Forum aktualnie zamknięte.


    Novi - Dzicy

    Share
    avatar
    Novi

    Liczba postów : 1
    Join date : 17/06/2015
    Skąd : Mroźne Kły

    Novi - Dzicy

    Pisanie by Novi on Sob Cze 20, 2015 10:36 am

    Godność postaci:Novi
    Wiek:21
    Miejsce urodzenia:Mroźne Kły
    Stanowisko:Wolny Czło... Zbiegły niewolnik.
    Ród: Córka Bierdie Czarnowłosej... również niewolnicy
    Wygląd: Dieta składająca się niemalże wyłącznie z mięsa, głównie drapieżników i człowieka zdrowa nie jest. Nie powinno być to żadnym zaskoczeniem. Doskonałym ostrzeżeniem, że tak odżywiać się nie powinno jest Novi. Ma skórę w niezbyt dobrym stanie z licznymi zmianami które czasem poswędzą. Często się łuszczy i wygląda nieestetycznie, jest blada. Z racji tego, że je mało jest mała i  chuda jak szkapa, nie trzeba jej dotykać aby policzyć wszystkie żebra. Włosy są krótkie, pomimo tego, że nigdy ich nie obcinała. Sięgają najwyżej do ramion, są grube ale łamliwe. Kobiece kształty są wybitnie słabo zarysowane. Przez lewą stronę twarzy przebiega paskudna blizna po pazurkach jej własnej cieniokotki. Możliwe, że byłaby ładną kobietą, gdyby wychowała się w innych warunkach, bo rysy twarzy można powiedzieć że mieszczą się w dolnych granicach szeroko pojętego piękna. Ale cóż... Novi na chwilę obecną do pięknych nie należy. Jedynie co ewentualnie może cieszyć w jej obliczu oczy, są jej niemalże czarne tęczówki i ogólna wesołość która czai się w tych oczętach.  Ma także lekkie zmiany krzywicze widoczne głównie na żebrach. Pomimo tej swojej chorobliwej chudości jest umięśniona, przystosowana do warunków i szybka. Silna nie... Tylko zwinna i szybka. Jak się ubiera? A tak aby jej wygodnie było i ciepło przede wszystkim. Skóry, skóry i jeszcze raz dobrze uszyte skóry, a pod nimi jakąś zdobyczną lnianą koszulkę. Na szyi zawieszony ma zdobyczny medalik najwyraźniej rodu Barathoeon i cały rząd mlecznych zębów swojej Zmorki.
    Charakter: Normalna to ona chyba nie jest. Została wychowana, tak jak została wychowana. Właściwie podobnie, niektóre nieco spaczone osoby wychowują psy. Rozkaz to rozkaz. Zawsze stara się wykonać  go jak najlepiej nie patrząc na swoje dobro i korzyść w tym. Oczekuję nagrody w postaci pochwały słownej, nie potrafi żyć w pojedynkę, a każda decyzja którą musi podjąć sama jest dla niej istną mordęgą. Najchętniej spałaby, jadła, załatwiała się na rozkaz... kiedyś tak właśnie było... a teraz. Och, szkoda gadać. Czuję  się bezpiecznie tylko wtedy gdy ktoś ją prowadzi. Do tej pory była całkowicie zależna od drugiego człowieka. Jest spaczona do granic możliwości. Zabijanie nie wprawia ją w wyrzuty sumienia, chociaż nie sprawia jej jakoś specjalnie przyjemności zadawanie bólu. Bardzo łatwo ją zdominować, jako, że ona nie ma nawet odrobiny szacunku dla samej siebie. Dość o konsekwencjach tego co zrobił jej Astir.
    Naturalnie dziewczyna jest wysoce nadpobudliwa, dość gadatliwa jeśli się jej na to pozwoli oczywiście. Bardzo dużo się rusza i nie potrafi usiedzieć w miejscu.  W stosunku do zwierząt ma wybitnie miękkie serce. Uwielbia swoje futrzaki Zmorę i Muchę, które zresztą nie odstępują jej na krok. Brak w niej jakiejkolwiek ambicji. Nie dba o swoją pozycję społeczną, ani o władzę... ani o dominację... Ważne aby ona i jej zwierzęta były najedzone i bezpieczne. Tak, przetrwanie i przynależność do grupy to główne rzeczy na których zależy jej w życiu. Ogólnie brak jej piątek klepki.
    Główne zalety oraz wady:
    Zalety :
    -bardzo szybka
    -bystry wzrok
    -brawura
    -chodu!
    Wady:
    -brak charyzmy
    -fobia (Wrony, burza i lalki)
    -słaby zmysł- węch
    - słaba głowa


    Historia: Nie wszystkie dzieci mają szczęście urodzić się pod dachem na łożu czy wyłożonym miękką słomą klepisku chaty. Nie które rodzą się na ziemi, wśród śniegu i łajna zwierząt gospodarskich. Zwykle także  rodzą się wolne z kochająca rodziną u boku... Novi urodziła niewolnica. Co gorsza niewolnica plemienia Beldynów. Plemienia które zwykło napadać na inne klany, te słabsze, nie wadzące nikomu. Sami nie potrafili nic. Ani polować, ani łowić ryb ani zbierać. Poruszali się tylko saniami zaprzężonymi w psy, pędząc za sobą stada skradzionych zwierząt i ludzi. Szukali słabszych nieuzbrojonych wiosek. Byli brutalni i nie gardzili niczym co znaleźli w domach nieszczęśników którzy padli ich ofiarą. Nawet nimi samymi. Kobiety w tym matka Novi zostawały niewolnicami, mężczyzn natomiast zjadali. Ludzkie mięso było niezwykle docenianym uzupełnieniem diety. Dzieci niewolnic najczęściej tuczono, czasem pozwalano im dorastać, przyuczano je do walki lub innych bardzo użytecznych prac jak oporządzanie zwierząt czy szeroko pojęta rozrywka panów. Novi była wątła od samego niemal początku. W wieku trzech lat została odebrana matce. Była licha, brzydka i mała jak na swój wiek. Nie widziano w niej więc jakiegokolwiek pożytku. Poniżana i bita od maleńkości przetrzymywana była ze zwierzętami gospodarskimi traktowanymi niewiele lepiej. Wkrótce to one stały jej się najbliższe. Szczególnie polubiła kozę. To dzięki niej członkowie plemienia odkryli jej niezwykły talent:
    Pora karmienia. Pięcioletnia dziewczynka czuła to samo podniecenie co zwierzęta w około niej. Ludzie zawsze kojarzyli jej się dość dobrze. Co prawda gdy była niegrzeczna i za głośno krzyczała spuszczali jej manto, ale to przecież jej wina... Należało jej się. Odepchnęła pewnym ruchem prosiaka i sama porwała kawałek spadającego mięsa. Wepchnąwszy go do ust uciekła w kąt zagrody by spokojnie go zjeść. Tego dnia nie było jej to jednak dane.
    -A to co tu robi?! Patrz jak darmozjad prosiakom wyjada! - huknął jeden z karmiących i przeskoczył prowizoryczne ogrodzenie. A więc zrobiła źle... a nie chciała. Nawet się nie odezwała! To niesprawiedliwe! W tym świecie nie ma jednak sprawiedliwości. Miała pecha, trafiła na wojownika plemienia, dla którego sprawianie bólu było największą z przyjemności.Pierwszy kopniak powalił ją na ziemię i pozbawił tchu. Gdy tylko zaczerpnęła powietrza. Krzyknęła. Zwierzęta rozbiegły się na wszystkie strony. Wojownikowi uśmiechnął się szeroko i  kopnął jeszcze raz... i jeszcze i jeszcze... dziewczynka krzyczała i płakała... przy czwartym kopniaku zapadła cisza. Kopnął ponownie. Nic. Czyżby już ją załatwił? Wprawdzie taki miał zamiar, przecież była nic nie znaczącą niewolnicą. To gorsze niż zwierzę. Mogła mu chociaż dostarczyć więcej rozrywki, był... rozczarowany.
    -E trup. - splunął na dziewczynkę. Odwrócił się ku towarzyszowi - Nada się? Żylasta.
    -Zaniesiemy Grubej Bo, to może coś z tego zrobi. Może przez gardło przejdzie. Bierz ją.
    Mężczyzna schylił się i...
    -Ej... ale ona dycha. - kopnął kolejny raz. Zero reakcji. Kukła. Dzieckiem obróciło i wylądowało na plecach. Puste oczy wywrócone do tyłu zdawały się patrzeć na oprawcę. Ten cofnął się o krok. - Co do licha...
    Coś zameczało. Odwrócił się głowę w lewo i zobaczył kozę, która jako jedyna nie uciekła gdy dziewczynka zaczęła krzyczeć. Uniosła łeb i spojrzała mu prosto w oczy. Zameczała rozpaczliwie i przeciągle... Jakby... płakała.
    -To... ty? - spytał kozy wskazując na dziecko. Koza zawahała się, ale mężczyźnie zdawało się, że przytakuje.
    - Co ty odpierdalasz Bojer?- spytał towarzysz również przeskakując przez płotek. Został zignorowany.
    - Siad.
    -No co ty Bojer to koza!
    Koza jednak posłusznie usiadała.
    -Wstań na tylne łapy, ponieś przednią łapę, stuknij kopytem o ziemię. Obróć się. Podskocz.
    Koza wykonywała polecenia od razu bez wahania. Mężczyźni spojrzeli po sobie.
    - Nie Grubą Bo dziś odwiedzimy....- powiedział Bojer.

    Nie, dziewczynka nie stała się marną kolacją. Odwiedzili szamana plemienia o imieniu Astir brata wodza. Poznał się na dziecku bo sam potrafił zawładnąć ciałem zwierzęcia i nie tylko. Był bowiem zielonookim. Niezwykle potężnym wargiem. Szkoda, że Novi nie miała tak wielkiego daru. Stanowiło to bowiem punkt irytacji jej nowego właściciela, mistrza i „ojca”. Każde wejście w zwierzę przychodziło jej z olbrzymim trudem albo w ogóle jej nie wychodziło. Jej mistrz potrafił jednak sprawić, że ta starała się jak najmocniej tylko potrafiła. Motywował ją w bardzo prosty i logiczny sposób. Zrób to albo... zaboli. I bolało, często i dużo. Ale nie narzekała. Miała namiot nad głową i zwykle pełny żołądek...No chyba, że niezwykle się nie spisywała. Na początku wchodziła w psy, jako, że one były najłatwiejsze do okiełznania i chętnie przyjmowały duszę człowieka w gościnę.  Rosła i nie robiła niczego poza treningiem. Uczono ja także walczyć. Pomimo bólu i nie miłych rzeczy które na każdym kroku słyszała od Astira... uzależniła się od niego i nie wyobrażała sobie życia innego niż organicznego jego rozkazami .Był jedyną osobą przy której czuła się bezpiecznie. W wieku dziesięciu lat otrzymała swoje pierwsze własne zwierzę w postaci małej kawki której rodzice skończyli w rosole. Wykarmiła ją samodzielnie, nadała jej nawet imię -Mucha.
    Została tropicielem plemienia. Jej rola polegała na tym aby latać wraz z Muchą w jednym ciele, wypatrywać śladów ludzkiej obecności, a następnie doprowadzać wojów do ludzkich siedzib. Od piętnastego roku życia sama również zaczęła razem z Beldynami na wioski napadać. Zabijała tylko słabszych od siebie, bo na tyle pozwalał jej Astir. Jako, że ładnie ją wytresował i nie marudziła była dobrym narzędziem, nie uśmiechało mu się więc jej pozbywać. Czy zyskała szacunek członków plamienia? Nie oczywiście, że nie. Niewolników można było bić, a znęcanie się nad nimi było dość przyjemne, trzeba było tylko uważać aby nie zabić... wtedy jej pan mógł się wkurzyć. Dlaczego by więc rezygnować z tego przywileju? Te czasy dziewczyna wspomina bardzo dobrze, niemal je idealizuję. Kilka razy zatracała się w ptasim życiu. Czuła wolność którą dawał jej wiatr pchający jej  skrzydła, świst powietrza przy szybkim pikowaniu. Chciała zostać w ciele Muchy na zawsze. Na szczęście przed życiem ptaków uchronił ją Astir, w bardzo prosty i typowy dla niego sposób. Życie ptaka bolało za bardzo i przestało już być takie fajne. Gdy opanowała już zarówno siebie jak i Muchę, dostała kolejny prezent.. Cieniokot był nie lada problemem nawet jak dla dziewiętnastolatki. Wykarmiona od małego kozim mlekiem kocica była w prawdzie łagodna i niemalże w pełni uzależniona od człowieka. Właściwie zachowywała się bardziej jak pies z którymi przyszło jej żyć niż dzikie zwierzę. Wejście w nią stanowiło jednak nie lada problem. Cieniokot ewidentnie kochał swoją panią, ale gdy próbowała wedrzeć się jej do głowy stawała się bardzo agresywna. To stąd Novi ma bliznę idącą od lewego ucha niemalże przez połowę twarzy. Cały rok zajęło jej poskramianie bestii. Po wielu próbach, męczarniach, krzykach Astira w końcu się udało. Dziewczyny Novi i Zmora dotarły się i stanowiły zgrany zespół. Mordowały ludzi bez wyjątku na równi z wojownikami, a zabicie kogoś znaczyło dla nich tyle co splunięcie. To nic, że w większości ludzie ci byli bezbronni i uciekali... Sielanka trwałaby dalej. Novi nadal byłaby na swój sposób szczęśliwa. W wieku dwudziestu jeden lat jej życie zmieniło się.  
    Ambicja jest  powszechna na kontynencie Westros. Zarówno na południu jak i dalekiej północy.... Astir wyzwał swojego brata na pojedynek, zamarzył aby zostać wodzem...
    Wilki Asitra wyły przeraźliwie i szarpały się na łańcuchach. Niedźwiedzie stawały na tylnych łapach napierając na kajadany z całych sił. Astir walczył, chociaż Novi była że to już niedługo potrwa. Krawił obficie, a wnętrzności zaczęły wylewać się mu bokiem z brzucha. Próbował podtrzymać je ręką. Stała jak wryta wsłuchana w dziki jazgot wokół niej. Rozkazał jej się nie wtrącać. Uwięzić zwierzęta i się nie wtrącać. A teraz ginął. Zaciskała zęby. Łzy z wolna zaczęły spływać jej po policzkach. Rozkaz to rozkaz. Astir upadł. Plemię wrzasnęło na cześć swojego wodza. Wszyscy się cieszyli. Traktowali to jak urozmaicenie dnia. Nikt nie przejął się śmiercią starego warga. Cóż... prawie. Novi była w szoku. Stała trzymając za obrożę swojego cieniokota z kawką na ramieniu. Ludzie wokół niej zaczęli się rozchodzić... Ktoś wypuścił i przepłoszył zwierzęta Astira, które uciekły w popłochu do lasu tracąc całą swoja pewność siebie. Stawało się coraz ciszej i ciszej. Psy zaprzężone do sań ujadały zajadle. Odjeżdżali. Obóz się zwinął się.
    -Co z niewolnicą? - zapytał ktoś.
    -Dogoni nas. - mruknął wódz. Przecież ona nie zna innego życia. Dołączy do nich i będzie służyć tak jak służyła wcześniej. To jasne jak słońce.
    Szczekanie psów umilkło. Została sama. Z ciałem swojego pana. Podeszła do niego. Spojrzała w martwe oczy i uwierzyła. Nie żyje. Na prawdę nie żyje. Zaczęła płakać. Nie wiedziała co robić. Poczuła niezwykłą pustkę. Nie wiedziała jak... nawet spać na rozkaz chodziła! Położyła się obok Atrisa i zamknęła oczy. Marzyła aby przestać oddychać. Umrzeć tak jak on. Pogrążona w niewyobrażalnym smutku spędziła tak kilka godzin. Gdyby nie Zmora zapewne zamarzła by na śmierć ale cieniokot i kawka nie pozostawiły swojej pani. Kilka razy unosiła miecz przykładając go do swojego brzucha, ale... nie potrafiła odebrać sobie życia.
    - Przepraszam- szapnęła za którymś razem delikatnie ruchem ręki zamykając niewidzące oczy swojego mistrza.

    Kilka dni zajęło jej zebranie się w sobie aby pochować jednego człowieka którego kiedykolwiek kochała. Żyć jednak postanowiła nie ze względu na siebie ale swoje zwierzęta. Czy wróciła do plemienia? Nie. Zrobiła coś czego nikt z kanibali się nie spodziewał.... Poszła w inną stronę. To była najodważniejsza i najbardziej szalona rzecz w jej życiu, ale nie widziała już dla siebie miejsca pośród swoich.
    Polowała sama i przy pomocy zwierząt. Głównie przy ich pomocy, bo na ludzi nie mogła trafić. Nie do końca świadoma szła na południe. Zasłyszała od jakiejś rodziny tak biednej i chudej, że nie opłacało jej się zabijać, że większość Wolnych Ludzi ruszyło za mur za niejaką Stone. Podobno królem jest. Zabawne. Król za murem? Na północy? Niedorzeczność. Usłyszała także historię o przerażających Wronach które piły ludzką krew i pomimo że wszyscy byli mężczyznami rodzili dzieci. Co gorsza ich ulubionym przysmakiem były dziewice a ona przecież była jedną z nich... Krwiożercze bestie podobno potrafiły nawet latać i pluć trucizną! Tak czy siak. Zima była coraz bliżej, a przetrwanie w tych warunkach w pojedynkę nawet z cieniokotem byłoby cudem. Postanowiła więc ruszyć na mur. Wspięła się na niego, pomimo że wychudzona rodzina proponowała jej przejście wraz z nimi przez zamek Wron. Toż to byłoby samobójstwo! W paszczę Wron! Upiekłyby ją na rożnie a z Zmory zrobiły dywanik!  Koty i ludzie w są w miarę dobrymi wspinaczami, wyprawa zakończyła się sukcesem... Chociaż całe trzy osobowe stado było bardzo zestresowane możliwością napotkania krwiożerczych potworów... Wspinaczka trwała dwa dni. Odpoczęli na szczycie. Oczywiście nie spały przytulone do siebie z oczyma wbitymi w ciemność. Jakoś udało im się zejść.
    Była po południowej stronie muru....
    Tak...
    Fajnie...
    Ale co teraz?

    Umiejętności:
    -akrobatyka
    -opieka nad zwierzętami
    -oswajanie
    -tresura
    -spostrzegawczość
    -sztuka przetrwania
    -tropienie
    -walka bronią średnio-zaawansowany
    -Wiedza(natura)
    - Wspinaczka
    Ekwipunek:
    Zmora- młoda dwuletnia cieniokotka,  już w pełni dojrzała czarna kotka w białe pasy. Wielkości tygrysa.
    Mucha- starsza już kawka, doświadczona w locie i jeszcze w pełni sił, ma ciągotkę do drobnych kradzieży.
    skóry które ma na sobie.
    Łańcuch i obroża dla cieniokota, coby ją przywiązać jeśli ludzi się boją.
    Niewielki worek na plecy
    jednoręczny miecz z stali słabej jakości, ale póki co się nie złamał.
    Sztylej wsadzony w cholewę prawego buta.
    Śmieszny wisiorek który znalazła z jeleniem,  bardzo ładny srebrny. ( zapewne zgubił go jakiś zwolennik bądź wielbiciel rodu Baratheon), na łańcuszek nawleczone są także zęby mleczne cieniokota, wszystkie.
    Krótki łuk o małym zasięgu i kilka lichych strzał z kamiennymi grotami.
    - zapas mięsa dla niej i dla zwierząt na około 5 dni w plecaku.

      Obecny czas to Nie Lis 19, 2017 6:52 pm