Forum aktualnie zamknięte.


    Pyke (Korytarze i Sale)

    Share
    avatar
    Eryk Greyjoy

    Liczba postów : 257
    Join date : 29/05/2014
    Skąd : Pyke

    Pyke (Korytarze i Sale)

    Pisanie by Eryk Greyjoy on Sro Lip 08, 2015 7:31 pm

    Pradawna, umieszczona jednocześnie na lądzie, i kilku skalistych wysepkach siedziba rodu Greyjoy'ów, aktualnych dominantów na Żelaznych Wyspach. Nie jest to zbyt wystawna, ale na pewno bardzo praktyczna konstrukcja która według niektórych spekulacji pozostaje najstarszym zamkiem w Westeros.
    avatar
    Eryk Greyjoy

    Liczba postów : 257
    Join date : 29/05/2014
    Skąd : Pyke

    Re: Pyke (Korytarze i Sale)

    Pisanie by Eryk Greyjoy on Sro Lip 08, 2015 8:40 pm

    Lato, 8 Lipca, 362 AL


    Eryk wypoczywał sobie spokojnie w łóżeczku, totalnie ignorując fakt, że minęło właśnie południe. Musiał odespać nocne picie, a także... poranne wydarzenia. Wciąż był blady i lekko rozdygotany, jednakże nie czuł się chory. Dla pewności, jednak posłał już po medyka, żeby zbadać się, a potem dla pewności wziąć udział w topieniu. Mentalny Zelota w sumieniu wciąż cisnął Eryka z powodu, że tamten nie brał udziału we wczorajszych modłach o odprawienie zarazy. Coś w tyle głowy podpowiadało mu, że dzisiejsze wydarzenia były karą za ten właśnie występek...

    Przed komnatą, na korytarzu stał stolik, przy którym strażnicy grali w kości. Jeden z nich, gruby, barczysty koleś z nosem jak kartofel (wielokrotnie łamanym) ewidentnie wygrywał, i śmiał się rubasznie z przeciwnika. Był nim starszy facet, z fragmentami siwizny w czarnej brodzie. Nie wyglądał na smutnego. Oboje ubrani byli w Tabardy Greyjoy'ów. -Wiesz co, Lucan? Nasz baranek boży, to się powinien ożenić! Nie pływa na rajdy, szlaja się po mieście... brakuje mu kogoś, kto by go z gniazdka wygonił, ot co!- grubas miał głos znacznie wyższy niż mogłoby się to wydawać. Rzucił kostkami, dobierając do siebie podobne liczby. -Bracia jego wszyscy pożenieni, to i z łupienia nie chce im się wracać... nawet Starego więcej jest poza domem, niż tu- "Stary", w sensie Ojca Eryka rzeczywiście nie pojawił się w zamku od dłuższego czasu, podobnie jak bracia. Zauważył to brodacz, który przerzucił kości. -Mógłby sobie poszukać jakiejś, no, zamorskiej loszki!- zakwiczał pulchniejszy żołnierz. -Loszki?- usłyszał w odpowiedzi. Kości znowu się potoczyły. -No, dziewczyny. Słyszałem, że podobna ta, no, Daneryż z Królewskiej Przystani to ładna jest...- rozmarzony nie zauważył, jak brodaty kolega podmienia mu kości. -Daenerys, fajfusie. Byłem ze Starym na wizytacji, we gwardii. Jej rodzinka by cię pociachała za taką pomyłkę...- stwierdził oszust, wskazując na krocze towarzysza -No tia, nerwowi nieco są... no, a ta! Siostra Baratheona też niczego sobie. Dla silnego syna wysp zdobycie takiej nie byłoby żadnym problemem...- gruby pochwalił się zdolnością wypowiedzenia nazwy chociaż jednego zagranicznego rodu poprawnie, a to i tak tylko dlatego że jego matka była porwana z Krain Burzy. -Baratheon, to by oddał ja za worek złota niechybnie. Chciwiec z niego jak cholera, mówię ci...- dodał brodacz, podbierając jedną z monet towarzyszowi. -Każda dobra, byle by lordziaka z domu wyciągnęła. Chciwa to nawet, no, lepsza. Bo to futro chce, a to jakieś kryszteksy... po to wszystko trza dla niej jechać, jak chce się dobrze poru...- nie dokończył swojego zawiłego mentalnie zdania, ponieważ ktoś wszedł na korytarz.

    Znany na całych Wyspach medyk, Ignatius zwany "Tasakiem" nie miał dzisiaj najlepszego dnia. Chorzy, których z dobrej woli przyjmował, rankiem okradli go z całego dobytku, a na koniec jeden z żebraków go opluł. "Tasak" miałby ochotę po prostu pójść do karczmy w Lordsporcie, i zalać się w trupa. Oczywiście spróbował, ale właściciel jego ulubionej oberży zajęty był sprzątaniem po wczorajszej popijawie. Obandażował nogę jednej z jego córek (ukąszenia na wewnętrznej stronie uda wyglądały na zrobione ludzkimi zębami, jednak Ignatius nie pytał) i dostał butelkę wina na wynos. Opróżnił ją, i najpewniej zdążył także wypocić w pełnym południowym słońcu. Gdy wracał do domu, złapali go żołnierze Greyjoy'a. Eryk okazjonalnie wzywał Tasaka na dwór, ilekroć tylko wybuchała jakaś epidemia. Nie można powiedzieć, że nie był traktowany przez lordowskiego syna z szacunkiem, zawsze dostawał dobry napitek i jedzenie, a także rozmawiał z samym Erykiem o jakiś sprawach bieżących, zapewniając go o tym, że jest bezpieczny. Właśnie przechodził korytarzami Pyke, dążąc do komnaty Greyjoy'a. Mijał właśnie stolik, na którym strażnicy grali w karty, kiedy jeden z nich - spasiony dryblas, zastawił mu drogę. -Czego tu szuka?- zapytał się, wygrażając medykowi buzdyganem. -Jestem Lekarzem, przecież przychodzę tu raz na jakiś czas...- dość niski, pokryty niechlujnym zarostem Ignatius pewnie spojrzał w oczy strażnikowi. Nie miał nic do stracenia...-A lekarskie narzędzia ma?- głośno zapytał się żołnierz.
    -Nie ma narzędzi, głupi grubasie, bo nie przyszedł mnie leczyć. Przepuść go.- dość głośno zawołał Eryk ze swojego pokoju, Ignatius wszedł, zamykając za sobą drzwi. Eryk opowiedział mu wszystko, sumiennie wysłuchując rozmówcy.
    avatar
    Eryk Greyjoy

    Liczba postów : 257
    Join date : 29/05/2014
    Skąd : Pyke

    Re: Pyke (Korytarze i Sale)

    Pisanie by Eryk Greyjoy on Sro Lip 08, 2015 9:26 pm

    Lato, 8 Lipca, 362 AL


    -Mówię ci, panie, że jesteś zdrów jak ryba. Cieszyłbym się, gdybym miał tyle szczęścia co ty...- Ignatius uśmiechnięty siedział na stołku niedaleko okiennicy, spoglądając na siedzącego w łóżku Eryka. Sam medyk odziany był w standardową, skórzaną kurtkę, z której rozlicznych kieszeni wystawały fiolki (w większości puste). Do pasa, także skórzanego, przy lewej nodze przywiązana miał księgę na sznurku - swój dziennik. Owe fiolki, dziennik i ubranie to wszystko, co zostało w domu Tasaka po porannej "wizycie rozwścieczonych chorych". Teraz, po usłyszeniu historii Eryka wiedział, że młody Greyjoy jest w pewnym sensie współwinny nagłemu zubożeniu lekarza. Nie miał mu jednak tego za złe...
    -Łap!- Eryk rzucił wyciągniętą zza paska (wpierw napełnioną kilkoma drobnymi, jak na lorda, monetami) sakiewkę do swojego medyka. Gdy rozmówca zdziwionym wzrokiem obdarzał to Greyjoy'a, to sakwę, Eryk wstał. Otrzepał się, i poklepał Ignatiusa po ramieniu. -Starczy ci do jutra, wróć w południe po więcej...- powiedział, i ruchem głowy potwierdził kolegę, że jest moralnie usprawiedliwiony by przyjmować darowiznę. -Teraz idę na modły, do zobaczenia!- powiedział Eryk i wyszedł, wysłuchując ostatnich podziękowań i cichego, wdzięcznego pożegnania.
    Greyjoy kierował się ponownie do Lordsportu, tym razem na plażę. Zahaczył o skarbiec, dobierając kolejne drobniaki. Do jednej z sakiewek zapakował 15 złotych smoków. Potem odszedł, z pewnym siebie, acz nieco paranoicznym wyrazem twarzy. Miał plan.

    Sponsored content

    Re: Pyke (Korytarze i Sale)

    Pisanie by Sponsored content


      Obecny czas to Pią Gru 15, 2017 2:54 pm