Forum aktualnie zamknięte.


    Ostępy i bezdroża Reach

    Share
    avatar
    Tyland Lannister

    Liczba postów : 72
    Join date : 03/08/2014
    Skąd : Lannisport

    Re: Ostępy i bezdroża Reach

    Pisanie by Tyland Lannister on Nie Cze 07, 2015 5:59 pm

    Jason miał niezłą zagwozdkę. Czego by właściwie nie zrobił, sytuacja nie wróży na jego korzyść. Zacznie zwiewać, dostanie małą pamiątkę w plecy. Wyjdzie i wyjawi swe prawdziwe imię, a najprawdopodobniej straci reputację. Jeśli poda się za kogo innego, wcześniej czy później ponownie spotka Arryna - i tym razem nie będzie mógł już się usprawiedliwić.
    Lannister zazgrzytał zębami. Żadna z tych opcji ani trochę mu się nie podobała. I co miał teraz zrobić? Chciał wykiwać Willema, a jedynie wpędził się w pułapkę bez wyjścia. Czy jednak na pewno?
    Wszystko zależało od jego umysłu, od tego, co zaraz powie i zrobi.
    Jason szybko odetchnął, po czym podniósł ręce, zabawnie machając nimi w powietrzu.
    - Nie strzelać, bo Westeros straci jedynie człowieka, którego strata nie będzie nikogo obchodzić! - krzyknął. Willem nie znał prawdziwego Jasona, zapewne za dużo o nim również nie słyszał. Nigdy się nie spotkali, a każda plotka, jaką Lannister z dumą pieścił od kilku lat mówiła, że jest postrzeleńcem, pijakiem i ogólnie rzecz biorąc głupcem. "Nigdy nie pokazuj po sobie, że wiesz, co się dzieje. Nie wygrywaj z nimi w gry, nie pokonuj ich w walkach. Zostaw dla siebie wszystko, co tylko możesz. Nigdy ich nie pouczaj, nie pokazuj, jak niebezpieczny jesteś. To jedyny sposób na przetrwanie" - tak mówiła jego matka, gdy miał te kilkanaście lat mniej. Zamierzał jej posłuchać i dziś.
    Wylazł z krzaków, składając Arrynowi zabawny ukłon.
    - Musicie mi wybaczyć, przyjaciele - powiedział, wskazując na nieprzytomnego giermka. - Myślałem, że ten oto tu młodzieniec współpracuje z parszywym bardem. Chciałem go zaskoczyć, dopiero ta starsza matrona uświadomiła mnie o mojej pomyłce. Tak samo jak wy ruszyłem w pościg za górskim grajkiem, choć w moim przypadku kierowała mną zwyczajna żądza przygód.
    Odsłonił w uśmiechu równe zęby. Arryn musiał mieć go za lekko pomieszanego. I byle trzymał się tej iluzji.
    avatar
    Elbereth Tully
    Administrator

    Liczba postów : 312
    Join date : 31/05/2014
    Age : 21
    Skąd : Riverrun

    Re: Ostępy i bezdroża Reach

    Pisanie by Elbereth Tully on Pon Cze 08, 2015 10:45 pm

    Prawdę mówiąc, Elbereth przez chwilę nie wiedziała, co tak właściwie wokół niej dzieje się. Co prawda była na tyle przytomna, by rozpoznać twarz lorda Arryna i zrozumieć, że jest już najprawdopodobniej wolna, jednak to, co się stało potem zdawało się jej jakimś chorym snem. Tak, jak się tego wcześniej obawiała, właścicielka leśnej chatki wróciła w najmniej odpowiednim momencie. Zapewne nie do końca poprawnie odczytała całą sytuację, co Elbereth mogła wywnioskować po jej czynach i słowach. Dopiero po czasie zdała sobie sprawę, że to było całkiem zabawne, kiedy Sokół dostał po głowie zamiast Śpiewającego. Los bywa jednak okrutny. Panna Tully wykorzystując moment, kiedy staruszka się nią zajmowała, postanowiła zagadać do niej.
    -To nie był on - zaczęła. Była całkiem pewna siebie, zresztą co mogła jej zrobić kobieta w tak podeszłym wieku? Chyba nie uderzy połamanej dziewczyny. -Ten mężczyzna, którego uderzyłaś... To nie on mi to zrobił. Mój porywacz jest teraz gdzieś w lesie. Nie widziałaś go czasem? A tak właściwie co oznaczały twoje słowa, że dziewka tutaj zostaje? Jestem bardzo wdzięczna, że pragniesz mi pomóc, jednak wkrótce będę musiała wracać...
    avatar
    Ravaenor

    Liczba postów : 62
    Join date : 07/12/2014
    Skąd : Highgarden

    Re: Ostępy i bezdroża Reach

    Pisanie by Ravaenor on Pon Cze 08, 2015 11:44 pm

    W Arlandzie zawrzało. Oczy były całe przekrwione z gniewu. Nie wiedział, gdzie się schował dzikus, ale miał dosyć tego cholernego pościgu. Wykrzyknął w furii:
    -Gdzie jesteś skurwysynu? Zabiję Cię! Nawet jeśli nie własnymi rękami to spłoniesz! Ty nie wiesz co to piekło! Przynajmniej na razie...
    Zgrzytając zębami Arland zaczął zbierać rycerzy by powiedzieć im o swoim planie. Miał zamiar podarować im trochę specjalnego oleju i prochu. Wraz z pomocą tych substancji miał zamiar spalić ten przeklęty las, a innym opowiedzieć historie, że wiedźma z lasu użwając sił nieczystych zabiła wszystkich, którzy w nim byli i żeby czarna magia się nie rozprzestrzeniła trzeba wypalić całe zło. Miał dosyć tych przeklętych zarośli.
    avatar
    Śpiewający

    Liczba postów : 32
    Join date : 13/09/2014

    Re: Ostępy i bezdroża Reach

    Pisanie by Śpiewający on Wto Cze 09, 2015 10:48 pm

    Wielki Kozioł najwidoczniej sprzyjał Śpiewającemu, gdyż wskazał mu bezpieczną kryjówkę, w której góral mógł skutecznie się ukryć w jakiejś lisiej norze, czego ten oczadziały rycerzyk z Reach nawet nie zauważył. Śpiewający słyszał, jak wykrzykiwał coś o paleniu i zabijaniu, dlatego też uznał go za niespełna rozumu. Klanowicz stwierdził, że to musi być idealny moment na dalszą ucieczkę. Nie mógł przecież przesiedzieć wieczności w tej zatęchłej norze! Mężczyzna wyczołgał się z niej, rozejrzał i zaraz padł na ziemię. Zaczął uciekać na czworaka między krzakami tak, jak robił to za młodu w Dolinie. Kiedy głos Arlanda przestał być dla niego słyszalny, Śpiewający podniósł się i zaczął uciekać jak sam Syn-Koźlę, którego Wilki z Mroku goniły po górach. Biegł tak i miał nadzieję wkrótce wybiec z tego przeklętego lasu. Wtedy najprawdopodobniej poszukałby jakiegoś domostwa bądź gospody. Jeszcze nigdy nie znalazł się w tak beznadziejnej sytuacji. Wszystko zawsze mu się udawało, a teraz nie był zdolny porwać nawet jednej głupiej dziewki! Starzeję się...
    avatar
    Mistrz Gry

    Liczba postów : 512
    Join date : 25/06/2014

    Re: Ostępy i bezdroża Reach

    Pisanie by Mistrz Gry on Sro Cze 10, 2015 1:17 pm

    Jesień 8 lutego, 292AL

    Przed chatką


    Jason by uratować dumę musiał blefować. W końcu nie przystoi dumnemu lwu czołgać się po krzakach niczym banicie. Blef był dość dobry i Willem odnosi wrażenie, że mówi prawdę.

    W chatce


    Starowinka krzątała się po pomieszczeniu mieszając różne maści. Wstawiła też na ogień kociołek, do którego wlała sporo wody. Po jakimś czasie zaczęła wrzucać tam różne składniki. Na słowa Elbereth zareagowała prychnięciem. Nie obchodzi mnie kto Cie tak urządził ślicznotko. Ten pędrak uszkodził moje drzwi, już tylko za to należały mu się razy po pustym łbie. W lesie był ktoś, nie obchodzi mnie kto. No chyba, ze podeptał zioła, wtedy zarobi po swoim łbie jak każdy inny. Durni faceci, jeno chuć we łbie i brak rozumu. A Ty moja droga zostajesz. Bądź co bądź nie mogę wyrzucić tak poobijanej dziewki na twardą glebę. I zostawić ją z tą bandą imbecyli. Pewno któryś chciałby Cię zaciągnąć w krzaki by szybko odebrać dług za uratowanie Ciebie. Lico gładkie, cycki trochę małe, ale pewno tym na zewnątrz wystarczy. Ojciec Twój ma jakiś zameczek? Widzę, że ma. Całkiem niemały zapewne sądząc po tym hardym spojrzeniu. Tak więc nie dam Ciebie im, bo mi żal. Ale najważniejszym powodem jest to, że musisz odpracować. Potłukłaś mi sporo słojów z rzadkimi maściami. Będziesz to musiała odpracować panno. Nie chcę złota, na nim mi ono. A stara jestem i nie mam już tyle sił by łazić po lasach. Ktoś musi mi pomóc, a głupie dziewuchy ze wsi boją się mnie. Trochę słusznie he he he. Starowinka wygłaszając swój potok myśli i narzekań wciąż krzątała się, czasami podchodząc do Elbereth i mocno wcierając rozmaite rzeczy w miejsca zranień. Pomruczała potem, że będzie musiała nastawić jej kości i odeszła do mniejszej izdebki w poszukiwaniu jakiegoś składnika.

    Las


    Arland zebrał ludzi przeszukujących okolicę i polecił im realizację swego planu. Ci tylko wzruszyli ramionami i spojrzeli na panicza z Wysogrodu jak na idiotę. Palić las? Po deszczu? Za pomocą odrobiny oleju i jakiegoś proszku? On chyba spadł z konia. Pieni się jakby rozumu mu brakło. Jednak Arland był synem wpływowego i potężnego lorda. Musieli wypełniać jego polecenia, a z pieniącym się rycerzem nie mieli odwagi dyskutować. Efektu to jednak nie dało. Śpiewający tymczasem biegł co tchu. W końcu mocno już zmęczony wybiegł z lasu wprost nad brzeg średniej wielkości rzeki.


    Kolejność:

    1. Willem
    2. Jason
    3. Elbereth
    4. Arland
    5. Śpiewający


    avatar
    Jekyll Tarly

    Liczba postów : 49
    Join date : 10/01/2015

    Re: Ostępy i bezdroża Reach

    Pisanie by Jekyll Tarly on Sro Cze 17, 2015 10:40 pm

    W Reach pełno jest rycerzy poszukiwaczy, dlatego też Willem stwierdził że mężczyzna stojący przed nim właśnie do takich należy. Nie ufał mu jednak całkowicie, miał wątpliwości.
    -Złóż broń.-Nakazał Arryn. Nie spuszczając wzroku z mężczyzny zwrócił się do rycerza obok. -Ty, sir, pójdziesz do chaty. Zaoferuj starowince pieniądze, pomoc- cokolwiek, niech tylko przekaże lady Elbereth pod twoją opiekę. Postaraj się nie używać siły, to nadal starsza pani... Ale na Bogów, siłę to ona ma niczym nie jeden rosły mężczyzna!-Przypomniał sobie Sokół nadal czując ból w tyle głowy.
    Will wierzył, że sir Hugh lepiej sobie poradzi z tym zadaniem zważywszy na podeszły wiek. Znachorka zdaje się być jakoś dziwnie uprzedzona do młodych...
    Rycerz przytaknął, schował miecz do pochwy i dumnie udał się w stronę chaty, chciał z pewnie zrobić jak najlepsze wrażenie swoją postawą. Willem z pewnością takiego na niej wywarł.
    Gdy mężczyzna złożył broń, giermek doszedł, a prawdę mówiąc doczłapał się do nich, nadal był oszołomiony. Arrynowi wpadło wtedy coś do głowy. Dlaczego ten poszukiwacz przygód miałby posądzić chłopca z sokołem na opończy o współpracę z Biebero?
    -Chłopcze, pójdź do koni i przynieś z juków linę.-Nakazał Will. Młodzieniec chwiejnym krokiem udał się do wierzchowców i wrócił po dłuższej chwili. Willem oddał mu łuk w ręce i wziął sznur, po czym skrępował mężczyźnie ręce.
    -Nie myśl o mnie źle, to tak na wszelki wypadek.- Uśmiechnął się. -Jak ci na imię, przyjacielu?
    avatar
    Tyland Lannister

    Liczba postów : 72
    Join date : 03/08/2014
    Skąd : Lannisport

    Re: Ostępy i bezdroża Reach

    Pisanie by Tyland Lannister on Sob Cze 20, 2015 1:23 pm

    Jason postąpił dokładnie tak, jak nakazał mu Arryn. Grał potulnego rycerzyka, który dopiero teraz zrozumiał swój błąd i okazywał lordowi z jednego z wielkich rodów należyty szacunek. W istocie jednak nie martwił się ani odebranym łukiem, ani związanymi rękami - jedną z rzeczy, których nauczył się podczas żeglugi z Królewskiej Przystanii do Lannisportu było kombinowanie z różnymi splotami. Obserwował wtedy marynarzy odwiązujących i zawiązujących liny podtrzymujące żagiel i zauważył ciekawą zbieżność pomiędzy ich ruchami a poruszaniem się więzów. Poza tym był pewny, że w razie czego chociażby metalowa sprzączka jego paska jest na tyle ostra, by dać radę sznurowi, o ile będzie miał wystarczająco dużo czasu.
    Lannister zauważył podejrzliwe spojrzenie Arryna, który najwidoczniej nie ufał jego zapewnieniom o pomyłce. Wyjaśnił więc:
    - Widzę, że nie przekonałem cię, panie. Niestety, wiedząc o przynależności grajka do twoich ludzi, o której słyszałem stwierdziłem, że nie mogę zaufać żadnemu samotnie błąkającemu się w puszczy słudze Arrynów, ponieważ może współpracować z bardem. Ponownie przepraszam za swoje zachowanie, niemniej wydaje mi się, że moje działania były uzasadnione, choć niesamowicie głupie.
    Jason odetchnął, gdyż Arryn nie wykazywał chęci naszpikowania go strzałami. Chyba odpowiedział dobrze.
    - Nazywam się Jason, mój panie - odpowiedział. Stwierdził, że półprawda będzie najlepsza, ponieważ jeżeli dobrze to rozegra, przy następnym spotkaniu Arryn nie będzie mógł zarzucić mu kłamstwa. - Pochodzę z Zachodu i przyjechałem do Wysogrodu z lordem Lannisterem.
    avatar
    Mistrz Gry

    Liczba postów : 512
    Join date : 25/06/2014

    Re: Ostępy i bezdroża Reach

    Pisanie by Mistrz Gry on Pon Cze 22, 2015 10:17 am

    Jesień, 12 luty, 282AL

    Minęło kilka dni. Wszyscy wspominali całą serię dziwnych wydarzeń związanych z odnalezieniem Lady Elbereth Tully. Ostatecznie tamtego dnia pod naporem bardzo ostrych słów starej zielarki popartej słowami cierpiącej Lady rycerze postanowili się wycofać. Przynajmniej jeden zawsze pełnił warte w okolicy domku, ale starano się nie przeszkadzać babce w pracy z uwagi na jej siarczyste uwagi i gorący temperament. Sama Elbereth po kilku dniach czuła się już zdecydowanie lepiej. Co prawda maści cuchnęły okropnie, a wywary smakowały jak szczyny, ale powoli nabierała sił. Opiekunka zaczynała wobec Elbereth zachowywać się w miarę przyjaźnie. Tym bardziej, ze ta zadeklarowała chęć spłacenia długu.

    W wiosce chłopi przyjęli gości z radością. Rycerze zawsze mieli sporo złota. Gdy pochędożyli wiejskie córy to już w ogóle stawali się rozrzutni. Dlatego Willema, Arlanda i resztę chętnie podejmowano posiłkami, co prawda prostymi, ale sycącymi. Arland był trochę naburmuszony z powodu fiaska jego "płomiennego" planu. Reszta uznała, że bard już dawno uciekł i nie ma co sobie zaprzątać nim głowy tym bardziej, że ranna nie wykazywała wielkiej ochoty na zemstę.

    Tymczasem Śpiewajacy dzielnie przedzierał się przez kolejne chaszcze. Dotarł w końcu do jakiejś rzeczki, przez którą się przeprawił. Potem, gdy już wysuszył swoje ubrania, kontynuował podróż. W napotkanej wiosce kupił konia. Co prawda sprzedawca mocno go orżnął wciskając mu starą chabetę za czterokrotność jej wartości... 5 lat temu. Jednak dla górala nie było to problemem. Wybłagał tylko jeszcze jakieś zapasy i ruszył w drogę do Strong Song, miejsca w którym liczył na spotkanie swojego Wodza.

    Jason wciąż był uważnie pilnowany. Willem Arrym stwierdził, że przed końcem całej wyprawy nie wypuści podejrzanego podróżnika. Tak więc Jason spędził kilka dni wśród rycerzy i chłopów czekając na jakąś okazję.

    12 lutego w końcu zaczęło się coś dziać. Elbereth właśnie prostowała nogi przed chatką. Po kilku dniach leżenia starowinka w końcu pozwoliła Jej się podnieść i przespacerować kawałek. Wciąż nie nadawała się do jazdy konnej, ale taką powozem byłaby w stanie już znieść. Czekała na Willema i resztę rycerzy by przekazać im decyzję o swoim pobycie tutaj prosząc jednocześnie o poinformowanie brata. Jednak rycerze dotąd się nie pojawili. Coś musiało ich zatrzymać.

    Do wioski wjechał posłaniec. Szukał Arlanda. Wydyszał skróconą opowieść o wydarzeniach w Wysogrodzie i panującym tam chaosie. Wspomniał o śmierci lorda Dustina, lorda Torrherna i śmierci króla. Opowiedział też o wielu martwych i rannych lordach. Powiedział, że Arland jak najszybciej musi się udać do domu, ponieważ Aldith zapadł w śpiączkę, a poza królewskim namiestnikiem nie ma nikogo kto mógłby poprowadzić dom Tyrellów.

    Rezultaty:

    Śpiewający ma wolna rękę w działaniach. Na skutek chaosu i dość dużego szczęścia w ucieczce mało kto się nim interesuje.

    Jason wciąż musi uważać na Willema i jego ludzi.

    Elbereth nie powinna jechać konno jednak może ruszyć powozem. Starowinka względnie ufa jej słowom, więc może się z nią dogadać.

    Arland i Willem mają ogólne rozeznanie o tym co stało siew Wysogrodzie. Mają wolną rękę z ich wykorzystaniem.





    Rzuty:
    http://kostnica.eu/roll/5587bf41b1969/ - Przekonywanie Elbereth i Starowinki.
    http://kostnica.eu/roll/5587bfa1b5f11/ - Przekonywanie Willem i reszta.
    http://kostnica.eu/roll/5587c1e59a786/ - Ucieczka Śpiewajacego.
    http://kostnica.eu/roll/5587c21eb4b53/ - Powodzenie Śpiewaka w wiosce.
    http://kostnica.eu/roll/5587c3b455aef/ - Opowieść posłańca.

    Sponsored content

    Re: Ostępy i bezdroża Reach

    Pisanie by Sponsored content

      Similar topics

      -

      Obecny czas to Pią Gru 15, 2017 3:03 pm