przytulankę, ale z trudem się powstrzymała -Pytania może nasuną się nam później, na razie zadowolimy się opowieścią o tej wyprawie- Blanche jednak zdecydowała się coś zjeść. Nałożyła sobie na talerz trochę owoców i sera.
    avatar
    Edryk Rivers

    Liczba postów : 54
    Join date : 07/08/2014

    Re: Komnata jadalna

    Pisanie by Edryk Rivers on Pon Lut 16, 2015 10:02 pm

    Po dosyć ciężkim treningu, Edmyn postanowił coś przekąsić. Później zwyczajnie nie miał czasu. Obiecał, bowiem spotkać się z poznaną na uczcie panienką. Towarzystwa dotrzymał mu towarzysz poznany wcześniej. Oczyścił mniej więcej zbroję, po czym ruszył ku sali jadalnej. W drodze rozmawiali o rozmaitych rzeczach. To o dziewkach z północy, to o zajęciach miejscowej ludności oraz o przyszłej pracy Edmyna, który nadal sobie nowe imię Edryk. Śmiech ich rozchodził się echem. Niektórzy patrzyli na nich dziwnie. Czy ich obchodził taki przebieg zdarzeń? Nie bardzo.
    - Poczekaj aż poznasz rudą Elizabeth w tutejszym burdelu Edryku - mówił z uśmiechem jego towarzysz, wspominają swoją pamiętną noc. - Piękna i dzika, trudno ją ujarzmić, ale ktoś taki jak ty pewno da sobie rade. A jak jeszcze powiesz, żeś rycerz, to poruchasz jak się patrzy.
    - No przyjacielu, będziesz musiał mnie tam zaprowadzić. Skoro mówisz, że ta ku*wa  jest taka dobra. A może nawet razem pochędożymy heh - rzekł śmiejąc się bękart.
    Niebawem wparowali przez drzwi wejściowe. Omal ich nie zamurowało, gdy zobaczyli towarzystwo siedzące trochę nad nimi. Edmyn powiódł wzrokiem po stoliku. Zobaczywszy tam Beth przegryzł wargi . Przecież nie zapomniał tej kłótni. Zbliżyli się do stolika, wyprostowani. Obaj w tym samym momencie złożyli pokłon. Zaraz, jednak wrócili trochę za siebie. Powiedzieli służce co chcą. Chwile potem zajadali i pili.
    avatar
    William Hawke
    Administrator

    Liczba postów : 296
    Join date : 23/07/2014
    Age : 24
    Skąd : Hawkhill

    Re: Komnata jadalna

    Pisanie by William Hawke on Czw Lut 19, 2015 1:10 pm

    Jesień, 23 stycznia 282AL, ranek


    Bonus +1.5 za znajomość handlu i etykiety, W Braavos zwiększony do +2 za pierwotne kontakty nawiązane przez Stannisa.

    Pentos (19.5) - Pełne powodzenie
    http://kostnica.eu/roll/54e3c6125e357/

    Tyrosh (2.5) - Porażka
    http://kostnica.eu/roll/54e3c6796cdda/

    Braavos (12)- Umiarkowany suksces
    http://kostnica.eu/roll/54e3c69d912d7/

    Myr (6.5) - Niewielki sukces
    http://kostnica.eu/roll/54e3c6bd9e9f3/

    Lys (6.5) - Niewielki sukces
    http://kostnica.eu/roll/54e3c6e38754e/

    Lorath (9.5) - Niewielki sukces
    http://kostnica.eu/roll/54e3c71e53330/

    Volantis (19.5) - Pełen powodzenie
    http://kostnica.eu/roll/54e3c733b3164/

    Norvos (9.5) - Niewielki sukces
    http://kostnica.eu/roll/54e3c74b415e8/

    Qohor (10.5) - Niewielki sukces
    http://kostnica.eu/roll/54e3c78defa41/


    Lorkhan zaczerwienił się, gdy Blanche poklepywała go po głowie. Widocznie cierpiała jego duma jednak wiedział, że każde nierozważne słowo w tej chwili mogłoby go skreślić w oczach ojca. Wciąż nie wiedział na ile może sobie pozwolić, postanowił więc cierpliwie i pokornie przyjąć pokutę za swoją pomyłkę. Wszyscy jednak oczekiwali wieści o wyprawie. Odzyskał nieco pewności, nalał sobie rozcieńczonego wina, odkroił kawałek kapłona po czym włożył mięso do ust i zaczął przeżuwać. Po chwili ciszy pełnej oczekiwania przełknął wreszcie i rozpoczął opowieść. Moja podróż była długa i męcząca. Odwiedziłem wszystkie dziewięć Wielkich Wolnych Miast. W większości z nich nie przywitano mnie ze szczególnym entuzjazmem, ale cóż pod drugiej stronie morza cenią sobie pieniądz i profity z handlu, więc nie mogli zignorować mnie w pełni. W Tyrosh poszło fatalnie. Po prostu na wieść o tym, że jakiś bękart miałby być przedstawicielem handlowym dużego rodu wyśmiano mnie i wyrzucono za drzwi. Przyznaję, że zraniona duma sprawiła, że jeszcze tego samego dnia opuściłem miasto i nie szukałem nawet kupców o mniej szlachetnym rodowodzie. W Myr, Lys, Novoros, Qohorze, Lorath też nie przyjęto mnie niechętnie. Władcy lub przedstawiciele władzy przyjmowali mnie niechętnie jednak byli uprzejmi. Za to już pomniejsi kupcy skuszeni wizją wypełnienia pewnej niszy chętniej ze mną rozmawiali otwarci na kontrakty choć oczywiście nie tak wielkie jak mogłyby być te podpisane w przedstawicielami władz. Miło jednak wspominam wizyty w tych miastach. W szczególności Lys, którego dawno nie odwiedzałem przypomniało mi o swojej wspaniałości. Byłem też w Braavos. Miejscu pochodzenia Twojego przyjaciela Stannisa. Opowiedziano mi o jego wyprawie. Na razie nie mają wieści o nim i jego ludziach. Byli jednak uprzejmi i myślę, że chętnie z nami pohandlują choć pewnie w tej chwili ich oczy zwrócone są ku Solthorys, na którym planują skupić swoją uwagę i Westeros może być dla nich zbyt mało zajmujące. Co najdziwniejsze potężne Volantis i niemniej bogate i wpływowe Pentos przyjęły mnie z otwartymi ramionami. O ile Volantis ma pewne powiązania z Westeros i to otwarcie na wzajemną współpracę nie dziwi to już Pentos jest dla mnie zaskoczeniem. Przyjęto mnie z radością i pełnym szacunkiem. Mam ze sobą wstępne kontrakty i wydają się być lukratywne dla obydwu stron. Pentos wspominam też miło z powodu pewnej szlachcianki, która kusiła mnie propozycją ożenku. Jednak obowiązek zmusił mnie do odmowy. W drodze powrotnej napisałem też raport Ojcze. Mam go w sakwach i będziesz mógł dokładniej prześledzić przebieg mojej wyprawy. W swoich jukach mam też trochę drobiazgów. Może drogie Panie też znajdą coś dla siebie. Choć i bez tego oczarowują swoim pięknem. Słucham Waszych pytań. Lorkhan po długim i meczącym monologu powrócił do swojego nieco już zimnawego kapłona i zaczął się posilać. Widocznie morska dieta nie do końca mu pasowała i stęsknił się za porządnym jedzeniem. William tylko słuchał w milczeniu opowieści syna w myślach kalkulując przewidywane zyski i straty. Będę musiał dokładnie przeczytać ten raport. To bardzo ciekawa opowieść synu. Po przeczytaniu raportu z pewnością jeszcze porozmawiamy o Twojej wyprawie. Wstępnie może żądza wiedzy została zaspokojona. Nie mam zbyt wielu pytań. Chyba, że Blanche i Elbereth chcą coś wiedzieć. Jakie macie pomysły na pozostałą część dnia? Ja z pewnością chciałbym iść potrenować na placu koszarowym. Potem pewnie skorzystam z uroku naszego gorącego źródła. Jednak rozumiem, że Was Blanche i Elbereth machanie mieczem może nie do końca interesować. Może chcecie dalej zwiedzać miasto lub zamek? Popołudniu będzie też zaprzysiężenie nowej straży miasta w koszarach. Będę musiał wygłosić kilka słów. W tym momencie gdzieś w dalszej części sali rozległy się głosy. To Edmyn wraz z którymś z pomniejszych szlachetków na jego dworze wchodzili coś zjeść. Sądząc po tonach ich głosów i pokrzykiwaniach nie rozmawiali o kulturze i sztuce.


    _________________
    Wzlecimy Wysoko
    avatar
    Elbereth Tully
    Administrator

    Liczba postów : 312
    Join date : 31/05/2014
    Age : 22
    Skąd : Riverrun

    Re: Komnata jadalna

    Pisanie by Elbereth Tully on Nie Lut 22, 2015 4:01 pm

    Kilka lat temu młoda septa w starym zamku Riverrun nauczała kilka dziewcząt o obowiązkach panien z dobrego domu. Mówiła o odpowiednich manierach przy stole, wyjaśniała zawiłości etykiety dworskiej oraz tłumaczyła obowiązki dobrej córki i żony. Elbereth była świetną uczennicą, jednak nie wynikało to z jej zapału do nauki, lecz bardziej z nieprzeciętnej pamięci, jaką została obdarzona. Mimo to, młodych dziewczyn nigdy nie przygotowywano na takie sytuacje jak teraz. Jej siostra wyszła za o wiele starszego od siebie mężczyznę? Dobrze, z tym Bethy mogła się pogodzić. Mąż jej siostry miał syna z nieprawego łoża? To też mogła przełknąć. Ów syn jest starszy od jej siostry? Bogowie, czy to już troszeczkę nie przesada? W porządku, ktoś tak opanowany jak panna Tully mógł sobie poradzić z tym bez problemu. Sztuka pohamowania swoich emocji pozwalała jej oszczędzić wielu kłótni i kłopotów. Elbereth przywitała się grzecznie z Lorkhanem, wybaczyła mu też drobną pomyłkę. Przysłuchiwała mu się, gdy opowiadał o próbie nabycia nowych kontaktów handlowych. Co prawda nie ciekawiło jak to aż tak bardzo, by móc ciągnąć ten temat przez kilka godzin, jednakże nawet taka wiedza mogłaby być dla niej przydatna. W międzyczasie do sali raczył wkroczyć Edmyn z jakimś swoim koleżką. Dziewczyna nie podarowała mu nawet jednego spojrzenia. Postanowiła się nim specjalnie nie przejmować.
    -Aż trudno uwierzyć, że tak dobrze wychowanemu i zaznajomemu z handlem młodemu mężczyźnie odmówiło tak wiele miast - Nie powinnaś się tak zachowywać... Może trochę uprzejmiej? -Jednak jestem pod wrażeniem, że podjąłeś się takiej misji. Wielka lojalność wobec ojca. Naprawdę godne podziwu... A jak wspominasz Essos? Wielki i rozległy kontynent... - nie wiedzieć czemu Elbereth zapragnęła rozmowy. Rozmowy o czymkolwiek, byleby nie myśleć o konflikcie z bratem.
    -Masz rację, panie - zwróciła się nagle do Williama. -Plac koszarowy nie jest miejscem, które jakoś szczególnie wzbudzałoby moje zainteresowanie. Jeżeli Blanche zapragnie zwiedzać miasto lub zamek, będę jej towarzyszyć. Jeżeli jednak nie będzie miała ochoty na wspólne spędzanie czasu ze swoją siostrą, ja z pewnością znajdę sobie jakieś zajęcie - odpowiedziała bardzo szybko, lecz płynnie. Potem zaś uśmiechnęła się do Lorkhana i czekała na jego odpowiedź.
    avatar
    Blanche Manderly

    Liczba postów : 197
    Join date : 05/06/2014
    Skąd : Riverrun

    Re: Komnata jadalna

    Pisanie by Blanche Manderly on Nie Lut 22, 2015 7:47 pm

    -Może opowiesz nam o jakieś przygodzie? Na pewno spotkało Cię coś interesującego, a my chętnie posłuchamy- zwróciła się z miłym uśmiechem do Lorkhana. Naprawdę chciała posłuchać o morzu, ponieważ gdzies w głębi duszy tęskniła do takich wypraw. Następnie odpowiedziała Beth: -Z radością udam się z Tobą Bethy na krótki spacer. Z chcęcią też przyjżałabym się bliżej budynkowi w Bożym Gaju. I oczywiście pragnę uczestniczyć w zaprzysiężeniu strażników, to musi być zapewne... pouczające. Po sprecyzowaniu swoich palnów wróciła do nieśpiesznego skubania posiłku, nadal bacznie obserwójąc młodzieńca, jego zachowanie oraz stosunki panujące w zamku. Bękart- nie lubiła tego słowa- zachował się bardzo dobrze w jej opinii. Nie dał się sprowokować, zachował szacunek i maniery. Wygląda na dobrego chłopca... mężczyznę. Zreflektowała się. Lorkhan był starszy od niej, co z jednej strony ją bawiło, a jednocześnie lekko niepokoiło i wprawiało w kosnternacje. Napewno muszę z nim utrzymać normalne stosunki.. zamyśliła się. Elbereth jak zwykle zachowała się poprawnie, zgodnie z manierami... neutralnie. Blanche podziwiała siostrę za umiejętnośc panowania nad emocjami. Trochę rozprzoszyło ją wejście mężczyzn, przez chwilę wydało jej się, że zna jednego z nich. Ale doszła do wniosku, że to niemożliwe. Nie spotkali się przecież w Riverrun, a dziewczyna nie podróżowała wiele.
    avatar
    William Hawke
    Administrator

    Liczba postów : 296
    Join date : 23/07/2014
    Age : 24
    Skąd : Hawkhill

    Re: Komnata jadalna

    Pisanie by William Hawke on Pon Lut 23, 2015 3:23 pm

    Lorkhan ucieszył się słysząc słowa gości jego ojca. Oznaczało to, że przynajmniej nie został zlekceważony, a przybyszki są dość uprzejme. Nawet mimo dość bolesnej wpadki. Tak, Essos to wielki kontynent, a zarazem bardzo zróżnicowany. Jego wszystkie części tak bardzo różnią się od Westeros... Nasze kultury są tak odmienne i przez to tak ciekawe, że latami można byłoby podróżować. Co do ciekawych historii było ich sporo. Niedaleko Braavos na nasz statek napadli piraci. Byli już na naszym pokładzie jednak jeden z okrętów pod banderą Kolosa uratował nas. Jednak kilkanaście minut później i nie rozmawialibyśmy tu dziś. Szczęście mi sprzyjało. Później bękart opowiadał jeszcze kilkanaście kilkanaście minut o podróżach. William jednak czuł, że już czas się ruszyć z miejsca. Przyjemności poranka musiały ustąpić obowiązkom. Przepraszam Was moje drogie i ciebie synu jednak czas na trening. Ludzie pewnie zebrali się już na placu. Jednak Wy cieszcie się przyjemnościami dnia. Potem ktoś przyjdzie po Was jeśli będziecie chcieli uczestniczyć w zaprzysiężeniu.
    William opuścił salę i udał się na plac koszarowy gdzie pozostałą część poranka spędził na treningu. Najpierw z długim mieczem, a potem konno z kopią. Na szczęście nie wypadł z formy i mimo, że nigdy nie był wirtuozem miecza radził sobie dobrze. Zdobyte doświadczenie i instynkt dostatecznie nadrabiały niedostatki talentu. Godziny mijały i William zdyszany już po treningu postanowił udać się do Bożego Gaju i skorzystać z uroków gorących źródeł. Polecił służbie przyniesienie stosownych ubrań do domku i ruszył leniwym krokiem w kierunku Gaju zamieniając jeszcze po drodze kilka słów z Belicho.


    _________________
    Wzlecimy Wysoko
    avatar
    Edryk Rivers

    Liczba postów : 54
    Join date : 07/08/2014

    Re: Komnata jadalna

    Pisanie by Edryk Rivers on Pon Lut 23, 2015 4:03 pm

    Siedział wraz z swoim towarzyszem, zajadając zupę, przegryzając, kawałkiem chleba. Jeśli już rozmawiali, to wyłącznie szeptem, aby przypadkiem nie przeszkodzić, śmietance towarzyskiej, która zebrała się na podwyższeniu. Jego uwagę przykuł chłopak siedzący, przy stole lorda. Podsunął swą głowę bliżej kolegi, po czym przemówił szeptem:
    - Kim jest ten człowiek, który siedzi wraz z resztą? Jakiś przybysz, czy co?
    Tony spojrzał dziwnie na swego nowego kolegę przemawiając chwile później, również szeptem:
    - Jeśli się nie mylę, to jest, to syn naszego Lorda. Nie pamiętam jak go zwą, ale coś na L. Ogólnie, to dziwne, iż tu jest. Dawno go nie widziałem. A teraz chyba już pora iść przyjacielu.
    Edmyn jakby przez chwilę był nieobecny. Patrzył wciąż dziwnie, przyglądając się rzekomemu synowi Williama Manderlyego. Po trzydziestu sekundach, myśli jego powróciły do rzeczywistości.
    - Ach tak chodźmy.
    Lada moment stali, w koszarach.
    avatar
    Blanche Manderly

    Liczba postów : 197
    Join date : 05/06/2014
    Skąd : Riverrun

    Re: Komnata jadalna

    Pisanie by Blanche Manderly on Wto Lut 24, 2015 12:10 am

    Blanche wraz z Elbereth po śniadaniu udały się konno na małą przejażdzkę po mieście i plaży. Rozmawiały o urokach tego miejsca oraz o jego potencjale gospodarczym. Blanche czuła się dumna z zaradności męża. Uznała, że cieszy się, że to wszytko tak się skończyło. Bethy coś wspomniała o tęsknocie za domem, ale czas minął im bardzo przyjemnie. Blanch nawet udało się przekonać siostrę, by zanurzyła stopy w morzu, oczywiście tak, by nie zmoczyć sukni, którą i tak w końcu ochlapała młodsza siostra. Wstąpiły jeszcze raz do stoczni, gdyż Blanche bardzo chciała obejrzeć znów statki. Matt zaprosił obie panie na pokład i jeszcze raz opowiedział o projekcie ze szczegółami i nieprzemilczając problemów przy budowie. Natępnie wróciły do zamku. Tam Iri ooprowadziła je jeszcze raz po najważniejszych elementach i salach. W momencie, gdy na koniec wycieczki przechodziły przez Boży Gaj, Blanche zauważyła Williama, który najwyraźniej skończył już trening i szedł w tą stronę. Po chwili rozmowy Bethy udała się przebrać, bo na jej sukni rysowały się jasne plany pozostawione przez sól z wody, a dziewczyna postanowiła towarzyszyć swemu mężowi. W końcu obiecał jej pokazać ten domek i jego uroki.

    Sponsored content

    Re: Komnata jadalna

    Pisanie by Sponsored content


      Obecny czas to Czw Sie 16, 2018 6:38 am