Forum aktualnie zamknięte.


    Brzeg Manderu (okolice Wysogrodu)

    Share
    avatar
    Eryk Greyjoy

    Liczba postów : 257
    Join date : 29/05/2014
    Skąd : Pyke

    Brzeg Manderu (okolice Wysogrodu)

    Pisanie by Eryk Greyjoy on Sob Lip 11, 2015 3:22 pm

    *Opis lokacji zostawię Tyrell'om*


    Ostatnio zmieniony przez Eryk Greyjoy dnia Sob Lip 11, 2015 6:41 pm, w całości zmieniany 1 raz
    avatar
    Eryk Greyjoy

    Liczba postów : 257
    Join date : 29/05/2014
    Skąd : Pyke

    Re: Brzeg Manderu (okolice Wysogrodu)

    Pisanie by Eryk Greyjoy on Sob Lip 11, 2015 4:06 pm

    Lato, 13 Lipca, 362 AL


    Wysogród, to niewątpliwie wspaniała twierdza i miasto. Mimo że nie ma specjalizacji handlowej, zawsze tętni życiem - szczególnie w tak ciepłe lato, gdy plony obfitują i jest czym się wymieniać. Białe mury Tyrell'skiego siedliszcza dawały mieszkańcom Reach poczucie bezpieczeństwa, kto wie czy nie większe niż Królewska Przystań. Samo wybrzeże Manderu wyglądało bardzo potężnie, zielone i rozkwiecone, dobrze chronione przez strażników. Szwendający się, chociaż wyglądający na sumiennych wojownicy, nosili tabardy Tyrell'ów. Wszyscy, jak jeden mąż, zwrócili swoje oczy w kierunku "Gołebicy" gdy ów Drakkar zacumował na brzegu, i nie wylali się z niego rządni krwi Żelaźni...
    -Zatrzymamy się tutaj na trochę, więc postarajcie się nie narozrabiać. Zawsze dwóch wojowników ma być na okręcie, pilnować go. Cedric, ty ustalisz warty- zakomenderował pełny energii Eryk w kierunku swoich ludzi, gdy ci schodzili ze statku. Odziany w lamelkową zbroję, szarowłosy pierwszy oficer przytaknął. -I postarajcie się nie ściągać za dużo nowych ludzi do załogi. Już chyba starczy...- zaśmiał się Greyjoy, odprawiając zarówno oficera, jak i kilku ludzi którzy za nim stali.
    Następny ze statku zszedł Kajafasz, surowym wzrokiem oglądając wytwory "bezbożnej" fantazji, które oczywiście prawnie należą do Żelaznych. Annasz przyklaskiwał swojemu towarzyszowi, idąc za nim i szemrając podejrzanie. Ignatius i Corwyn siedzieli na statku, rozmawiając zażarcie na jakiś temat. Młody ekonom i okrętowy medyk nadzwyczajnie dobrze się zrozumieli, i już w trzy dni które minęły od wyjazdu z Lannisportu zostali przyjaciółmi. Siostra blondwłosego Dorzeczanina także się przyjęła wśród załogi, zabawiając wszystkich swoimi umiejętnościami muzycznymi. Jednak teraz nie było jej widać wśród załogi, co przyprawiło Eryka o pewien niepokój...
    -Aaaaaale tu pięknie!- zapiszczała dziewczyna, znikąd pojawiając się pomiędzy Erykiem a Kajafaszem który ledwo co zdążył zejść z okrętu. Rudowłosa, drobnej budowy Laina totalnie wmieszała się w tłum. Ubrana w skórzany kaftan, z krótkimi włosami, naprawdę zlała się z żelaznymi żołnierzami. Greyjoy pluł sobie w brodę i w myślach narzekał na swoje roztargnienie - skoro ruda dziewczynka była w stanie przebrać się za Żelaznego łupieżcę, to ciekawe z jaką łatwością zawodowy szpieg mógłby inwigilować działania Eryka...
    Wojownicy rozeszli się, kierując swoje kroki do najbliższej Tawerny. Nazywała się "Pod Małą Syrenką". Ciekawe co na ten temat sądzą Manderly'owie...- pomyślał Eryk. Stał, obserwując jak statek się opróżnia. Corwyn i Ignatius także wyszli, zostawiając na "Gołębicy" tylko dwóch strażników, wyznaczonych na pierwszą wartę. Pole i Vonzay, dwaj wojownicy odziani w kolczugi i uzbrojeni w krótkie miecze, już napoczęli butelkę gorzały...
    Greyjoy postanowił odwiedzić miejscowych Tyrellów, tak w celu zacieśniania znajomości miedzy rodami.. poza tym, może trafi się jakaś zgrabna robota? Po jakimś czasie wszedł do karczmy, i zgarnął stamtąd 4 tarczowników i Cedrica, jako obstawę. Ostrożności nigdy za wiele...
    avatar
    Eryk Greyjoy

    Liczba postów : 257
    Join date : 29/05/2014
    Skąd : Pyke

    Re: Brzeg Manderu (okolice Wysogrodu)

    Pisanie by Eryk Greyjoy on Pon Lip 13, 2015 8:19 pm

    Lato, 14 Lipca, 362 AL


    Zbliżał się zachód słońca, a wśród załogi "Gołębicy" panowało niemałe zamieszanie. Od momentu zawezwania Eryka przez Lorda Tyrell'a, Żelaźni nei do końca wiedzieli czym się zająć. Zbiórki, poranną i wieczorną zorganizował Cedric, Skalny Pies. Jednakże pierwszy oficer, nie obdarzony tak wielką charyzmą jak Eryk, miał niemałe problemy, aby utrzymać drużynę w ryzach. Jednakże, po sporej dawce krzyków i kilku obitych ryjach, łupieżcy słuchali się Cedrica w dość wysokim stopniu...
    Ignatius siedział na pieńku, rysując kijkiem z nudów znaki na piasku. Wyprztykał się z pieniędzy w karczmie której odwiedzenie zlecił im Eryk przed odejściem, tj. Małej Syrence. Poza tym, karczma na wieczór była już zamknięta, a przynajmniej tak powiedział oberżysta ryglując przed nosami wojowników drzwi. Medyk rozejrzał się. Załoga czuła się już po kilku spędzonych razem dniach jak rodzina, co było standardową cechą wypraw morskich. Cedric aktualnie wraz z Corwynem rozmawiali o kosztach utrzymania Drakkaru, i jak by tu je obniżyć, co niestety nie dawało zbytniego efektu. Annasz prowizorycznie "topił" członków załogi, a także losowych przechodniów którzy zaciekawieni podeszli zbyt blisko widowiska. Miał nadzieję, że gdy następnym razem odbiją do brzegu, sprowadzą na swój cel podróży ogień i krew... prawdopodobnie to samo myślał również Kajafasz, jego łysy i małomówny współpracownik, aktualnie zajęty nieco innymi sprawami.
    Bowiem gdy tylko Eryk i Corwyn znikali z pola widzenia, Laina upodobała sobie szwendanie się za Łysym Kapłanem. Rudowłosa, rezolutna acz nieco gadatliwa wieśniaczka nie była dobrym towarzystwem dla Utopionego Kapłana, ale ona miała na ten temat inne zdanie. Po jednym spędzonym z nią dniu, Kajafasz wiedział o doczesnym życiu Dorzeczanki niemal wszystko, i coraz bardziej uświadamiał sobie- jak bardzo go ta wiedza nie interesuje. Jednak Laina była wytrwała, i odpuściła dopiero wtedy, gdy kapłan oddał się wieczornej medytacji polegającej na patrzeniu się w wodę. Wróciła jednak od razu, gdy skończył i niewzruszenie kontynuowała wątek, kręcąc się dookoła rosłego utopionego jak natrętny owad. Kajafasz nie miał jednak serca jej odgonić.
    -Ja w ogóle, to nie rozumiem, dlaczego wy to tak ciągle łupicie i łupicie... u nas na wsi, to każdy uczciwie pracuje na życie, a jak ktoś kradnie, to go wyganiamy kijami, hyhy- dziewczyna szczebiotała, jednakże Kajafasz tym razem nie mógł nie odpowiedzieć. -Pieśni powiadają: "Idźcie i bierzcie, czego wam trzeba z Zielonych Krain, ale bowiem to jest etniczna ziemia wasza"- wypowiedział słowa Utopionego Proroka z należytą czcią. Laina chwilę się zamyśliła, pokiwała głową. -Pieśni? Czyli śpiewacie? Jak fajnie, może byś zaśpiewał jakąś pieśń waszej wiary?- wciąż nie dawała mu spokoju, wyraźnie nie rozumiejąc tematu dziewczyna.
    -Y yhm- przecząco zamruczał Kajafasz, wciąż majestatycznie sunąc wzdłuż brzegu. -Nie słyszałam wyspiarskiej muzyki! Zanuć coś chociaż...- Laina zrobiła smutną minkę zbitego psa. Kajafasz spojrzał się na nią, nawet się zatrzymał. Odwrócił wzrok, i cicho zanucił jedną z liturgicznych pieśni Utopionych. Wcale nie ulegam, to się nazywa nawracanie... - myśl przemknęła mu przez głowę, gdy swoim niskim głosem mruczał kolejne nuty. W końcu doszli do miejsca, gdzie zacumowana była Gołębica...
    -Słuchajcie chłopcy, mamy już następny cel podróży!- zakrzyknął Eryk, gdy ostatni członkowie załogi ustawili się na brzegu. -Lord Tyrell, podczas swobodnej, lordowskiej rozmowy, zasugerował mi że dobrym miejscem na wyprawę będzie Dorzecze...- powiedział, wyraźnie zadowolony z siebie. Przerwał mu jednak głos Cedrica, wybijający się z tłumu żołnierzy. -Masz zamiar zdobyć Seagard, Eryku? Pieprzeni Mallisterowie wybudowali się tak, że widzą każdą wydrę która wpłynie do Zatoki Żelaznych ludzi...- powiedział pełen niepokoju, i nieco zrezygnowany Cedric. -Seagard i tak będzie kiedyś nasz, to nasze etniczne ziemie...- Kajafasz także wybił się z tłumu. Łupieżcy odpowiedzieli mu wiwatem, tu i ówdzie słychać było odgłos mieczy uderzających o tarcze. -A poza tym, nie uderzymy od tej strony. Słyszeli wszyscy o Trójzębie, zwanym czasem Tridentem? Odnoga zwana Niebieskim Zębem wypływa do Zatoki Żelaznych ludzi. Więc po udanym rajdzie, spokojnie się oddalimy...- sprawnie wytłumaczył swój plan Eryk. Żołnierze pokiwali głowami z uznaniem, a tymczasem Greyjoy podszedł do Ignatiusa. Wręczył mu do ręki nieduży dokument, jeden z glejtów lorda Tyrell'a. -Wiec tak, Igi. Pójdziesz do miejskich spichlerzy i uzupełnisz prowiant, po okazaniu tego listu chłopki są zobowiązane dać ci tyle żywności ile zapragniesz. Weź tylu ludzi ilu zechcesz...- przekazał glejt, i poklepał brodatego medyka po plecach. Ten zobowiązał się wypełnić rozkaz. Potem Greyjoy podszedł do Kajafasza, po drodze witając się Lainą. -Będę szukał jakiejś dorodnej wsi pomiędzy Zielonym a Niebieskim Zębem, wiesz po co... poza tym, uspokój Lainę. Nie chcę żeby poczuła się źle, jak będziemy rabować jej pobratymców... Corwyn to zniesie, a przynajmniej ja o to zadbam.- gdy kapłan przytaknął, Greyjoy zakrzyknął. -Ładować się, Żelaźni! Wrócimy z tej wyprawy w chwale i zbytku!- po czy zaczął nadzorować wszystkie sprawy zaopatrzeniowe...
    Nim księżyc zawisnął na niebie, "Gołębica" pożegnała się z Wysogrodem. Rozpoczęła się trwająca co najmniej 18 dni podróż do Dorzecza...

    Sponsored content

    Re: Brzeg Manderu (okolice Wysogrodu)

    Pisanie by Sponsored content


      Obecny czas to Pią Gru 15, 2017 3:03 pm