Forum aktualnie zamknięte.


    Komnaty Iris

    Share
    avatar
    Iris Westerling

    Liczba postów : 104
    Join date : 15/04/2015
    Age : 18

    Komnaty Iris

    Pisanie by Iris Westerling on Sob Lip 11, 2015 5:03 pm

    *tu powstanie opis*
    avatar
    Iris Westerling

    Liczba postów : 104
    Join date : 15/04/2015
    Age : 18

    Re: Komnaty Iris

    Pisanie by Iris Westerling on Sob Lip 11, 2015 5:05 pm

    Lato, 7 lipca, 362AL
    Plan poszedł po jej myśli, dwa do zera dla Lady Iris. Udawała wielce poszkodowaną, a tak naprawdę wcale nią nie była. Słyszała każde piękne kłamstwo swego maestra. Podobały się jej te słowa. "Było blisko do śmierci, gdyby jeszcze jeden kielich... Mam nadzieje, że z tego wyjdzie...", ach i te przejęte miny służby, czyżby byli naprawdę głupi i się przejmowali? Chociaż z drugiej strony, to plus, przynajmniej jest szansa, że cała ta akcja zostanie dobrze rozegrana.
    Ale nie można za szybko na laurach spoczywać, chyba każdy o tym wie. Kiedy tylko służka wyszła, a maester nakazał dać spokój Lady i wyjść gwardzistą, szybko wyciągnęła spod poduszki olejek różany i polała nim całą twarz, oraz ciało. Bardzo blisko rąk miała jeszcze ciepłą herbatę, którą wcześniej z łyżki sączyła, kiedy to zostawała podawana przez służkę, przyłożyła ona gorący kielich do czoła i wylała jego zawartość. Przycisnęła dłoń do głowy, była bardzo gorąca, tak, jakby naprawdę posiadała gorączkę. Pod poduszką trzymała również fioletowy puder, wiedziała, że może się on przydać, bez chwili zawahania namalowała nim w paru miejscach wielkie sińce. Artystka...
    Słyszała kroki z przedsionka komnat, szybkim ruchem przykryła się kołdrą. Usłyszała przerażony głos, pytający czy sama próbowała pić herbatę, przecież mogła zawołać w końcu naprawdę jest zmęczona. Ona jedynie zamknęła oczy i bardzo długo udawała, że próbuje otworzyć powiekę, jednak bez skutku ze zmęczenia. Kiedy już to zrobiła, poruszyła ustami, poruszała i "próbowała" mówić, lecz jej stan był "za słaby", aby mogła wydobyć z siebie głos. Służka poszła po nowy koc, a kiedy już go przyniosła, przekładając dotknęła jej głowy. Przeraziła się temperaturą, przez co zawołała maestra. Ten stwierdził, że młoda dama naprawdę ma "gorączkę". Ha! Kolejna wygrana runda.
    avatar
    Iris Westerling

    Liczba postów : 104
    Join date : 15/04/2015
    Age : 18

    Re: Komnaty Iris

    Pisanie by Iris Westerling on Sob Lip 11, 2015 5:09 pm

    Lato, 8 lipca, 362AL
    Z trudem otworzyła powieki. Zmiany na ciele zajmowały już tylko dolne kończyny. Puder utrzymał się jeszcze troszkę na twarzy. Poruszyła się i przewróciła na lewy bok. Dopiero zaczynało świtać, nie dziwne, że czuła się jeszcze śpiąca. Zamknęła powieki i udawała, że śpi.
    Rozmyślała sobie przykryta kocem. Żałowała faktu, iż nie zapamiętała swojego snu, mogłaby wtedy się tak nie nudzić. Cóż, komu, jak komu, jednak kiedy jej się nudzi, nie jest dobrze. Zawsze wtedy, myśli o tym, co mogłoby być faux pas. Chociaż ona nie znała takiego stwierdzenia, dla niej nie było fałszywych kroków, bądź porażek, dla niej istniały tylko "z pewnej perspektywy dobre kroki, które w przyszłości mogą jednak przynieść zysk, niekoniecznie stratę".
    A może by tak urządzić biesiadę?
    Przeszło jej przez głowę. Nie był to najgłupszy pomysł, przecież od śmierci ojca nie odbył się tu ani jeden. Ciekawe czy ktokolwiek zauważył, że Lord w Turni się zmienił... Gdyby teraz zorganizować parę dni, dokładnie dwa, chlania i dziwek, dla tych trzecich przyjemności nawet by zrobiła osobną komnatę, niech mężczyźni dobrze kojarzą sobie to miejsce, ociepliłoby jej wizerunek i dało dużo szans na nowe sojusze. Bo który Lord wie co mówi, kiedy już ledwo stoi na nogach? To byłby dobry pomysł. Jeśliby przyjechali tutaj wszyscy zaproszeni, pałac naprawdę wiele by zyskał, a ona sama dostałaby poszanowanie za tak dobrą organizację... Może nawet uzyskałaby dobre imię wśród rządzących, z czym w parzę idą nowe sojusze?
    Z myślenia wyrwał ją dźwięk otwieranych drzwi, maester i jedna z służek wszedł do komnaty. Nie mówił do kobiety obok za wiele, jednak wystarczająco dużo, a jego słowa satysfakcjonowały Iris, oraz były w sposób szczególny przekonujące. Podobno już z nią lepiej, a trucizna prawie w całości przestała działać, dzięki podanym lekom... Wodzie...
    avatar
    Iris Westerling

    Liczba postów : 104
    Join date : 15/04/2015
    Age : 18

    Re: Komnaty Iris

    Pisanie by Iris Westerling on Sob Lip 11, 2015 5:14 pm

    Lato, 9 lipca, 362AL
    Dostała gorące brawo od maestra i służek, rzecz jasna od tego pierwszego tylko udawane, aczkolwiek udawała zadowoloną z siebie. Pierwszy raz od otrucia wstała, a jeszcze dwa dni wstecz wydawała się być bardzo słaba. "Cudowne" "odtrutki" zdecydowanie jej pomogły. Co prawda nadal pozostała część zmian na skórze, jednak starała się ich nie drapać, ani nie zwracać na nie uwagi. Dobra, był jak dla niej jeden minus, a nazywał się on... Głodówka! Po tym perfidnym "zamachu" na jej życie, organizm musiał odpocząć, co najmniej dwa dni o samej wodzie i macy, jeszcze najlepiej, aby ciągle odpoczywała. Brr...
    Całą noc, snuła plany na biesiadę, nie dawał on jej spokoju, ach... Ryzyko należy podejmować i stopniowo zmniejszać, może właśnie dlatego nakazała przynieść pergamin i atrament, a samą siebie usadzić przy wielkim dębowym biurku? Zdecydowała się, że zaprosi do siebie tylko jedną osobę, a była to dokładniej osoba, która najbardziej w obecnym czasie ją interesowała. Złoto jest wspaniałe, ale szybko się kończy, natomiast hodowle w Reach zawsze będą "spadały na cztery łapy".
    avatar
    Iris Westerling

    Liczba postów : 104
    Join date : 15/04/2015
    Age : 18

    Re: Komnaty Iris

    Pisanie by Iris Westerling on Pon Lip 13, 2015 2:21 pm

    Lato, 10 lipca, 362AL
    W jej gardle znalazła się ciepła ciecz. Pierwszy raz od paru dni jadła coś normalnego, czyli prowiant, który nie był macą. Wcześniej zakazano jej obciążać żołądek, a sama udając nie mogła nawet pachnieć innym jedzeniem, ktoś mógłby nabrać podejrzeń. Ach, jak dobrze było poczuć wreszcie mocny smak zupy z pomidorów, oraz móc przeżuć lane ciasto. Przeszkadzał jej fakt, że musi być karmiona, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma. Cichuteńko siorbała, było to spowodowane tym, że chciała zrobić ze siebie największą ofiarę świata i nadać pozór nieporadnej dziewczynki. Opierając się o stos poduszek półsiedziała, a półleżała kierując swój jak zawsze niewidoczny wzrok na miskę. Gdy to się posiliła, co prawda bardzo marnie, ponieważ nawet trzy czwarte jedzenia nie znikły, zaczęła sobie nucić cichutko balladę o wężu rzecznym, którą to poznała od barda przebywając na dworze Sarwycków u swego bliskiego mężczyzny. Drugiego syna Lorda Sarwycka poznała podczas uczty z okazji jego siedemnastego dnia imienia. Nigdy poważniej nie myślała o mężczyznach, byli jej jakoś dalecy, ale jego uśmiech od razu wpadł jej w oko, gdy ich spojrzenia się spotkały nie mogła odkleić od niego wzroku, dobrze, że w porę młodsza siostra chłopaka zaczepiła ją i zapytała, czy pójdą na spacer, inaczej pewnie wyszłaby na idiotę. Wszystko byłoby dobrze, o ile nie fakt, że jego głębokie oczy pełne, jak się jej wydawało, czułości, utknęły w jej świadomości przez co nie potrafiła skupić się na rozmowie, w dialog wciąż wplatała pytania o niego. Przez swoje skupienie na tym, czy mógł uznać ją za chorą psychicznie, kiedy spotkały się ich spojrzenia, czy może uznał to za miłość od pierwszego wejrzenia, zdecydowanie straciła kontakt z rzeczywistością. Nie kierując wzroku ku drodze po której szła, nie zauważyła nawet, iż gdy ciągle wypytuje o niego on kroczy z kolegą jakieś pół metra. Kiedy to zapytała, czy miałaby u niego jakiekolwiek szanse, jak ostatnia idiotka, zanim to młodsza dama zdążyła się odezwać, dostała odpowiedź męskim głosem. "Wiesz, powiedziałbym, że jesteś idiotką, ale nie raniąc twoich uczuć odpowiem, że jakieś tam masz" te słowa wypowiedziane żartem na zawsze utkwiły w jej pamięci, nigdy niezapomniała jak to stanęła niczym kamień, a na jej twarzy namalowały się różowe wypieki. Już myślała, że zawaliła u niego sobie całą reputację, ale jednak tkwiła w błędzie. Niewiele po spotkaniu, trzy, może cztery noce, do kruczarni w Turni przyszedł list do Lady Iris, jak się okazało, był on od jej starszego kolegi. Początkowo miała go spalić ze złości na siebie, lecz postanowiła, że zrobi to, ale dopiero wtedy, kiedy przeczyta. Po przeczytaniu zmieniła zdanie, stwierdziła, iż odpisze. Głównie w tym liście zawarł on pytania co do jej osoby, oraz trochę opowiedział o sobie... Zdecydowanie czytał w myślach dziewki. Pisali tak rok cały 360AL, zdążyli się poznać w listach, nawet odwiedzić dwa razy, ponieważ ten przez swą pasje podróżniczą nie dał rady przyjechać do niej więcej razy. Obiecał jej w jednym liście, że kiedyś zabierze ją do Wolnych Wysp w ramach odpoczynku od życia, lecz niestety nie zdążył już tego wykonać. Kontakt między nimi się urwał, tak nagle. Nie odpowiedział na list młodej damy, dlatego też stwierdziła, że może go czymś uraziła i powinna do niego przybyć? W końcu rok nie dał znaku życia. Zrobiła to- nie zastała go. Od Lorda dowiedziała się, że syn wyjechał i nawet im przestał dawać jakiekolwiek znaki. Może chciał wszystko odstawić? Miała nadzieje, że chciał. Nie dopuszczała do siebie myśli, że jej listowemu przyjacielu podróżnikowi mogło się cos stać. Na początku roku 362AL przyszedł krótki, ale wiele mówiąc list. Harry Sarwyck nie żyje. Nie wierzyła w to, a kiedy już zaczęła, to przepłakała cały luty. Żal jej było tak młodego człowieka, był przecież tylko trzy dni imienia starszy, a fakt, iż był jej bliską osobą również zabolał. Wspominając go zawsze robiło jej się ciepło gdzieś tam w sercu, lecz do oczu naciekały lekkie łzy. W uszach dzwonił jej jego męski, mocny i stanowczy głos, a przed przeszklonymi łzami oczami pojawiał się uśmiechnięty blondyn, którego widziała tylko trzy razy w życiu.

    Sponsored content

    Re: Komnaty Iris

    Pisanie by Sponsored content


      Obecny czas to Pią Paź 19, 2018 3:15 am