Forum aktualnie zamknięte.


    Rosarium (ogród różany)

    Share
    avatar
    Calique Martell

    Liczba postów : 4
    Join date : 04/05/2015

    Re: Rosarium (ogród różany)

    Pisanie by Calique Martell on Wto Maj 05, 2015 3:27 pm

    Mniej więcej już w dzieciństwie Calique odkryła w sobie głęboką niechęć do długich, oficjalnych ceremonii. Jakimś dziwnym trafem zawsze było wtedy duszno, tłocznie i nudno, jakiego rodzaju ceremonia by to nie było. I chyba dopiero któryś z braci zwrócił jej uwagę, że o ile ceremonie były nudne, o tyle w całej ich otoczce można się było jako - tako bawić.
    O ile, oczywiście, ktoś lubił politykę. I dobrze się na niej znał. Calique tak naprawdę dopiero do Wysogrodu przybyła, zdążyła się przebrać w prostą sukienkę i podjąć decyzję, że czas z kimś sensownym porozmawiać. Między bujną roślinnością mignął jej młodszy ze starszych braci, ale zaraz go zgubiła i niechcący spotkała zupełnie kogoś innego.
    Wśród krzaków róż stała pogrążona w rozmowie para. I kobieta, i mężczyzna posiadali jasne włosy, dumne sylwetki i w ogóle mieli w sobie takie nieuchwytne podobieństwo, po którym Calique rozpoznała rodzeństwo. Oprócz nich była jeszcze Alys, czyli panna młoda, sięgająca po puchar wina. To nie wydawał się taki najgorszy pomysł.
    - Witam - odezwała się Calique, tak manewrując, żeby dojść do służącego z tacą. - Lady Alys, za każdym razem, kiedy tutaj jestem, Wysogród zaskakuje mnie czymś nowym. To jedno z najpiękniejszych miejsc, które widziałam. Calique Martell - dokończyła na jednym oddechu, skłaniając głowę przed jasnowłosym rodzeństwem.
    avatar
    Alys Baratheon

    Liczba postów : 223
    Join date : 30/05/2014
    Skąd : Wysogród

    Re: Rosarium (ogród różany)

    Pisanie by Alys Baratheon on Wto Maj 05, 2015 10:57 pm

    Już zaczynała się czuć nieswojo w towarzystwie byłego narzeczonego (W ogóle dlaczego przybył na ten ślub?), gdy podeszła do nich kobieta, która okazała się być lady Martell.
    -Cieszę się, że Wysogród ci się podoba. Lady, czy chciałabyś trochę wina? -odpowiedziała i wskazała na tacę z kilkoma kielichami i winem. -D... dobrze, lady Sayaro. Nie chciałam wam przerywać, lecz skoro musisz iść... Lordzie Ordo, niezwykle miło mi cię tu widzieć, i mam nadzieję, że nie masz do mnie żalu i wspaniale się bawisz. Czy weźmiesz, panie, udział w turnieju? Lady Calique, zostaniesz w naszym mieście do czasu turnieju? Będzie na pewno dużo zabawy, niestety też tyle połamanych kości ile połamanych kopii, jednak nawet dla tych zrzuconych z konia będzie zabawnie... Podobno ma być na uczcie i na turnieju minstrel znający pieśni zza Muru.
    avatar
    Calique Martell

    Liczba postów : 4
    Join date : 04/05/2015

    Re: Rosarium (ogród różany)

    Pisanie by Calique Martell on Sro Maj 06, 2015 3:10 pm

    Są rzeczy, którym żadna szanująca się księżniczka Dorne nie odmawia, i wino do nich należało.
    - Oczywiście, bardzo chętnie - złapała pełen kielich i zakręciła nim, żeby zamieszać wino, jednym uchem słuchając tego, co Alys Baratheon mówi. Lord Ordo? Oczywiście, Lannister, mogła na to wpaść trochę szybciej.
    Turniej! To było coś, dla czego warto byłoby się pokręcić po okolicy jeszcze trochę. Znaczy, oczywiście, Calique jako porządny wojownik z doświadczeniem gardziła turniejami i bardzo stanowczo rozdzielała umiejętności turniejowe a bitewne, ale... Popatrzenie jeszcze nikomu nie zaszkodziło, prawda? Zawsze krew, flaki, strzaskane kości i wściekli pokonani rycerze są ciekawszym widokiem niż zasznurowane w gorsetach damy, które drobią tradycyjne weselne tańce. Albo robią jedną z innych przyzwoitych rzeczy, których Calique nie była w stanie nigdy opanować.
    - Połamane kości i połamane kopie, to brzmi jak coś, czego nie mogłabym opuścić - powiedziała całkiem serio, zostawiając sobie na później dokładne rozplanowanie czasu spędzonego w Wysogrodzie i daty wyjazdu. - Myślę, że zostanę jeszcze trochę, jeśli tylko będę mile widziana.
    Upiła trochę wina i natychmiast wpadło jej do głowy pytanie, którego zwyczajnie nie mogła nie zadać.
    - Zazwyczaj staram się nie słuchać plotek - no cóż, to nie była do końca prawda, bo plotki były zazwyczaj bezcennym źródłem informacji, ale niech będzie - ale doszły mnie słuchy, lady Alys, że jesteś niezrównaną wojowniczką. Czy bierzesz udział w turnieju?
    avatar
    Mistrz Gry

    Liczba postów : 512
    Join date : 25/06/2014

    Re: Rosarium (ogród różany)

    Pisanie by Mistrz Gry on Sob Maj 16, 2015 11:32 am

    Rosarium zostało na potrzeby uroczystości przekształcone w wielki plac uczty. Na największym placu ustawiono dziesiątki ław i stołów, na których znajdowały się tysiące potraw. Niezliczone sługi roznosiły gościom najlepsze wina z Dorne i Arbor. Wielu pomniejszych lordów czuło się jak w jakiejś rajskiej krainie. Niektórzy szeptali, że ucztują za pieniądze ze skarbca pana młodego co wywoływało liczne drwiny. Wszyscy wiedzieli o tym, że skarbiec Końca Burzy został wywieziony podczas ostatniego konfliktu i nikt nie słyszał o tym by powrócił do prawowitego właściciela. Niektórzy drwili też mówiąc, że Dustin Tyrell odda Baratheonowi jego własne pieniądze w ramach posagu. Jednak rozmowy ucichły na teren uczty wkraczał pochód kierujący się z septu, na samym przedzie biegł dziewczynki rozsypujące setki kwiatowych płatków wyznaczając młodym drogę. Sama para w pięknych strojach kroczyła na przedzie kolumny, za nią znajdowała się rodzina Tyrellów i Baratheonów oraz królewska, dalej grupy ważniejszych lordów i potem ciągnące się wydawałoby się w nieskończoność tłumy pomniejszych gości. Para młodych zwróciła na siebie uwagę. Panie spoglądały na potężnego Baratheona ubranego wręcz w królewskim stylu, panowie zaś komentowali ukradkiem urodę panny młodej, która nieco się różniła od zwykłych kobiet, wieloletnie trenowanie walki mieczem podkreśliło jej kształty i nadało pewnej zgrabności kroku co nie uszło uwadze co wytrawniejszych obserwatorów.

    W końcu wszyscy goście zajęli swoje miejsca. Po przedłużającej się ceremonii wszyscy byli bardzo głodni. Wszyscy zajęli się jedzeniem tymczasem służby poszczególnych lordów przygotowywały prezenty ślubne do wniesienia.
    avatar
    Alys Baratheon

    Liczba postów : 223
    Join date : 30/05/2014
    Skąd : Wysogród

    Re: Rosarium (ogród różany)

    Pisanie by Alys Baratheon on Wto Maj 19, 2015 11:03 pm

    Stół zasłany był najlepszym jadłem, jakie mogło zaoferować Reach. A że Reach zawsze było najbogatszym w żywność regionem... O tak, to była uczta godna królów. Alys z podziwem patrzyła na pracę kucharzy. Nie wiedziała wręcz od czego zacząć, lecz na szczęście słudzy zaczęli podawać jej dania do degustacji. Ogłoszono też, że nie należy krępować się oficjalnym tonem ceremonii i wręcz nalegano do wręczania podarków w trakcie uczty i do wesołej zabawy. Gdzieś zasiadł minstrel, który zaczął grać najpierw w miarę spokojne pieśni, aż w końcu przeszedł do Niedźwiedzia i dziewicy cud. Nawet paru rycerzy przerabiało to na Jelenia i dziewicę cud, jednak para młoda miała z tego jeszcze większy ubaw. Alys wcinała coraz to smaczniejsze potrawy i żartowała z Torrhernem Baratheonem, czekając na rozmowy z różnymi gośćmi.
    avatar
    Ordo Lannister

    Liczba postów : 103
    Join date : 12/06/2014

    Re: Rosarium (ogród różany)

    Pisanie by Ordo Lannister on Pią Maj 22, 2015 5:07 pm

    Wewnątrz świątyni gdzie odbywała się ceremonia zaślubin panował straszliwy ścisk i duchota. Na dodatek Ordo został posadzony koło jakiegoś otyłego lorda z Reach, który bez przerwy smarkał, śmierdział potem i puszczał obrzydliwe bąki. Septon przeraźliwie przynudzał, zaś od zapachu palonych w świątyni kadzideł Namiestnikowi kręciło się w głowie. Żałował, że nie ma przy sobie kielicha z zimnym, arborskim winem, który pomógłby mu przetrwać ceremonię. W końcu jednak doszło do wymiany płaszczów małżeńskich i tłum ruszył do wyjścia. Lord Ordo, aby nie musieć się przepychać do wejścia odczekał chwilę po czym wyszedł, aby zaczerpnąć choć odrobinę świeżego powietrza. Odór grubasa wciąż wwiercał mu się w nozdrza. Miał nadzieję, że przy stole weselnym nie zostanie posadzony obok niego. Albo w całkiem innej sali.

    Lord Ordo odziany był w swój najlepszy, przygotowany specjalnie na tę okazję strój: karmazynowy wams nabijany złotymi ćwiekami w kształcie lwich łbów. Każdy z nich miał parę rubinowych oczu, błyskających przy każdym ruchu. Do tego czarno-karmazynowe spodnie wpuszczane w wysokie buty oraz nabijany złotem pas obciążony skrzącą się od rubinów pochwą i sztyletem. Na ramiona zarzucony miał zaś nie odbiegający kolorystycznie od reszty stroju  płaszcz spięty broszą w kształcie lwa lannisterów. Na szyi zawieszony miał ciężki złoty łańcuch z połączonych ze sobą dłoni, który boleśnie wpijał mu się w kark.

    Paź wskazał mu jego miejsce przy stole na podwyższeniu, gdzie zasiadała również młoda para, król i królowa oraz najbliższa rodzina. Doborowe towarzystwo, nie ma co pomyślał zerkając z ukosa na Alys która wymieniała właśnie długie spojrzenie ze swoim mężem i włożyła mu do ust kawałek pasztetu. Skinął na pazia kielichem a ten natychmiast podszedł i wypełnił go złocistym winem. Jedynie z grzeczności roześmiał się z jakiegoś dowcipu opowiedzianego przez Baratheona. Tymczasem wnoszono kolejne potrawy, zaś do kielichów wlewały się kolejne strumienie win z każdego zakątka Westeros.
    avatar
    Mistrz Gry

    Liczba postów : 512
    Join date : 25/06/2014

    Re: Rosarium (ogród różany)

    Pisanie by Mistrz Gry on Sro Maj 27, 2015 12:25 pm

    Jesień, 6 luty, 282AL

    Ważniejsze postacie obecne na ślubie Torrherna Baratheona i Alys Tyrell

    Dorne
    Elijah Martell
    Daynal Martell
    Blackmont
    Dayne
    Gargalen
    Manwoody
    Toland
    Vaith
    Yornwood

    Reach
    Dustin Tyrell
    Aldith Tyrell
    Willas Hightower
    Redwyne
    Tarly
    Oakheart
    Florent
    Fossoway
    Ashford
    Crane
    Rowan
    Blackbar

    Reszta lordów Reach jest przeciwna ożenkowi z dawnymi wrogami prym wiedzie lord Costayne.

    Ziemie Burzy
    Torrhern Baratheon
    Sophia Barratheon
    Dondarrion
    Tarth
    Estermont
    Selmy
    Cafferen
    Caron
    Swann
    Mertyns
    Morrigen
    Grandison
    Connington
    Fell
    Buckler
    Errol
    Penrose

    Korona
    Daemon Blackfyre
    Saphira Blackfyre
    Celtigar
    Hogg

    Zachód
    Ordo Lannister
    Sayara Lannister
    Banefort
    Brax
    Kenning
    Lefford
    Marbrand
    Mordechaj Reyne
    Serrett
    Swyft
    Tarbeck
    Westerling

    Dorzecze
    Leech Tully
    Ethan Blackwood
    Whent

    Dolina

    Ponadto wielu drobniejszych lodów oraz 56 wędrownych rycerzy.

    Minęły już dwie godziny od rozpoczęcia uczty. Wręczano liczne podarki nowożeńcom zajadano się najprzedniejszymi daniami. Wino z Dorne, Arbor i wielu innych zakątków świata lało się strumieniami. Nie zabrakło też piwa, miodu, a nawet mocniejszych trunków preferowanych zazwyczaj przez wyspiarzy. Zabawa trwała w najlepsze. Nadszedł czas na długo oczekiwany moment. Miały się rozpocząć tańce, jednak przed nimi lord Dustin Tyrell zamierzał wygłosić przemówienie. Większość obecnych zgromadziła się na dużym placu, który miał posłużyć za plac do tańców. Słudzy roznosili kielichy z winem. Daemon znany ze swojej niechęci do alkoholu odmówił, podobnie jak jego żona. W nastroju do picia nie był też lord Riverrun. Widocznie gryzła go sprawa zaginięcia siostry i wstydu jakiego się przez nią nabawił. Pić nie chciał również Torrhern jako, że w tym momencie był upojony wspaniałością swej małżonki. Pozostali zgromadzeni nie mieli jednak z piciem żadnego problemu i z radością przyjęli kielichy w wielu przypadkach opróżniając je jeszcze przed toastem. Po małym zamieszaniu organizacyjnym w końcu nastąpiła długa i nudna przemowa Dustina o nowych czasach pokoju i stabilności pod rządami mądrego i łaskawego władcy jakim jest Daemon oraz o zażegnanych konfliktach. Wspomniano o przyszłym połączeniu się sojuszem również Ziem Burzy i Dorne. W końcu jednak zakończył i podniósł kielich. W ślad za ruchem jego dłoni w górę powędrowało wiele naczyń. Dustin, a następnie wielu innych przechyliło swoje naczynia.

    Lord Tyrell przełknął płyn, uśmiechnął się i chwilę potem pobladł. Złapał się za gardło i padł na ziemię. Spoglądający na niego Alidth nie sprawiał wrażenia zszokowanego choć wyraz jego twarz była również coraz bardziej blada. I po chwili również pada na ziemię choć tutaj efekt nie wydaje się być aż tak mocny.

    Na sali zapanowało poruszenie. Rozległy się okrzyki. Do leżących podbiegli ludzie, ktoś pobiegł po maestra. Próbowano jakoś ratować Dustina jednak z każdą chwilą życie ulatywało z jego ciała. Na sali panowało poruszenie, wszyscy szukali wzrokiem winowajcy. Kogoś kto zostanie obarczony winą. Niektórzy szeptali o nieobecnym Arlandzie inni o przeciwnych ślubowi lordach.

    Gdy uwaga zgromadzonych skupiła się na Dustinie i Aldithcie zdarzyło się jeszcze kilka rzeczy. Torrherm poczuł ból w boku, dotknął go i poczuł lepką krew. Odwrócił się powoli i zobaczył jednego z wędrownych rycerzy stojącego za nim i ściskającego w dłoniach kuchenny nóż. Ten zanurzony był w ciele Lorda Burzy. Krew wydobywająca się z rany plamiła cudowny nowy strój. Za Lorda Wylda szepnął rycerz do przerażonego Torrherna. Ten znał walkę, znał bój, był już na pograniczu śmierci. Nie spodziewał się jednak rzeczy tak okropnych na własnym ślubie. Opadł na kolana, a napastnik wyciągnął broń. W tym momencie w jego stronę obróciła się Alys. Krzyknęła ponownie, bo w ślad Jej ojca podąża teraz jej mąż. Alys zobaczyła jak mężczyzna prawdopodobnie będący sługą lub potomkiem rody Wylde z Rain House wyciąga nóż z ciała Jej męża, teraz inicjatywa była po Jej stronie.

    Po kolejnym z szoków wydawałoby się, że już nic złego nie może się stać. Wydawałoby się, że dość już okropności jak na jeden ślub. Jednak zamieszanie wykorzystała kolejna grupa. Zebrali się za parą królewską. Podobnie jak wielu innych chcieli dokładniej zobaczyć co się dzieje. Tak mogłoby się wydawać. Jednak w pewnym momencie rzucili się na parę królewską i gwardię, która jej broniła. Za prawdziwego króla, Odyna! Nie byli w stanie przemycić na teren uczty prawdziwych mieczy, jednak sztylety, ukryte ostrza oraz zwykłe kuchenne narzędzia wystarczył bandzie desperatów na próbę zamordowania "uzurpatorów". Poszło im nieźle, długo przygotowywali się do tej chwili. Wiedzieli, że największym zagrożeniem poza samym królem jest Martin Rivers. Tak więc w pierwszym momencie przy sztylety przebił jego ciało wykluczając go z walki nim ta się na dobre zaczęła. Kolejne ostrza przebiły też ciało Saphiry, postarano się by ostrze ugodziło w podbrzusze. Nawet jeśli przeżyje nie będzie w stanie urodzić dziecka. Król rzucił się z gołymi rękoma na oprawców, ruszyło też wielu lordów. Jednak zamachowcy stanowili dość liczną grupę. Byli to Lord Celtigar i Hogg, którzy przez lata dochowywali wierności smoczemu rodowi oraz dwunastu pomniejszych rycerzy. Szóstka postanowiła się poświęcić zastępując drogę odsieczy podczas, gdy pozostali dokonywali swojego paskudnego dzieła. W wściekłość wpadły również po ranach zadanych Saphirze małe smoki. Rzuciły się na atakujących jednak nie były jeszcze w stanie nawet porządnie zionąć ogniem. Ich łuski były jeszcze miękkie i szybko zginęły ku rozpaczy Daemona i Saphiry z rąk napastników powodując jedynie drobne oparzenia i zostawiając ślady kłów. Pozostali dwaj bracia z Gwardii Królewskiej szybko poczęli rozprawiać się z atakującymi jednak było już za późno. Daemon po zabiciu trójki stał z kilkoma ranami kłutymi. Blackfyre jego rodowy miecz wypadł mu z ręki. Daemon oparł się o krzesło. Wszyscy atakujący padli. Saphira leżała w powiększającej się kałuży krwi. Martin Rivers próbował się podnieść. Wszyscy byli w panice i nie wiedzieli co mają robić. Wszyscy oczekiwali aż ktoś powie im co mają czynić. Szerzyły się szemrania i oskarżenia. Wielu obwiniało Dornijczyków, inni Lordów Burzy. Wszystkie grupy zbił się nieopodal swoich seniorów w strachu przed dalszymi zamachami. Po schodach pędził zaś zdyszany maester. Do tej pory słyszał tylko o otruciu.

    avatar
    Alys Baratheon

    Liczba postów : 223
    Join date : 30/05/2014
    Skąd : Wysogród

    Re: Rosarium (ogród różany)

    Pisanie by Alys Baratheon on Sro Maj 27, 2015 11:27 pm

    Wszystko działo się tak szybko.

    Jeszcze nie dotarło do niej, że jej własny ojciec dusi się, a jej brat pada niemal tak samo blady na ziemię, gdy usłyszała przytłumione własnym szokiem i krótkim krzykiem słowa: "...za Lorda Wylda"

    Wylda? Wyld? Był pewien Lord Wyld, o którym opowiadał Torrhern, ale...

    Odwróciła się ku ukochanemu, lecz wzrokiem nie napotkała jego oczu. Jej mąż osuwał się właśnie na ziemię, brocząc krwią. W głowie Alys nie było żadnych myśli, lecz gdy zauważyła napastnika z zakrwawionym nożem w ręku, cofnęła się od męża (w pierwszym odruchu krzyknęła znowu i chciała rzucić się ku Baratheonowi) i z umysłem ogarniętym dziką, ognistą i impulsywną furią, rzuciła się na rycerza, by wyrwać mu nóż i go zarżnąć. Biada mu, jeżeli lady Baratheon się to uda.
    avatar
    Willas Hightower

    Liczba postów : 58
    Join date : 28/10/2014
    Age : 20

    Re: Rosarium (ogród różany)

    Pisanie by Willas Hightower on Czw Maj 28, 2015 7:00 pm

    Kiedy Dustin osunął się na ziemię i dookoła zaczęły się walki Willas był naraz zdziwiony i rozbawiony. Przecież dopiero chwilę temu już były lord Reach mówił o stabilności i pokoju, a teraz ginęła pra królewska, co zapewne oznaczało wojnę domową... kolejną. "Umarł król. Niech żyje król, hm?" Lord Starego Miasta uśmiechnął się do siebie. Ciekawa była nieobecność nowego lorda Wysogrodu, Arlanda. Czy to możliwe, że to on stał za śmiercią brata i ojca? W końcu kiedyś pobierał nauki w Cytadeli, więc posługiwanie się trucizną nie było mu obce. Do tego śmierć lorda Baratheona... niechęć Tyrella do jego rodu była dość jawna. Tak, to miało sens... Ale dość już było rozmyślań nad tym kto i co, trzeba było się pokazać i zasłużyć. Sposób był prosty. Willas wziął stojaćy obok kielich z winem i rzucił nim w napastnika Torrherna, a następnie chwycił nóż i ruszył w jego stronę.
    avatar
    Ordo Lannister

    Liczba postów : 103
    Join date : 12/06/2014

    Re: Rosarium (ogród różany)

    Pisanie by Ordo Lannister on Wto Cze 02, 2015 10:49 pm

    Ordo Lannister wznosił właśnie puchar, aby wypić zdrowie młodej pary. Jednakże Lord Dustin postanowił przed tym powiedzieć jeszcze kilka słów. Czy wszyscy ludzie w Wysogrodzie są takimi gadułami?, pomyślał Namiestnik opuszczając dłoń w której trzymał wypełniony złotym arborskim puchar. Kiedy Lord Wysogrodu wreszcie skończył mówić i pociągnął solidny łyk ze swojego naczynia, również Ordo zbliżył puchar do swoich warg. Nim jednak zdążył się z niego napić zauważył że Tyrell osunął się na kolana. Odstawił czym prędzej swój puchar i uklęknął przy starym przyjacielu. Na jego wargach zauważył krwawą pianę, świadczącą że użyta została trucizna.
    - Chronić króla! - Krzyknął. Podejrzewał, że atak na Lorda Wysogordu to jedynie preludium kolejnych, dramatycznych scen. Nie pomylił się. Zaledwie mgnienie oka później zauważył upadającego Martina Riversa i spiskowców z wyciągniętymi sztyletami, zmierzającymi w stronę królewskiej pary. sam dobył sztyletu i ruszył, aby bronić Daemona Blackfyre'a. Drogę jednak zastąpili mu inni nożownicy, których jedynym celem było nie dopuścić aby ktoś ruszył królowi z pomocą. Ordo wydobył sztylet i rzucił się na przeciwników, aby wyrąbać sobie drogę do swojego króla i przyjaciela. Jednak przeciwnicy nie odpuszczali aż do czasu, krwawe dzieło zostało dokończone. Kiedy wszyscy spiskowcy leżeli już martwi Namiestnik uklęknął przy Daemonie i pochylił się nad jego twarzą, aby usłyszeć czy król oddycha.
    - Nie żyje! – Krzyknął odrywając głowę od ciała Blackfyre’a – Król nie żyje! – Powtórzył. Podniósł się z kolan i ryknął ze złości i rozpaczy. Ze złością kopnął w krzesło, które przefrunęło przez salę i rozbiło się, niszcząc przy okazji jedną z szyb Rosarium. Spojrzał na wciąż krwawiące z licznych ran ciała zamachowców.
    - Celtigar – Wskazał na jedno z ciał – Hogg, Wylde – Wymieniał po kolei nazwiska, wskazując trupy palcem. Kilka z nich było tak zmasakrowanych, że na ich pochodzenie wskazywały jedynie brosze przy płaszczach lub rodowe sygnety – Zaaresztujcie ich ludzi i przetrzymajcie. Zamknijcie również bramy miasta. Nikt nie może opuścić miasta dopóki nie odkryjemy wszystkich zamieszanych w to wszystko! – Rozkazał. Pod nieobecność nowego lorda Wysogrodu poczuł się zobowiązany zaprowadzić porządek w Wysogrodzie.
    avatar
    Mistrz Gry

    Liczba postów : 512
    Join date : 25/06/2014

    Re: Rosarium (ogród różany)

    Pisanie by Mistrz Gry on Wto Cze 09, 2015 1:09 pm

    Życie Alys Baratheon wciąż było zagrożone. Mimo to zamiast uciekać czy próbować się kimś zasłonić panna młoda rzuciła się na oprawcę swego lubego z furią godną najpotężniejszej burzy. Gołymi rękoma nie była w stanie wyrządzić przeciwnikowi większej krzywdy. Ten zaś był uzbrojony w nóż i pchnął by zadać cios. Ostrze wbiło się w ciało kobiety. Wtem nadleciał puchar rzucony wcześniej przez Willasa Hightowera. Jednak niewyważony przedmiot nie trafił w zamachowca. Wreszcie zdążyli zareagować inni goście i zamachowiec został przyciśnięty do podłogi. Ostrze wciąż pozostawało w ciele Alys. Na szczęście rana nie wyglądała na tak poważną, choć w pewnością pozostawi po sobie ślad. Nie oznaczało to, że Alys nie potrzebuje pomocy maestra. Jeśli ta nie zostanie szybko udzielona sytuacja może się pogorszyć. W tej chwili jednak biedny maester nie wiedział za co się zabrać, większa częśc ofiar spisków już nie żyła i w tej chwili swoją uwagę skupiał na próbach doprowadzenia Alditha do stabilnego stanu.


    Ordo tymczasem podjął próbę nadania sytuacji czegoś na wzór porządku. Na terenie ogrodów zaczęły zbiegać się gwardie, a atmosfera stawała się coraz poważniejsza. Powoli topniał szok, a w jego miejsce zaczynał narastać gniew. Wraz z członkiem rodu Wylde przybyło kilkanaście osób, które wyciągnęły miecze i poczęły biec w kierunku swego Pana by odbić go z rąk trzymających go lordów Reach.

    Chaosu dopełnili lordowie Burzy. Większość z nich kipiała z wściekłości. Kilku dostało się w końcu do ciała swego suzerena. Zaciskali pięści w wściekłości i w końcu podnieśli się z kolan. Na ich twarzach wymalowana była nienawiść. Lordowie pogranicza na czele z Dondarrionem szybko znaleźli dla niej cel. PRZEKLĘCI Dornijczycy! Zmówiliście się z tym zdrajcą by zagarnąć nasze ziemie! Ci nie pozostali dłużni. Elijah Martell znany ze swej dumy rzekł. Zważ na swe słowa, bo inaczej Torrherm nie będzie jedynym lordem Burzy, którego dziś przywita Siedmiu. Te słowa wystarczyły lordom Burzy na dowód winy. Rzucili się na Dornijczyków przewracając stoły. Ci chcąc tego czy nie musieli bronić swego lorda przez co wywiązała się walka na noże i sztylety. Nadbiegały gwardie i świty poszczególnych lordów. Powoli ogród ślubny zamieniał się w prawdziwe pole bitwy. Sytuację chciał uratować Starszy nad Prawem, Leech Tully. Straże! Zaaresztować wszystkich! Jako jeden z nielicznych miał prawo nosić broń w obecności króla, więc wraz ze swymi podwładnymi ruszył by zaaresztować walczących lordów. Krew lała się już gęsto, a na stół obok pasztetów i mięsiwa zwalił się pierwsze trupy. W bitewnym szale nowi uczestniczy zostali potraktowani jak wrogowie. Chaos był wszechobecny. Do walki dołączyli gwardziści. Pozostali gwardziści królewscy posłuchali rozkazu Leecha. Część gwardzistów Wysogrodu posłuchała Leecha część Orda. Lordowie Wysogrodu postanowili dołączyć do próby powstrzymania tego szaleństwa. Walki trwały nadal. W pewnym momencie sztylet Dondarriona znalazł się pod żebrem Elijaha. Lord Słonecznej Włóczni padł na ziemię. By upewnić się, że ten zginie Dondarrion jeszcze trzy razy zatopił ostrze w znienawidzonym Dornijczyku. Do Leecha dołączyli też lordowie Whent i Blackwood. Wspólnie uderzyli na siły zarówno lordów burzy jak i Dorne. Za to wystapienie przyszło jednak lordowi Riverrun słono zapłacić. W końcu Miecz Poranka, lord Dayne wytrącił z jego ręki miecz i szybkim pchnięciem zakończył żywot nie ochranianego żadnym pancerzem.

    Padały kolejne trupy. Posadzka kolorem zaczynała przypominać róże zdobiące krzewy otaczające plan ogrodowy. W końcu jednak do lordów zarówno Burzy jak i Dorne docierało, że znaleźli się w nieprzyjemnej sytuacji. Stracili swoich lordów i wręcz zbuntowali się wobec rozkazów ludzi reprezentujących króla, ponadto zabijając jednego z nich. Jeśli tu pozostaną kilka głów może stracić połączenie z kręgosłupem. Jedyną opcją było wydostać się stąd i poczekać aż sytuacja jakoś się ustabilizuje.

    Grupy się w końcu rozdzieliły. Kilka ciał leżało na posadzce i stołach. W takich warunkach nie skończyłoby się to dobrze. Pozostawanie na miejscu oznaczało oddanie się sprawiedliwości Lannistera. A ta jak wiadomo potrafiła być bardzo szybko. Grupy widziały jedynie jedną opcję. Ucieczkę z zamku. W myślach obydwu stron konfliktu pojawił się zapewnienia o przyszłej zemście, ale w tym momencie priorytetem było wydostanie się z tego więzienia. Grupy wraz zw swoimi przybocznymi dwoma drogami ruszyły w kierunku bramy. Zabrały ze sobą ciała swoich martwych towarzyszy i rannych.

    Przy bramach zbierały się już grupy gotowe wypełnić polecenia Namiestnika jednak będą musiały zmierzyć się z nadciągającymi uciekinierami.

    Polegli i ranni:

    Alys Baratheon - ranna

    Leech Tully - martwy
    Ethan Blackwood - martwy
    Lord Whent - ranny

    Elijah Martell - martwy
    Lord Gargalen - martwy
    Lord Blackmont - martwy
    Lord Yornwood - ranny
    Lord Dayne - lekko ranny

    Lord Estermont - martwy
    Lord Morrigen - martwy
    Lord Fell - martwy
    Lord Penrose - martwy
    Lord Buckler- martwy
    Lord Dondarrion - ranny
    Lord Swann - ranny

    Sir Wylde - uwięziony
    avatar
    Sophia
    Moderator

    Liczba postów : 174
    Join date : 02/06/2014
    Age : 19

    Re: Rosarium (ogród różany)

    Pisanie by Sophia on Pią Cze 19, 2015 8:16 pm

    To wszystko działo się za szybko. Początkowo Sophia nie wiedziała co powinna zrobić. Nie wierzyła, że coś takiego mogło dojść na ślubie. To miał być szczęśliwy dzień dla brata. A teraz nie mogła się nawet do niego dostać.
    Kiedy Lordowie Burzy zaczęli ją wyprowadzać, ona szarpała się. Z bratem jest prawie wszystko w porządku, powtarzała w myślach. Łzy leciały jej po oczach. Zawsze był dla niej taki dobry. Mimo że często ona dokuczała mu. Czuła ogromny strach i nie dotyczył jej. Aktualnie w ogóle nie martwiła się o siebie. Każdy przypadkowy człowiek mógł jej coś zrobić. Lordowie oczywiście byli silniejsi. Szła z nimi, ''próbując'' się wydostać. Niejednego uderzyła w twarz czy kopnęła. Już prawie się wyrwała, a tu jeden złapał ją za rękę, potem objął. Ten uścisk przesądził, że na pewno pójdzie z nimi.


    _________________

    avatar
    Ordo Lannister

    Liczba postów : 103
    Join date : 12/06/2014

    Re: Rosarium (ogród różany)

    Pisanie by Ordo Lannister on Sob Cze 20, 2015 1:36 pm

    - Idź do swoich komnat i zarygluj drzwi! - Krzyknął do siostry, przekrzykując krzyki i jęki umierających weselników. Poruszony niedawnymi wydarzeniami prawie zapomniał że jego siostra jest obecna na sali i grozi jej niebezpieczeństwo. - Zaprowadź ją i zadbaj o jej bezpieczeństwo - Rozkazał jednemu z zachodnich rycerzy. "Pokładziny nie powinny tak wyglądać." Pomyślał widząc jednego z rycerzy padającego na stół. Krew trysnęła z jego rozciętego gardła co najmniej cztery stopy w górę, oblewając wszystkich i wszystko karminowymi kroplami. Rycerz zarzęził i skonał szybko. "To wszystko powinno wyglądać zupełnie inaczej", dodał w myślach. Pochylił się i wyłuskał z zaciśniętej w pośmiertnej konwulsji dłoni Daemona Blackfyre'a rękojeść rodowego miecza. Valyriańska stal poplamiona była zaschniętą krwią.
    - Za mną! - Krzyknął do rycerzy i lordów Zachodu i wskazał czubkiem miecza bramę twierdzy. Musieli powstrzymać napierającą na nią tłuszczę. Zdrajcy i buntownicy nie mogli się stąd wydostać nim nie skaże ich surowa ręka sprawiedliwości. Wydawać by się mogło, że wiszący nad głową katowski topór dodaje skrzydeł rebeliantom, gdyż większość z nich pędziła w stronę bram z szybkością jaką mógłby pozazdrościć im niejeden sprinter.
    - Pędź do koszar i ogłoś alarm! Wszyscy mają się stawić przy bramie! - Rozkazał. Szlachetnie urodzeni ludzie, którzy przybyli z Lordem Ordo zostali oczywiście posadzeni wśród gości weselnych. Niżej urodzeni żołnierze zostali ulokowani w koszarach, gdzie przygotowano dla nich mniej wystawną ucztę. Oficerowie mieli pilnować ich, aby żaden z nich nie wypił zbyt dużo, jednak każdy wiedział że to jedynie puste obietnice i w koszarach odszpuntowywano już kolejną beczkę ze Złotym Arborskim. Rycerz popędził w stronę koszar gdzie urzędowały wojska Lannisterów.
    - Zamknąć bramy! - Ryknął do gwardzistów stojących przy bramie. Tłum już pędził w tamtą stronę, aby uciec z miasta. Za wszelką cenę należało ich powstrzymać.

    Sponsored content

    Re: Rosarium (ogród różany)

    Pisanie by Sponsored content


      Obecny czas to Pon Gru 18, 2017 10:06 am