Forum aktualnie zamknięte.


    Posiadłość Vogarra

    Share
    avatar
    Aegon VII Targaryen

    Liczba postów : 19
    Join date : 21/02/2015
    Age : 17
    Skąd : Wrocław

    Posiadłość Vogarra

    Pisanie by Aegon VII Targaryen on Nie Lut 22, 2015 3:18 am

    Jesień, 7 stycznia 282 roku

    Posiadłość Vogarra była średniej wielkości, lecz o dużej zamożności. Cyrenna popytała wśród innych szlachciców Starej Valyriańskiej Krwi o Vogarra i wszyscy zgodzili się, że był przyjacielem jej ojca i całego rodu Voqadis. Tygrysy wypowiadały się o nim dobrze, jako osoba wierna, która nigdy nikogo nie zdradziła. Za to Słonie mówiły co innego, a słowa każdego z nich bardzo się różniły. O ile któryś zechciał rozmawiać z jego bękarcicą.
    Mam nadzieję, że odzyskam majątek rodowy zanim zrobi to obecny Triarcha. Pomyślała. I udowodnię swoją pochodzenie.
    Ten dzień był wyjątkowo upalny. W Qohorickiej Puszczy zawsze było ciepło, ale rzadko zdararzały się upały, a na pewno nie takie. Cyrenna poszła do komnaty Agarra.
    - Valar Morghulis
    - Valar Dohaeris
    - Jak znosisz upał, Agarze?
    - Dobrze. Urodziłem się i wychowałem w Lys. Upały nie są mi straszne - Cyrenna dostrzegła kropelki potu na jego brązowych włosach.
    - Jak dawno tam byłeś?
    - Pięć lat temu. Odwiedziłem matkę, ale okazało się, że zmarła.
    - Kim była? - zapytała Cyrenna bez okazywania jakichkolwiek emocji. Nawet nic nie poczuła, gdy powiedział jej o śmierci matki.
    - Zielarką. Tworzyła leki, a sama zmarła na ospę. Ironia losu - westchnął
    - Przez te dwa lata, odkąd cię znam nigdy nie pytałam o twoją rodzinę.
    - To prawda. Ty mi mówiłaś dużo o swojej. A teraz starasz się odzyskać to co po niej pozostało.
    Cyrenna przypomniała sobie, gdy wraz z matką sprzedawała wszystko co im pozostało po wyjeździe ojczyma. Jedyne co po nim pozostało to żelazny hełm. Matka sprzedała wszystko co należało do niej, do niego i do Cyrenny. Sprzedała nawet sama siebie. Nie mam po niej żadnej pamiątki. Pomyślała.
    - Są jakieś wieści od Vogarra? - zapytał Agarr.
    - Niestety nie. Wykorzustuje tylko swoje kontakty i wpływy, ale niczego jak do tej pory się nie dowiedział.
    - Komu może zależeć na zniknięciu dorobku twego rodu?
    - Nie wiem. Sama pytałam ludzi Starej Krwi, lecz oni mówili, że Voqadisowie byli szanowani i poważani nie tylko wśród Tygrysów, ale nawet wśród niektórych Słoni. Byli znani od Lannisportu i Białego portu po Yi Ti i Asshai.
    - Czasem okazuje się, że przyjaciele są w rzeczywistości twoimi wrogami.
    - Ten kto ukradł dokument i otruł resztę mojej rodziny musi bardzo nienawidzić Voqadisów. Nie sądzę, żeby zależało mu tylko na bogactwie i posiadłości. Tu wcale nie musi chodzić o zazdrość.
    - W takim razie, o co?
    - Chciałabym wiedzieć.
    Cyrenna usiadła obok Agarra na miękkiej sofie.
    - Miałeś kiedyś żonę?
    - Nie. Żadna mnie nie chciała.
    - Żadna, czy żadna która podobała się tobie?
    - Żadna, która mi się podobała.
    - A czy ja się tobie podobam?
    - Jesteś moją przyjaciółką od dwóch lat. Gdybyś mi się podobała to juz dawno wyznałbym ci miłość.

    Cyrenna dotknęła jego męskości.
    - Przyjaciele też się pieprzą.
    Agarr dotknął jej piersi. Była duża i ciężka. Delikatnie ją obmacywał. Później co raz mocniej i mocniej. Odsłonił ją i przyssał się do jej sutka. Cyrenna gładziła jego cżłonka i odepchnęła Agarra na bok. Wziełą go do ust, a później on wziął ją na wiele możliwych sposobów...
    avatar
    Aegon VII Targaryen

    Liczba postów : 19
    Join date : 21/02/2015
    Age : 17
    Skąd : Wrocław

    Re: Posiadłość Vogarra

    Pisanie by Aegon VII Targaryen on Nie Lut 22, 2015 4:31 pm

    Jesień 8 stycznia 282 roku

    Wczorajszy upał przeminął wraz z chłodnym nocnym wiatrem. Cyrenna przebywała w komnacie Agarra od czasu ich ostatniego stosunku. To był jej pierwszy raz.
    Cyrenna spojrzała na miasto. Było na prawdę wielkie. Volantis uchodzi za jedno z największych miast znanego świata. I znajduje się nad morzem, którego Cyrenna nigdy w życiu nie widziała. Spojrzała na nie znowu. Bardzo lubiła na nie patrzeć. Sama do końca nie wiedziała dlaczego.
    Agarr objął ją z tyłu i włożył twardego członka pomiędzy jej pośladki. Wziął ją na balkonie, pewnie widziało ją teraz wielu ludzi Starej Krwi i ich służących, ale Cyrennie to nie przeszkadzało. Chciała, żeby na nich patrzyli.
    Gdy skończył, Cyrenna udała się do swoich komnat i pożegnała Agarra pocałunkiem w... usta. Gdy weszła do pokoju zauważyła jakiegoś dygnitarza w czerwonym fotelu i Vogarra w drugim fotelu barwy jasnej zieleni. Rozmawiali o czymś, ale dlaczego w komnatach Cyrenny? Przecież w posiadłości było dużo komnat, nawet mała sala narad.
    - Witaj Cyrenno, zawsze chciałem cię poznać - rzekł zamożny jegomość, którego tożsamości Cyrenna nie znała. Był on ubrany w strój typowy dla Tygrysów, ale wyglądał zbyt zamożnie na zwykłego członka Starej Krwi.
    - Kim jesteś? - zapytała bez wachania.
    - Ja jestem Triarchą Volantis. Malaquo Vhassar z Tygrysów. Ojciec matki obecnego Króla Siedmiu Królestw i przyjaciel twego rodu.
    Zdumiona Cyrenna nie wiedziała co odpowiedzieć władcy miasta.
    - J-Ja jestem Cy-Cyrenna. Nie w-wiem co powiedzieć Triar-rar-cho. - pierwszy raz w życiu Cyrenna spotkała tak ważną osobę.
    - Nie obawiaj się, Cyrenno. Jestem twoim przyjacielem.
    Przyjacielem? Triarcha? Ten, który chciał zagarnąć wszystko co należało do Voqadisów?
    - Vogarro, czy...?
    - Możesz mu zaufać - przerwał jej nagle - To Tygrys i obecny Triarcha. Sam się co do niego pomyliłem. Usiądź, proszę.
    Cyrenna usiadła niepewnie na purpurowym fotelu i spojrzała w oczy Triarchy. Były one zielone, ale martwe. Sam Triarcha zresztą był sędziwy.
    - Przepraszam cię, że nie poinformowałem cię wcześniej, ale nie było sposobności. I nigdzie nie mogliśmy cię znaleźć - oznajmił Vogarro.
    - Pomyliłeś się co do niego, Triarchy?
    - Tak. Uważałem, że Triarcha chce zagarnąć cały majątek Voqadisów. Ale on udał się do mnie i oznajmił, że bękarcica danwego Triarchy powinna odziedzić spadek rodziny. Nikt oprócz mnie i twego ojca nie wiedział o twoim istnieniu, zdziwiło mnie więc to, że Triarcha wspomniał o tobie. Okazało się, że twój ojciec na łożu śmierci powiedział o tobie Triarchrze. Wysłał on ci list, ale z jakiegoś powodu nie dotarł do ciebie. Może ptak pomylił drogę. Sam nie wiem.
    - Pozwól, że ja to wyjaśnię - oznajmił Malaquo - Po twoim przybyciu i dzięki pomocy moich szeptaczy udało mi się dowiedzieć, że przybywasz z Qohoru i służysz w tamtejszej armii. Tak samo jak bękarcica Voqadisa. Od razu zorientowałem się, że wcale nie jesteś Arianne, bękarcicą Vogarra. Udałem się do niego i opowiedziałem mu o wszystkim. Chcę, żebyś przejęła dorobek Voqadisów i odzyskała dokument świadczący o twoim pochodzeniu, wykorzystam wszystkie swoje wpływy by ci pomóc.
    - Dlaczego? - zapytała Cyrenna - Dlaczego chcesz mi pomóc?
    - Kochałem córkę twego ojca, twoją przyrodnią siostrę, lecz ja mam już żonę. I jestem wierny wszystkim, na tyle na ile to możliwe. A każdy członek jej rodziny jest moim przyjacielem. Nawet bękart. A ponadto, Voqadisowie to potężny ród, nie mogę pozwolić by upadł. A ten kto otruł twoją rodziną, zapłaci za to.
    - Wiesz kto to?
    - Podejrzewamy kilku potężnych Słoni, ale póki nie znajdziemy dowodów nie możemy zbyt wiele zrobić. Nie chcemy rozpętać wojny domowej.
    - Rozumiem. Mam nadzieję, że jak najszybciej uda nam się zdobyć ten dokument. Czy jest to możliwe jeszcze przed wyborami?

    - Możliwe, że tak, ale możliwe, że nie. R'hllor o tym zadecyduje. Tymczasem powinniśmy porozmawiać o twoim rodzie.
    - Oczywiście - zgodziła się Cyrenna i zaczeła słuchać długiej historii rodu Voqadisów.
    avatar
    Aegon VII Targaryen

    Liczba postów : 19
    Join date : 21/02/2015
    Age : 17
    Skąd : Wrocław

    Re: Posiadłość Vogarra

    Pisanie by Aegon VII Targaryen on Sob Lut 28, 2015 2:33 am

    Jesień 14 stycznia 282 roku

    Cyrenna siedziała przy okrągłym, drewnianym stoliku zajadając się pyszną zupą krewetkową na śniadanie. Na przeciwko niej siedział Agarr, a obok niego Vogarro.
    - Przy większym stole lepiej byłoby wygodniej - stwierdził Vogarro.
    - Nie. Przy takim jest dobrze. Z matką jadałam przy mniejszym
    Agarr jadł to samo co Cyrenna, a Vogarro zażyczył sobie cytrynowych ciasteczek z polewą malinową oraz zapiekanego dorsza z cebulką. Jak na razie dostał tylko kielich czerwonego wina.
    - Chyba zwolnię kucharza. Nie śpieszy mu się - narzekał Vogarro.
    - Ciesz się, że nie musisz polować, żeby coś zjeść - Cyrenna nie była pewna czy powinna mówić o swoich wspomnieniach z Qohoru przy dygnitarzach i szlachetnych osobach.
    - Jedyne co odziedziczyłaś po Voqadisach to odwagę i waleczność. Nic więcej. Nie nadajesz się na arystokratkę, Cyrenno. - powiedział Vogarro wzdychając ciężko.
    - Pamiętaj, że jestem ostatnią z rodu
    - Ale jesteś bękarcicą. Masz szczęście, że Triarcha cię wspiera.
    - Czyżbyś zaczął wątpić w moje prawa do dziedziczenia?
    - Mieszkasz w mojej rezydencji od dziesięciu dni. Poznałem cię na tyle wystarczająco, żebym mógł stwierdzić, że nie nadajesz się na prawowitą członkinię rodu Voqadisów. Aktualnie popieram cię tylko dlatego, żebyś mogła przejąć majątek rodowy oraz wszelkie tytuły i wpływy oraz płynące z nich korzyści. I to wszystko przekażesz mnie.
    - Tobie?
    - zdziwiła się Cyrenna - Dlaczego miałabym to wszystko dać tobie?
    - Cyrenno, nie jesteś głupia. Doskonale wiesz, że nie nadajesz się do tej całej arystokracji. Powiedz mi, ale szczerze. Czego oczekujesz od Volantis, ode mnie, od Triarchy. Od Voqadisów. Czego pragniesz?

    Cyrenna nie wiedziała co odpowiedzieć. Od zawsze pragnęła jedynie poznać ojca, pochwalić się przed nim swoimi umiejętnościami w walce, które nadal szkoli. Ale on zginął, i reszta jej rodziny. Wszyscy nagle zmarli od zarazy. Wraz ze służbą. Tylko oni. Nikt inny. Nawet nikt nie kiwnął na to palcem. Żaden ród, żaden szlachcic. Żaden Tygrys.
    - Moja rodzina wcale nie miała przyjaciół. I ty też nim nie byłeś. Od początku mnie okłamywałeś, chcesz tylko przejąć wszystko co należy do mojego rodu. - oburzyła się Cyrenna. - Wszyscy chcieli tylko upadku Voqadisów i przejęcia wszystkiego co do nich należało!
    - Cyrenno, uspokój się.
    - Jestem spokojna! Masz rację, nie nadaję się do tej całej arystokracji, ale nie mogę pozwolić, żeby to co pozostało po moim rodzie zostało rozkradzione.
    - Cyrenno
    - uspokajał ją Agarr - Proszę cię, usiądź.
    Usiadła.
    - Słuchaj bękarcico. - zaczął Vogarro - Twój ród nie miał prawdziwych przyjaciół, prócz mnie. Wszyscy byli fałszywi i jedynie chcieli się wzbogacać i zdobywać władzę dzięki Voqadisom. Wpływy, które należały do twojego rodu zostały już rozkradzione, częściowo opanowałem je ja. Posiadłość i bogactwo Voqadisów będą należały do ciebie, ale ja o tym zadecyduję.
    - Ty?
    - zdziwiła się Cyrenna.
    - Twój ojciec na łożu śmierci powiedział mi, gdzie ukrył dokument świadczący o twoim pochodzeniu. Odnalazłem go i schowałem. Nikt o tym nie wie, nawet Triarcha. Do teraz.
    - Dlaczego go ukryłeś?
    - zapytała oburzona Cyrenna, gotowa znów zacząć krzyczeć. Jednak opanowała się.
    - Jak już mówiłem. Byłem najszczerszym przyjacielem twego rodu. Nie wiedziałem kim jesteś, nigdy cię nie widziałem, nie mogłem ci zaufać, więc nic ci nie powiedziałem. To prawda, gdyby nie ja wogóle byś nie istniała. Namówiłem twojego ojca by wybrał się do Qohoru w sprawach handlowych. Wrócił tam po roku, wraz ze mną. Wtedy dowiedzieliśmy się o tobie. Na miejscu, w Qohorze twój ojciec oficjalnie uznał cię za swego bękarta. Sam nie wiem dlaczego. Nigdy mi nie powiedział, ale widziałem jak na ciebie patrzył. Kochał cię, z całego serca. Ale miał więcej bękartów, żadnego innego nie uznał i nie widział. Ciebie pragnął odwiedzać, ale odradzałem mu tego. Miał zobowiązania, a w Qohorze nie znalazłby żadnych korzyści. Nie ma tam portu, miasto jest narażone na inwazje Dothraków, panuje tam inna religia. A ponadto Qohor nie ma zbyt wielu sojuszników.
    Cyrenna wpadła w furię.
    - Jak śmiałeś nie dopuszczać mojego ojca do mnie?! Ty cholerny... - przerwał jej niewolnik stawiający na stole śniadanie Vogarra. Cyrenna postanowiła się opanować. Wiedziała, że z agresji nic jej nie przyjdzie. Usiadła ponownie przy stole.
    - Pyszna ta zupa krewetkowa - wtrącił nagle Agarr - Wyśmienita.
    - Kpisz sobie? - oburzyła się Cyrenna.
    - Cyrenno. Wysłuchaj mnie, proszę. Nie znałem cię, nie mogłem ci zaufać. Nie wiedziałem komu miałem powierzyć majątek Voqadisów. Teraz wiem, że powierzenie go tobie nie jest najlepszym rozwiązaniem. Co byś z nim zrobiła? Potrafiłabyś odbudować wizerunek swojego rodu? Chodziłabyś na uczty i bale? Budowałaś wpływy i zawierała kontrakty handlowe? Nigdy nie byłaś tego uczona, więc nawet ze mną byś sobie nie poradziła. Najrozsądniej byłoby powierzyć mi ten majątek.
    Vogarro ma rację. Nie wiem co miałabym z tym zrobić. Mogłabym sprzedać posiadłość i podróżować po świecie. Na przykład Vogarrowi.
    - Dobrze. Wszystko co należy do Voqadisów dostaniesz ty, Vogarro. - Agarr się zaksztusił i kaszlał co chwilę. - Ale mam dwa warunki. Chcę, żeby zjawił się tu Triarcha.
    - Czy to jeden z warunków?
    - Oczywiście, że nie.
    - zaśmiała się Cyrenna.
    Gdy Malaquo Vhassar zjawił się w posiadłości Vogarra, słońce rozświetliło już całą salę narad, gdzie odbyło się spotkanie, na którym był również Agarr. Cyrenna wszystko wyjaśniła Triarchrze i przedstawiła swoje warunki:
    - Ja, Cyrenna z Qohoru, ostatnia z rodu Voqadisów, zatwierdzona bękarcica przez swojego ojca przedstawiam swoje stanowisko. Vogarro, chcę żebyś przejął posiadłość mego rodu wraz z majątkiem. Zgadzam się na to, jednak pod dwoma warunkami. Po pierwsze, otrzymam od ciebie pięć tysięcy złotych smoków i statek wraz z załogą i kapitanem.
    - Tysiąc złotych smoków i duży statek z dużą załogą i dwoma kapitanami.
    - Cztery tysiące i mocny statek z jednym kapitanem.
    - Dwa tysiące z dużym statkiem.
    - Trzy tysiące z dużym mocnym statkiem i dwoma kapitanami.
    - Z jednym kapitanem i mniejszą załogą.
    - Niech tak będzie. Drugi warunek kieruję w stronę Triarchy. Chcę, żeby jeszcze dzisiaj zostało zatwierdzone oficjalnie moje pochodzenie przez dokument, który ukrył Vogarro. Ja wyrzeknę się dziedzictwa rodu i już nigdy więcej nie przybędę do Volantis.

    - Przystaję na tę propozycję - powiedział Triarcha.
    - Ja również - potwierdził Vogarro.
    Jak zostało ustalone, tak się stało. Cyrenna została oficjalnie uznana za ostatnią z rodu Voqadisów i jako oficjalny bękart ojca, wyrzekła się dziedzictwa i powierzyła je Vogarrowi, który wywiązał się z umowy.
    Gdy Cyrenna szykowała się do wieczornego wypłynięcia z miasta, odwiedził ją Malaquo.
    - Witaj, pani.
    - Witaj, Triarcho. -
    w Volantis, valyriański i język powszechny pokrywają się.
    - Zanim wyruszysz, chciałbym ci wręczyć pewien list, który dotarł do mnie dzisiaj. Jest z Królewskiej Przystani, od mojego wnuka, Króla Westeros. Przybył wraz z listem do mnie. Nie otwierałem go.
    Malaquo wręczył jej list. Była na nim królewska pieczęć, czarny smok Blackfyre'ów.
    - Odczytam go na statku. Teraz przygotowuję się do podróży.
    - Gdzie się wybierasz?
    - Sama nie wiem. Chcę podróżować po świecie. Chyba zacznę od Lys.
    - Mam nadzieję, że podróż będzie wspaniała. Tymczasem, żegnaj, pani.
    - Żegnaj, Triarcho.

    Starzec wyszedł i Cyrenna powróciła do pakowania się.
    Gdy zapadł zmrok i statek był gotowy, Cyrenna kazała wyruszyć z portu do Lys. Udała się do kajuty, gdzie zmęczona padła na łóżko i położyła się obok Agarra...

    Sponsored content

    Re: Posiadłość Vogarra

    Pisanie by Sponsored content


      Obecny czas to Pon Gru 18, 2017 10:04 am