Forum aktualnie zamknięte.


    Nabrzeże (Lannisport)

    Share
    avatar
    Eryk Greyjoy

    Liczba postów : 257
    Join date : 29/05/2014
    Skąd : Pyke

    Nabrzeże (Lannisport)

    Pisanie by Eryk Greyjoy on Czw Lip 09, 2015 8:35 pm

    (Opis zostawiam dla Lannistera, jak się jakiś pojawi)
    avatar
    Eryk Greyjoy

    Liczba postów : 257
    Join date : 29/05/2014
    Skąd : Pyke

    Re: Nabrzeże (Lannisport)

    Pisanie by Eryk Greyjoy on Czw Lip 09, 2015 9:29 pm

    Lato, 10 Lipca, 362


    Gołębica wpłynęła do Lannisportu, przywitana niechętnymi spojrzeniami mieszkańców owego miasta. Nie dziwne. Żelaźnie ludzie, jakimi niewątpliwie byli ludzie Eryka, zazwyczaj odwiedzali Lannisport w celu złupienia go i okazjonalnego spalenia kilku statków. Jednakże dzisiaj było inaczej. Bowiem żelaźni przyszli handlować.
    -Po co tu w ogóle jesteśmy?- zapytał Cedric, młody, szarowłosy miecznik, od pewnego czasu także pierwszy oficer Gołębicy. Ubrany był standardowo, w skórzany kaftan z wyszytym psem, a u pasa wisiała mu obita gadzią skórą pochwa. Eryk, ubrany jak zazwyczaj, spojrzał mu w oczy. -Musimy kupić kilka rzeczy, do zachodu wyjedziemy- powiedział krótko i wstał. Żołnierze, prowadzeni przez kapłanów, kierowali się do karczmy nazwanej "Żelazna Pierdoła", w celu uzupełnienia sił. Oby Kajafasz nie nie wymarzył sobie tej karczmy w płomieniach...- pomyślał w głębi duszy Eryk, i gestem przywołał do siebie Ignatiusa i Cedrica. Młody medyk, ubrany w niechlujną, za to bardzo praktyczną i pełną kieszeni skórzaną kurtkę, szybko zawrócił z lądu i dobił do wodza. Eryk uśmiechnął się. -Zanim pójdziecie odpoczywać z resztą chłopaków, mam dla was kilka zadań. Igi, kupisz mi to wszystko- podał medykowi zwiniętą kartkę, na której jeszcze w Pyke wypisał wszystkie rzeczy których potrzebował, a na wyspach nie starczyło czasu na zdobycie ich - skorzystasz ze złota które wziąłem na pokład, starczy ci na pewno. Cedric, ty też masz skorzystać z tego złota, i znaleźć mi dobrego Zachodniego ekonoma. Ma nie liczyć sobie dużo i nie mieć do czego wracać. I szanować Wyspy - mrugnął do Skalnego Psa, który pewny siebie przyjął rozkaz. -To tyle, zbiórka po zachodzie słońca, znowu płyniemy nocą...- powiedział Eryk i odprawił swoich podkomendnych. Samemu usiadł na jednym z kufrów, i pilnował statku. Chciał nacieszyć się jego obecnością, i przy okazji zaplanować następne ruchy. Gdy przypomniał sobie chwile na moment przed odpłynięciem, zaniósł się śmiechem.

    "Żegnaj Bracie, odpływam z Wysp na długo. Wziąłem już swoją część spadku, więc możecie spokojnie dysponować całą resztą. Ps. Spiżarnie też opróżniłem." - taką wiadomość dostali jego bracia. Ojciec Eryka dostał znacznie milszą, nieco bardziej tłumaczącą wszystkie wydarzenia wersję.
    Gdy już jego myśli przeszły na temat pisaniny, przypomniał sobie że gdzieś w kieszeni ma jeszcze listę rzeczy które spakował na okręt Ignatius. Wyjął zwitek i rozczytał.

    "...
    Wszystkie rzeczy Eryka (kufer z wygrawerowanym Krakenem)
    200 smoków.
    10 Beli foczych skór.
    4 skrzynie pełne strzał i cztery pełne oszczepów.
    Wędzone i Suszone Ryby (Zapas na 2 Miesiące)
    Piwo (w beczkach, zapas na 2 miesiące)
    Mąka (Zapas na 2 miesiące)
    1/4 sztandarów, flag i bander rodowych
    Skrzynia Pochodni, do każdej Hubka i Krzesiwo
    2 Beczki Oleju
    8 Pustych skrzyń
    80 Namiotów (tj. płótna w rodowych kolorach i odpowiednich stelaży)
    30 Pakietów narzędzi (Siekiery, młotki, kilofy itd.)
    Ile tylko wejdzie pustych pojemników na łupy ..."
    - ponadto cała kupa innych, drobniejszych przedmiotów. Pakowałem się, jakbym miał nie wrócić nigdy...
    - pomyślał skrycie. Potem zerknął na notatkę w rogu kartki. Tam zanotował co mają kupić w Lordsporcie.

    "Klatka z krukami pocztowymi do ważniejszych miast Westeros,
    4 Pakiety farbiarskie z pędzlami
    8 czystych, białych bander"
    - niechybnie takie towary to rzadkość, szczególnie na wyspach. Właśnie, gdzie teraz możemy popłynąć... - zastanowił się.
    -Zawsze chciałem zobaczyć Wysogród...-


    Ostatnio zmieniony przez Eryk Greyjoy dnia Pią Lip 10, 2015 7:47 pm, w całości zmieniany 1 raz
    avatar
    Eryk Greyjoy

    Liczba postów : 257
    Join date : 29/05/2014
    Skąd : Pyke

    Re: Nabrzeże (Lannisport)

    Pisanie by Eryk Greyjoy on Pią Lip 10, 2015 6:37 pm

    Lato, 10 Lipca, 362 AL


    Słońce chyliło się ku zachodowi, gdy na wybrzeżu Zachodu Eryk wychylał właśnie kolejną flaszkę gorzałki, zachwalanej przez Karczmarza jako "słoneczna". Lord-żeglarz leżał sobie spokojnie na deskach okrętu, od południa pilnując swojego statku, a także przyjmując raporty od coraz to następnych żołnierzy, którzy wykonywali powierzone im zadania. Duża część także była już na okręcie, doskonale wypoczęta i gotowa do drogi. Żołnierze, odziani w nosalowe hełmy i różnorakie zbroje, bardzo cieszyli się na ponowne spotkanie ze swym orężem, którego nie wolno im było wnieść do miasta. Ignatius, pokładowy medyk i kapłani utopionego już siedzieli wygodnie na pokładzie, ciesząc się zabawną dysputą dotyczącą przystawiania pijawek. Cedric, nazywany Skalnym Psem, i posłany w samo południe, wciąż nie wracał. Erykowi, lekko wstawionemu ale wciąż myślącemu trzeźwo, już wpadło do głowy kilka miejsc gdzie jego lekko rozhulany towarzysz mógł się zatrzymać w poszukiwaniu dobrego Ekonoma. Już prawie posłał ludzi na poszukiwania (60 żelaznych na 100% przeczesałoby każdy burdel w okolicy), kiedy spomiędzy portowych budynków wychynął ów hulaka. Podszedł niepewnie, i wspiął się na pokład. -Może spóźniłem się na zbiórkę, ale znalazłem kogoś kto mógłby się nam przysłużyć...- zaczął Cedric. Eryk, pewny siebie i aż promieniejący aurą Greyjoy'a, wstał. -Czy jest to ekonom?- przerwał uśmiechnięty. Szarowłosy rozmówca przytaknął. -Tak, znalazłem go, pijąc w karczmie...- dodał niepewnie. -Jak rozumiem, za moje pieniądze?- podejrzliwie pociągnął temat Eryk. -Tak, właśnie za twoje pieniądze- nie sprzeczał się oficer. -I dlaczego nie ma go z nami?- znowu bezczelnie przerwał mu Eryk. Cedric westchnął, i położył mu rękę na ramieniu.
    -Daj mi powiedzieć do końca- stwierdził, i kontynuował - nie ma go z nami, bo ma pewien... problem- rozpoczął. Rozejrzał się dookoła, i zobaczył że nie słucha go już tylko Eryk, ale także Ignatius, Kajafasz i Annasz siedzący w pobliżu. Żołnierze mieli w dupie rozmowy dowództwa i czekali na rozkazy, zajmując się swoimi sprawami. -Do karczmy, w której piłem...- zaczął Cedric. -Nie brzmisz na pijanego...- od razu przerwał mu Eryk. Ignatius zaniósł się gromkim śmiechem. - W której MIĘDZY INNYMI piłem - wyraźnie poddenerwowany Skalny Pies kontynuował - zjechało się trochę uchodźców, liczących na schronienie. Pochodzili z Dorzecza, a przynajmniej tak się dowiedziałem. Okolice Harrenhal. Jeden z nich sprawnie oszukał karczmarza w rachunkach, co zwróciło moją uwagę. Zaprosiłem go do wspólnego picia, nawet postawiłem co nieco... okazało się, że na imię mu Corwyn. Był przyuczany na sołtysa, zanim "Upiory", jak to sam określił, nawiedziły jego wioskę. Mówił coś o wykradaniu dzieci, na które mieszkańcy nie mogli się dłużej zgodzić i uciekli...- Cedric wypowiedział długi monolog, którym zainteresował rozmówców. Eryk jednak wyglądał na nieco zdezorientowanego. -I zapewne zgadza się dołączyć do naszej załogi? Tylko, teraz pytam krótko. Gdzie jest haczyk?- Greyjoy przenikliwie spojrzał, na lekko spoconego od stresu miecznika. Z tyłu rozległ się wysoki głos Annasza. -Jeżeli mamy wziąć na pokład całą wiochę plugawych pogan, to możecie mnie równie dobrze... Utopić!- wyraził swój sprzeciw kapłan. Drugi tylko spojrzał się na niego, a potem ze zrozumieniem na Eryka. Cedric, trochę zrezygnowany, kontynuował. -Niestety jesteście nawet blisko... otóż Corwyn, ten ekonom, on nie jest sam. Jeśli ma u nas służyć, powinniśmy przyjąć też jego młodszą siostrę... chronił ją przez całą drogę z Dorzecza. Nie może się z nią rozstać i trochę... trochę go rozumiem.- wypowiedział końcówkę z wyraźnym smutkiem. Bowiem, tak jak inni żelaźni, praktykował przesąd że "kobieta na statku przynosi pecha". Eryk nie miał takiego problemu, ale musiał to jakoś składnie ogłosić. Kobieta na statku za cenę taniego ekonoma? Czemu nie. -Dla mnie to żaden problem, tylko najpierw mi ich przyprowadź. Załoga ma jakieś sprzeciwy?- zadał pytanie głośno i stanowczo, szczególnie w kierunku kapłanów. Ujrzał Kajafasza, muskularną łapą zatykającego usta kwiczącemu jak prosie Annaszowi. -Nie wyrażamy sprzeciwu, póki chodzi o dobro załogi- powiedział krótko łysy Kapłan. Ignatius, stojący trochę za nimi, także pokiwał głową na znak aprobaty. -Więc i ja muszę się zgodzić. Tylko widzisz Eryku, żołnierze na morzu bywają trochę... nieprzyjemni w obyciu...- Cedrik zgłosił swoją wątpliwość. Eryk przyjął. Odwrócił głowę, spoglądając na medyka. -Igi dorabiał jako fryzjer, nie? Idź ją ogól na krótko, daj jakieś skórzane fatałaszki z zapasów i może ruszać. Nikt nie powinien się nią przejmować, już ja o to zadbam- zadecydował Greyjoy, odsyłając dwóch ze swoich ludzi po nowych rekrutów. Sam położył się na beli futer, pozwalając aby jedna, dość niebezpieczna myśl w głowie w końcu doszła do głosu. Kajafasz wypuścił Annasza, a ten już się nie odezwał, od czasu do czasu obdarzając towarzysza wzrokiem, którym przestraszony York obdarza Pitbulla. Czekali, odsyłając żołnierzy jeszcze na godzinkę czasu wolnego.

    -Dziękuję za tą ofertę, panie... nawet nie wiem co mogłoby się dziać ze mną... z nami, gdyby nie twoje poszukiwania...- wyrzekł młody Ekonom, jedną ręką ocierając łzy, a drugą obejmując stojącego jak słup soli Eryka. Greyjoy bacznie obserwował swojego nowego podwładnego, i w każdym jego ruchu widział szczerą, pełną wdzięczność prostego człowieka. Może nie był najlepszym ekonomistą w swoim fachu, ale na pewno wystarczającym. A przy okazji Eryk spełnił jeden dobry uczynek, który na pewno mu się odpłaci... Corwyn był młodym, na oko 18 letnim chłopakiem o standardowej Dorzeczańskiej urodzie. Miał długie, brązowe włosy i pokryte łzami zielone oczy. Odziany był w lnianą koszulę, lekko zmasakrowaną po długiej wędrówce, która wedle opowieści Cedrica musiała być pełna niebezpieczeństw. -Spokojnie młody, znajdziesz tutaj wystarczająco dużo pracy aby uczciwie zarobić na życie. Tak jak reszta załogi...- powiedział Eryk, i gestem odprawił rekruta. Tamten od razu dobił do Cedrica, z którym okazał się być w naprawdę zażyłej znajomości. Wdzięczność ludzka nie zna granic... - pomyślał Eryk, kiedy niespodziewanie dobiła do niego kolejna osoba. Drobna, bo max. 16 letnia dziewczyna objęła Greyjoy'a, ewidentnie naśladując brata. -Ja także dziękuję panu, mam nadzieję że nie będę kłopotem...- zaczęła piskliwie szczebiotać nastolatka. -Yhm. Nie będziesz.- zadeklarował kapitan okrętu. Dziewczyna, zgodnie z rozkazami, miała rude włosy przystrzyżone do poziomu, który nie powinien jej przeszkadzać w obowiązkach. Być może straciła na tym trochę swojego naturalnego, wiejskiego uroku, ale to tym lepiej dla niej. Teraz, gdy nałożyła na siebie ciemnobrązowy, skórzany kaftan, tego samego materiału spodnie i długie skórzane buty - wyglądała prawie jak wyspiarska skalna żona. Jednak wciąż było w niej coś... dziecięcego. Coś, co przywoływało w Eryku dziwne uczucia. Jakby o czymś... zapomniał. Zwrócił się do dziewczyny, patrząc w jej duże, zielone oczy.-W ogóle, jak ci na imię?- zadał pytanie, orientując się że byłoby to na miejscu. Młoda zacisnęła mocniej. - Laina, panie. Po mamie...- odpowiedziała miękko. -No, Laino... Potrafisz coś, żeby się przydać?- zapytał pragmatycznym tonem, rozluźniając je uścisk. Tamta uśmiechnęła się, pokazując zadziwiająco zdrowe, jak na wieśniaczkę, zęby. -Ładnie śpiewam... i no, muzykowałam troszkę w domu...- łza spłynęła po jej policzku. Otarła ją. - Poza tym gotuję, szyję... wie pan, to co każda dziewczyna powinna umieć!- powiedziała ponownie wesoła. -Dzisiaj nam coś zaśpiewasz, dobrze?- zaproponował Eryk dyplomatycznie. Laina potrząsnęła głową twierdząco, i puściła kapitana. Poszła do reszty załogi.

    Nim księżyc powstał na nieboskłonie, "Gołębica" znowu była na pełnym morzu, kierowana przez Kajafasza do Wysogrodu. Corwyn z Ignatiusem wspólnie operowali żaglem, żołnierze wiosłowali do melodyjnej pieśni intonowanej przez Lainę, a Annasz i Cedric opróżnili wspólnie kilka kufli piwa, na poprawę humorów. Eryk próbował spać tej nocy, ale nie potrafił. Zwykle dźwięki dookoła mu totalnie nie przeszkadzały, tej nocy jednak coś było inaczej. Sam Greyjoy nie wiedział, czy to szczebiotanie nowo zakupionych pocztowych kruków, które słyszał pierwszy raz w życiu - czy może myśl. Ta myśl, która nawiedzała go od samego początku dzisiejszego dnia...

    Sponsored content

    Re: Nabrzeże (Lannisport)

    Pisanie by Sponsored content


      Obecny czas to Pią Kwi 20, 2018 4:32 pm