Forum aktualnie zamknięte.


    Karczma "Pod Lwem Morskim" i okolice (Lordsport)

    Share
    avatar
    Eryk Greyjoy

    Liczba postów : 257
    Join date : 29/05/2014
    Skąd : Pyke

    Karczma "Pod Lwem Morskim" i okolice (Lordsport)

    Pisanie by Eryk Greyjoy on Wto Lip 07, 2015 4:46 pm

    Doskonale prosperująca karczma, założona przez starego kłusownika, niejakiego Artema. Jej popularność zawdzięcza sporym zniżkom na alkohol dla żołnierzy, i wyjątkowo puszczalskim córkom starucha, które posiadały szczególnie wyspiarską urodę - tak tęskną wojownikom którzy kobiety muszą na co dzień zdobywać siłą. Przybytek jest dużym, kamiennym budynkiem - jednakże z drewnianym dachem, i znajduje się w otoczeniu niedużych sosenek należących do rodu Botleyów. Lasek jest pilnowany przez ich żołnierzy, co zapewnia także dobrą osłonę tawernie.
    avatar
    Eryk Greyjoy

    Liczba postów : 257
    Join date : 29/05/2014
    Skąd : Pyke

    Re: Karczma "Pod Lwem Morskim" i okolice (Lordsport)

    Pisanie by Eryk Greyjoy on Wto Lip 07, 2015 10:12 pm

    Lato, 7 Lipca, 362 AL


    Eryk wkroczył na teren dzierżawiony przez starego Artema pewnym krokiem z zadowolonym wyrazem twarzy. Tuż za nim ciągnął się długi strumień żołnierzy, naturalnie ludzi Greyjoy'ów. Spora część, zostawiwszy zbroje na wspólnej kupie, latała teraz od brzegu do lasku, rzecz jasna po wodę. Kilku z nich rąbało bezlitośnie drobne drzewka, jeszcze zanim zdążyły się zająć. Profilaktyka to podstawa, a przynajmniej podobny pogląd prezentował Artem, brodaty mężczyzna odziany w skórę zdartą w Lwa Morskiego - jego firmowy symbol. Charczał niemiłosiernie, swoim szorstkim głosem poganiając żołdaków pracujących przy wyrębie. -Pewnie boi się o dach...- trzeźwo pomyślał Eryk, mijając swoich ludzi. Chwycił w dłoń jeden z leżących na ziemi toporów, zrzucił pelerynę na ziemię zostawiając jedynie koszulę. I w niej podwinął rękawy, a potem zabrał się do roboty.
    Kolejne drzewko padło na ziemię, i momentalnie zostało odciągnięte od strefy, w której niedawno szalał ogień. Było naprawdę gorąco, bowiem poza płomieniami ciepło generowało także pełne, południowe słońce. Eryk, porządnie spocony i dość zmęczony, otarł twarz dłonią, w drugiej trzymając siekierę. Ogień wyżarł już swoje, zostawiając osmaloną, pełną odłamków spopielonego drewna "polanę", pośród której walały się rozrzucone pnie i połamane narzędzia. Na szczęście, karczma przetrwała, a posprzątanie bajzlu, wszyscy postanowili zostawić Botley'om. -Dobra robota chłopaki, dzisiaj pijecie za darmo...-uśmiechnięty weteran w futrze, zadowolony z siebie wypowiedział o jedno zdanie za dużo. Najwyraźniej nie był świadom, ile żelaźni ludzie są w stanie wypić - Eryk był gotów dobitnie mu to udowodnić.
    avatar
    Eryk Greyjoy

    Liczba postów : 257
    Join date : 29/05/2014
    Skąd : Pyke

    Re: Karczma "Pod Lwem Morskim" i okolice (Lordsport)

    Pisanie by Eryk Greyjoy on Sro Lip 08, 2015 6:23 pm

    Lato, 7 Lipca, 362 AL


    Około 3 godzin później, w migotliwym świetle świec i pochodni trwałą uczta. Skrzyp otwieranych ostryg i łamanych rybich kręgosłupów doskonale zlewał się z pijackimi przyśpiewkami, do których rytmu nadawał grający na lutni Skald. Nazywał się Oswyn, i chyba pierwszy raz miał ten instrument w ręku, gdyż rzępolił niemiłosiernie. Eryk jednak nie skupiał się na jakości muzyki, ale na towarzyskim aspekcie biesiady.
    -Te, młody, jak ci na imię?- szturchnął długowłosego chłopaka siedzącego przy tej samej ławie, na prawo od Greyjoy'a. Nie był jednym z żołnierzy rodowych, ubrany był w zwykł skórzany kaftan z wyszytym wilkiem. Ogólnie był jakiś dziwny, pomimo plebejskiego (choć nie ubogiego) wyglądu nosząc przy pasie miecz. Był on w pochwie, także nietypowej gdyż obitej skórą jakiegoś gada której łuski nadawały owemu futerałowi niecodziennej faktury. Ale najbardziej nienaturalnym aspektem towarzysza był włosy, szare (być może siwe?) włosy. Taka barwa mogło oznaczać, że wyspą pochodzenia rozmówcy jest Harlaw, wedle kronik rdzenni, czyści mieszkańcy wyspy mieli właśnie taką cechę charakterystyczną. -Cedric, zwany szumnie... skalnym psem! Z kim rozmawiam?- ów człowiek lekko bełkotał, ale mimo tego jego ruchy i gestykulacja wydawały się trzeźwe. Gdy podniósł głowę, Eryk spojrzał mu w oczy. Były niebieskie i chłodne jak morze Zachodzącego Słońca. Typowy wyspiarz. Dało się jednak odczytać z nich, a przynajmniej taki sygnał odebrał Greyjoy, że Cedric pije nie bez powodu. Widać było tam smutek. Ponadto miał dziwny przydomek. Pewnie zachowywałby się inaczej, gdyby wiedział że rozmawia z lordowskim synem... -Meryn Złamane Wiosło, do usług! Widzę że spotkałem osobę o równie... PIJEMY!- wykrzyknął do ospałego towarzysza, gdy tylko usłyszał dźwięk toastu, wypił swój kielich i dał sobie dolać wina (marnej klasy sikacz z Dorzecza), a potem kontynuował. -O równie niecodziennym przydomku... Pochwalić się?- zagaił ponownie Eryk, a potem w odpowiedzi na skinięcie głowy smutnego Cedrica wymyślił jakąś ładna historyjkę i tym, jak zabił chłopa wiosłem...
    Eryk należał do osób, które potrafił swoimi opowieściami poruszyć serca i umysły słuchaczy, jednakże jak wiele można wyciągnąć z historii o zabijaniu chłopa wiosłem? Całe szczęście, że owej opowieści nie słuchali żołnierze, w dużej mierze już leżący (na podłodze bądź w łóżkach Artema) lub zapici. Starał się jednak wykrzesać jak najwięcej szczegółów, gdyż alkohol pobudził u niego ciekawość - chciał się dowiedzieć o problemach, jakie spotkały Cedrika. Opowieść o jego przydomku mogła stanowić rozwiązanie, lub przynajmniej dobry początek. -Yhm. Przynajmniej kończy się chwalebnie, panie marynarz!- smutny Wyspiarz podchwycił wątek, i pociągnął z kufla zimne, ale zadziwiająco mocne, piwo. -Moja historia zaczyna się, gdy skończyłem trzynaście wiosen... Papcio, niech mu ziemia lekką będzie, zabrał mnie ze swoimi kompanami na pierwszy rajd...- łza pociekła mu po policzku, gdy dopijał resztkę napitku z kufla - Który to już? Dwunasty? Nieważne, chcesz to opowiadam. Wypłynęliśmy naszą sneką, z celem podróży w Dorzeczu. Było naprawdę świetnie, dostałem swój pierwszy miecz.. chyba troszku na mnie za duży, ale nie narzekałem... teraz jest dobry! - wskazał na zdobna pochwę, na którą wcześniej uwagę zwrócił Eryk. Sam zniecierpliwiony zelota z "niedowierzaniem" pokiwał głową. Ponaglony wyspiarz dał sobie dolać, po czym ciągnął dalej. -Gdy już wypłynęliśmy, i znudziły mi się morskie przyśpiewki... o, tą też śpiewaliśmy!- wskazał palcem na skalda, który w pozycji półleżącej nucił opowieść o Dagonie Drummie, zwanym Nekromantą. Była to dźwięczna, lecz nieco niepokojąca pieśń. Eryk lubił ją, wychwalała Utopionego! -Wracając... z nudów grzebałem mieczem w dnie łodzi, i w pewnej chwili nacisnąłem mocniej...- znowu łzy spłynęły po jego bladych policzkach. Szybko jednak ukryła je ciemność powstała po zgaszonej przez upadającego żołdaka świecy. Eryk zdecydował się aktywnie uczestniczyć, poganiany przez pijacką ciekawość. -I nie mów, *chlip*, że dziurę w statku wyjebałeś?- zadziwiony Eryk oczekiwał odpowiedzi, która ruszy opowieść do przodu. -No, przeeeeeogromną. Prawie żeśmy się wszyscy... potopili!- skonkludował Cedric. -Potem ojciec mnie, syna swojego pierworodnego, wyklął i przegonił ze dwora. Do teraz mam... kurwa jego mać... ślady- wykrzyczał niemal na twarz Erykowi, który niewzruszenie dolał mu alkoholu. Nieco słabszego piwa. Znacznie słabszego. W sumie to było jak woda, ale ofiara przemocy domowej się nie zorientowała. -Oby się smażył z Bogiem Sztormów... potem żem żył sobie, wyspy zwiedzałem i na życie robiłem... tylko miecz mi został, kurwa. Mój Miecz!- pomimo że historia przydomka się już zamknęła, skrzywdzonemu obywatelowi gęba się nie zamykała. Ponadto kończąc wypowiedź, sięgnął do pochwy z zamiarem sprezentowania ostrza. Wymowny wzrok Eryka ostudził jego zapędy. -Tak szy inaczej, sześć lat temu to się zdarzyło, i oddałbym wszystko żeby ktoś mnie na statek wziął... bo nikt nie chce! Takiego woja jak ja, chopa na *chlip* schwał!- zrezygnowany ułożył się w pozycji półleżącej, na wzór przysypiającego pod ścianą Barda. Trącony lekko przez Greyjoy'a ocknął się i od razu zaczął krzyczeć. -Ja każdy dzień ćwiczyłem! Każdy jeden! Na całych pierdolonych wyspach miecznika lepszego nie znajdziesz! Kiedyś wołali na mnie kundel, teraz już z kulturą - pies! Szacunku żadnego, jebany zabobon!- z furią wyrażał się o pozostałych wyspiarzach, wychwalając po drodze jakość swoich usług. Erykowi przemknął przez myśl pewien koncept, który zamierzał wykorzystać w późniejszym czasie. Dopił wino z kielicha. W pomieszczeniu było niemal całkowicie ciemno, a rozmówca ponownie poszedł spać. Po kilku chwilach zsunął się z krzesła i runął na podłogę. Eryk ostrożnie wstał, i pijackimi podrygami dotarł do wyjścia. Widział coraz mniej...
    avatar
    Mistrz Gry

    Liczba postów : 512
    Join date : 25/06/2014

    Re: Karczma "Pod Lwem Morskim" i okolice (Lordsport)

    Pisanie by Mistrz Gry on Wto Lip 21, 2015 8:06 pm

    Lato, 28 Lipca, 362 AL


    Oswyn brzdąkał na lutni, siedząc w swoim ulubionym kącie karczmy. Artem kiedyś próbował go namówić, żeby postawił sobie stołek, czy coś, ale skald zbyt przyzwyczaił się do futrzanego dywanika na którym siedział zazwyczaj. Inspirował go.
    W Tawernie nie panował zbyt wielki gwar, ale totalnie wystarczający. Jakiś blondwłosy osiłek chwalił się bliznami na plecach, do których przylegały jego dwie Morskie Żony. Pomimo tego, że były porwanymi przez niego niewolnicami o społecznej pozycji równej niewolnikom, wyglądały na szczerze rozkochane w śmiałku. Karczmarz, ubrany jak zwykle w skórę Lwa Morskiego, właśnie odbierał zaległe pieniądze za alkohol, od jakiegoś brodatego pijaka. W najciemniejszym kącie przybytku spędzał czas Utopiony Kapłan, przybyły niedawno ze Starej Wyk w zastępstwie za Kajafasza.
    -Te, skaldzie! Zaśpiewajże coś o naszym obecnym lordostwie, dosyć nam starożytnych bohaterów!- opinia wygłoszona przez Osiłka szybko znalazła poklask wśród bywalców oberży. Oswyn spojrzał się na niego niepewnie.
    -Lord Greyjoy? Nie brał udziału w żadnej wojnie od czasów rzekomego potomka Hoarów, ale to też nie do końca wojna, bo Greyjoy przegnał tych obrzęchów kijami...- narzekał bard, odkładając lutnię. -A wojna to jest, jak mają zbroje i miecze!- dodał.
    -Harwyn, i reszta coś tam połupili, ale co po takich gołowąsach bohaterskiego się spodziewać?- dokończył cicho. Osiłek lekko się skrzywił.
    -Wymyśl coś o Eryku...- zaproponował cicho, lecz stanowczo Kaplan. Wszyscy się na niego spojrzeli, i po chwili zastanowienia wybuchnęli śmiechem.
    -Udany żart, klecho! Przyprowadź go tu, niech opowie co zrobił heroicznego spierdalając przed Zarazą w siną dal!- wyśmiał zamiary utopionego Osiłek. Oswyn sam się uśmiechnął. Smagnął palcami struny swojego instrumentu, do rytmu w którym miał zamiar opowiedzieć jakąś historię. Wybrał Ralfa Obdartusa, najsłynniejszego śmieciarza Starej Wyk.

    Sponsored content

    Re: Karczma "Pod Lwem Morskim" i okolice (Lordsport)

    Pisanie by Sponsored content


      Obecny czas to Pią Gru 15, 2017 3:05 pm