Forum aktualnie zamknięte.


    Wielka sala

    Share
    avatar
    William Hawke
    Administrator

    Liczba postów : 296
    Join date : 23/07/2014
    Age : 23
    Skąd : Hawkhill

    Wielka sala

    Pisanie by William Hawke on Wto Sty 27, 2015 4:33 pm

    Wielka sala w Nowym Zamku była sporym pomieszczeniem, w którym od lat lordowie z rodu Manderlych przyjmowali gości, wyprawiali uczty i udzielali audiencji. Choć urządzona bez zbędnego przepychu prezentowała się wspaniale podkreślając dość wysoką rangę rodu. Na ścianach wisiały flagi z herbem rodu oraz portrety wielu zasłużonych przodków. Były też malowidła przedstawiające miedzy innymi pierwsze zabudowania Białego Portu oraz hołd Manderlych wobec Starków. Na podwyższeniu stoi dębowy tron wyrzeźbiony w taki sposób, że wygląda jak morskie fale, z których wyłaniają się dwa trytony stanowiące jednocześnie jego poręcze.


    _________________
    Wzlecimy Wysoko
    avatar
    Elbereth Tully
    Administrator

    Liczba postów : 312
    Join date : 31/05/2014
    Age : 21
    Skąd : Riverrun

    Re: Wielka sala

    Pisanie by Elbereth Tully on Wto Sty 27, 2015 6:09 pm

    Jesień, 22 stycznia 282 roku

    Północ w istocie nie przypominała krain położonych blisko Riverrun czy też Królewskiej Przystani, co w tym przypadku wcale nie było jej ujmą. Wręcz przeciwnie! Północny krajobraz był naprawdę miłą odmianą po wiecznie zatłoczonej stolicy. Elbereth doskonale pamiętała swoją pierwszą wizytę na tym regionie... i to, z czym z niej wróciła. Miała nadzieję, że tym razem nie będzie musiała nikomu obiecywać swojej ręki. Dziewczyna wciąż miała wobec siebie wyrzuty, że śmierć Greyjoy'a spłynęła po niej jak woda po kaczce. Wiedziała, że nawet jeśli nie był jej bliski, to i tak powinna się chociaż trochę zasmucić. Spojrzała się na swoje ręce. Już dawno temu ściągnęła pierścień, który od niego dostała. Beth postanowiła więcej nie myśleć o tych wydarzeniach, gdyż myśli te wpędzały ją w dziwną zadumę. Zamiast zaprzątania sobie głowy dziwnymi problemami zdecydowała się uważnie przyjrzeć Białemu Portowi. Maester w Riverrun mówił jej kiedyś, że miasto to jest naprawdę całkiem nieźle rozwinięte. Panna Tully jakoś nie mogła mu wtedy w to uwierzyć, lecz dzisiaj mogła się o tym przekonać na własne oczy i była naprawdę pozytywnie zaskoczona. W istocie Biały Port prezentował się bardzo dobrze, co było też zapewne zasługą sprawnymi rządami jej szwagra. Jakiekolwiek było jej zdanie na temat Manderly'ego, nie mogła mu odmówić sprytu i zaradności. Dlatego starała się być dla niego uprzejma i miła. W końcu była jego gościem. Z uśmiechem na twarzy przyjęła od niego bursztynową bransoletę, która przypadła jej do gustu. Miała tylko nadzieję, że to nie była próba przekupstwa. Z miejsc, które William im raczył pokazać, najbardziej spodobał jej się Boży Gaj, który zdecydowanie różnił się od tego, który pamiętała z Riverrun. Drzewa w nim były większe i potężniejsze, a dodatkowo panowała w nim aura pewnej tajemnicy. Elbereth już wtedy postanowiła, że przed wyjazdem z Białego Portu musi koniecznie jeszcze raz odwiedzić to miejsce, chociażby ze względu na jego ciekawą roślinność. Jednak dzisiejszego dnia nie miała już na to czasu. Służka, którą William jej przydzielił pomogła przygotować się młodej dziewczynie do wieczornej uczty. Kiedy wieczerza się rozpoczęła, Elbereth z zainteresowaniem zaczęła śledzić zachowania i mowę ludzi z Północy. Byli... tacy inni! I to ją właśnie w nich fascynowało... w przeciwieństwie do jedzenia. Jak zwykle mało zjadła. W końcu przecież były ciekawsze rzeczy niż zupa. Na przykład taniec! Gdyby tylko Bethy jeszcze lubiła tańczyć... Uczono ją oczywiście tego i całkiem nie najgorzej sobie z tym radziła, jednak tańce nie były czymś, co sprawiało jej szczególną radość. A dodatkowo wciąż miała zabandażowaną rękę, także o tańczeniu nie było mowy. Z tego też powodu zaczęła unikać mężczyzn, którzy mogliby ją chcieć poprosić na parkiet. Wiedziała jednak, że nie powinna się ukrywać, dlatego postanowiła zamienić z kimś kilka słów i jakimś dziwnym trafem wylądowała tuż obok Williama. Blanche akurat nie było przy nim. Idealnie!
    -Muszę ci powiedzieć, że jestem naprawdę mile zaskoczona tym miastem - zaczęła od neutralnego tematu. -Chyba miałam mylne wyobrażenie o Północy... I jak myślisz? Jakie wrażenie zrobiła na twoich ludziach moja siostra? Chyba całkiem nieźle sobie radzi.
    avatar
    William Hawke
    Administrator

    Liczba postów : 296
    Join date : 23/07/2014
    Age : 23
    Skąd : Hawkhill

    Re: Wielka sala

    Pisanie by William Hawke on Wto Sty 27, 2015 6:30 pm

    Jesień, 22 stycznia 282 roku
    William właśnie skończył wymianę zdań z bogatym kupcem odnośnie planów na przyszłość Białego Portu. Gruby mieszczanin chciał zwęszyć interes przed konkurencją jednak William nie dał mu żadnych ważnych informacji. W swoim czasie wynagrodzi informacjami tych, którzy na to zasłużą bądź w inny sposób będą przydatni. Kupiec wyglądał jakby chciał dalej ciągnąć nużącą rozmowę jednak z opresji uratowała Willa Elbereth, która chyba niecelowo zjawiła się obok lorda. Kupiec widząc wysoko urodzoną kobietę zmuszony był odstąpić, pokłonił się lekko i kaczkowatym chodem udał się w kierunku pozostałych kupców. Will odetchnął z ulga i z przyjemnością wysłuchał pochlebnej opinii Bethy. - Dziękuję za te miłe słowa. Blanche sprawiła się wspaniale. O opiniach pewnie poinformują mnie jutro. Jednak chyba wszystkim przypadła do gustu. Oni patrzą na nią inaczej niż ja. Liczy się tylko to, że jest młoda, zdrowa i z dobrego rodu, a ponadto może dać potomka. Po słowach "inaczej niż ja" Willi zawahał się na moment. Znowu brzmię jak jakiś zboczeniec. Postanowił spróbować wyjaśnić sytuację. - Muszę... muszę przeprosić Cię za ostatnią "sytuację". Blanche zachwyca mnie pod wieloma względami. Również tymi fizycznymi. Dałem się głupio ponieść namiętności. To było nietaktowne. Wiem, to pewnie nie przedstawiło mnie w najlepszym świetle. Mam nadzieję, że wybaczysz mi ten incydent. Odpowiedz mi jeszcze na jedno pytanie. Chciałabyś zobaczyć Mur? William wziął z tacy niesionej przez jednego z paziów dwa kielichy grzanego wina z przyprawami. Podał jeden Bethy, a z drugiego napił się przypominając sobie za co kochał północne trunki.


    _________________
    Wzlecimy Wysoko
    avatar
    Elbereth Tully
    Administrator

    Liczba postów : 312
    Join date : 31/05/2014
    Age : 21
    Skąd : Riverrun

    Re: Wielka sala

    Pisanie by Elbereth Tully on Wto Sty 27, 2015 7:10 pm

    Elbereth cieszyła się, że pomogła Williamowi uwolnić się od nużącej rozmowy z kupcem. Kiedy mieszczanin oddalił się w swoją stronę, dziewczyna posłała mu przepraszający uśmiech, a na twarzy Lorda Białego Portu zobaczyła wyraźną ulgę.
    -Może i dziś dobrze się sprawuje, ale zapewniam cię, że moja siostra długo nie wytrzyma bez spłatania jakiegoś figla. Mniejszego czy też większego. Zresztą chyba już miałeś okazję się o tym przekonać - ostatnie słowa wypowiedziała ze śmiechem w głosie. Beth zaczęła dyskretnie rozglądać się za Blanche, która gdzieś przecież tutaj powinna być. Niestety mimo dobrego wzroku, nie odnalazła nigdzie siostry. Miała tylko nadzieję, że Blanche nie zrobi znowu jakiegoś głupstwa. Jednak po chwili swoją uwagę przeniosła na słuchanie tłumaczeń Willa, który najwidoczniej ciągle był speszony tamtą... sytuacją.
    -Nie musisz mnie za nic przepraszać. Naprawdę. Posłuchaj, William, ja nie zamierzam mieszać się do waszego małżeństwa... Może masz rację, mówiąc, że to nie było taktowne, ale proszę, zapomnijmy już o tym - Zanim znowu powiesz coś takiego, że nabiorę podejrzeń i naprawdę zacznę cię uważać za zboczeńca... -Mur? Nigdy o tym nie myślałam, ale skoro jest taka okazja, to grzechem byłoby z niej zrezygnować - odpowiedziała lekko zaskoczona propozycją mężczyzny, po czym wzięła od niego kielich z grzanym winem.
    avatar
    Edryk Rivers

    Liczba postów : 54
    Join date : 07/08/2014

    Re: Wielka sala

    Pisanie by Edryk Rivers on Wto Sty 27, 2015 7:39 pm

    Jesień, 22 stycznia 282 roku
    Sam nie mógł w, to uwierzyć, ale, ledwie kilkadziesiąt dni temu leżał pobity, bez szans na przeżycie otoczony brudną ulicą królewskiej przystani. A dlaczego? Postanowił, po prostu pomóc starszej bezbronnej kobiecie. Za pomoc otrzymał tylko tak zwany "łomot". Honor pozwolił mu przeżyć? Niestety, nie. Chwilę później przybiegły dwie osoby. Dorosły mężczyzna, dosyć dobrze zbudowany i syn podobny do niego. Oczywiście, młodszy kilkanaście lat. Bandyci trochę poranieni, marne mieli szanse, by wygrać. Zdążyli ukraść mieszek, po czym zbiec. Całe szczęście zostawili miecz. Dwaj bohaterscy panowie zabrali rannego Edmyna. W ich domu zaopiekowała się, nim żona oraz córka wspomnianego pana. Któregoś dnia zwyczajnie wstał gwałtownie pytając bez wahania "Gdzie jestem", "jak się tu znalazłem". Wszytko dokładnie wyjaśniono. Zobaczywszy twarz, gdy ją mył, nie wierzył własnym oczom. Przez jego całą twarz przechodziła wielka blizna zaczynając od czoła, a kończąc na podbródku. Chodź był dosyć młody, pojawiła się wyraźna broda. Ponoć przebywał u nich aż kilkanaście dni. A po przebudzeniu cztery kolejne. Ostrzygł też włosy. Boki prawie, że łyse, a górę zostawił trochę tylko podciętą(irokeza). Czwartego dnia podziękował, przekukawszy zbroję znalazł trochę pieniędzy. Dał rodzinie i wyszedł. Czy chciał znaleźć swoją rodzinę? Nie. Wiedział, iż nie szukali go. No może Becia coś się martwiła. Wpakował tyłek na statek i popłynął ku białemu portowi. Zaraz za, nim przybył lord, ponoć wystawiał ucztę. Dlaczego strażnicy wpuścili bękarta? Powiedział, im o jego tytule rycerskim. Aby, potwierdzić słowa pokazał piękny miecz, wpuścili go. Najdziwniejsze, było, jednak, to , że znalazła, tam się tez Beth i Blanche. Szyję ciągle zdobił mu naszyjnik od Beci. Raczej mnie teraz nie rozpoznają.
    avatar
    William Hawke
    Administrator

    Liczba postów : 296
    Join date : 23/07/2014
    Age : 23
    Skąd : Hawkhill

    Re: Wielka sala

    Pisanie by William Hawke on Sro Sty 28, 2015 6:54 pm

    Jesień 22 stycznia, wieczór, 282AL


    Nietypowo wyglądający Rivers nie uszedł uwadze strażników jednak był na tyle przekonujący, że wpuszczono go do środka. Oczywiście grzecznie poproszono o oddanie wszelkiej broni. Broń przy pasie na uczcie mógł mieć jedynie sam Lord Manderly oraz strażnicy i jego zaufani ludzie. Informacja o nietypowym przybyszu szybko dotarła też do Tyreka. Ten zmarszczył brwi i udał się w kierunki Williama. Ten wciąż stał z Elbereth. To wspaniale, że jesteś chętna, Mur nie ma się ostatnio za dobrze i warto by wieści o tym, że jest w potrzebie dotarła na Południe. Sam miałem zamiar posłać mu dwustu ludzi oraz zaoferować pomoc w odbudowie zamków i Daru jednak wciąż nie doczekałem się odpowiedzi. To kolejny z powodów dla których sam chcę tam jechać. Straż ostatnio strasznie się odizolowała. Właściwie to od śmierci Lorda Starka nie mamy stamtąd konkretnych wieści. W tym momencie Tyrek podszedł do nich, przeprosił i szepnął Williamowi na ucho. Panie, jakiś nietypowy człowiek podający się za rycerza przybył tutaj, mówiąc że został zaproszony. Ponadto Lady Blanche oblała Larsa winem. Był pijany i chciał ją poprosić o taniec, chyba Jej się to nie spodobało. Następnie powiedziała, że jest znużona i udała się do komnaty. Will zdziwił się i odpowiedział tylko krótko by go przyprowadzili i zachowali czujność, do Elbereth zaś rzekł. Blanche udała się na spoczynek. Sprawiła małego psikusa jednak tym razem w pełni uzasadnionego. Tym czasem na uczcie pojawił się jakiś tajemniczy rycerz. Nie wiem czego chce, ale wysłuchajmy go. Przyprowadzono do nich Edmyna, zaciekawione spojrzenia skierowały się na nietypowego gościa. U boku Bethy i Willa pojawił się też Belicho w swoim nowym stroju kapitana miejskiej straży i z mieczem przy pasie. Lord Białego Portu pomyślał. Ciekawe kogo zsyłają nam Bogowie. Wroga czy przyjaciela?


    _________________
    Wzlecimy Wysoko
    avatar
    Edryk Rivers

    Liczba postów : 54
    Join date : 07/08/2014

    Re: Wielka sala

    Pisanie by Edryk Rivers on Sro Sty 28, 2015 7:19 pm

    Jesień 22 stycznia, wieczór, 282AL


    Siedział sobie spokojnie przy stole popijając wino i rozmawiał z jakże uroczą damą, mieszkającą na północy. Pogaduszki trwały, by chyba do rana, gdyby nie jakiś człowiek. Podszedł mówiąc szybko.
    - Lord, Białego portu William Manderly chciałby się z tobą zobaczyć. Najlepiej jak najszybciej.
    Bękart wytrzeszczył gały, najpierw, jednak obrócił głowę ku lordowi. Obok niego nadal siedziała rybka. O kurcze. Nie może mnie zdemaskować. Ów człowiek, który przybył specjalnie kaszlnął.
    - Tak już idę daj mi tylko wstać człowieku.
    Po tych słowach ciężko podniósł tyłek. Ucałował pannę mówiąc jej cicho przy uchu.
    - Spotkamy się później.
    Ruszył razem z zarządcą, przynajmniej tak mu się wydawało. Lada moment stał przed Manderlym.
    - Witam lorda. Czemu zawdzięczam tą chęć rozmowy akurat ze mną...? - spostrzegł, wtedy swój wisiorek zdobiący szyję. Schował prędko pod zbroję, by przypadkiem Beth nie zauważyła.
    Cholera chyba zobaczyła. Może nie pamięta tego prezentu.
    - Nazywam się Edryk Bracken. Jestem bękarcim synem lorda Brackena oraz rycerzem. Ma lord do mnie jakąś sprawę?
    avatar
    Elbereth Tully
    Administrator

    Liczba postów : 312
    Join date : 31/05/2014
    Age : 21
    Skąd : Riverrun

    Re: Wielka sala

    Pisanie by Elbereth Tully on Sro Sty 28, 2015 7:47 pm

    Obecność rycerzy na tego typu ucztach jest nieodłącznym elementem kultury ludów Westeros, jednak kiedy na przyjęciu pojawia się nikomu nieznany wojownik, kilka osób może nabrać pewnych podejrzeń. Szczególnie jeśli ów młodzieniec ma twarz pokrytą bliznami, a jego czubek głowy zdobi dziwaczna fryzura. Nic więc dziwnego, że William postanowił przywołać do siebie nowoprzybyłego gościa. Tajemniczy mężczyzna dosyć szybko zjawił się przed obliczem Lorda Białego Portu. Elbereth zaczęła uważnie mu się przyglądać, gdyż wydawało jej się, że go skądś zna. Po kilku chwilach dostrzegła na jego szyi drobną biżuterię i... nie mogła uwierzyć własnym oczom. Podobny naszyjnik sprezentowała swojemu przyrodniemu bratu Edmynowi na 16 dzień imienia. To nie może być Edmyn... Dlaczego tutaj? Przecież zaginął w Królewskiej Przystani... Początkowo nie była pewna, czy może ufać własnym zmysłom, jednak kiedy usłyszała głos młodego rycerza, nie miała już żadnych wątpliwości, tym bardziej że mężczyzna mówił, że pochodzi z Dorzecza... Jednakże na razie nie chciała zdradzać jego tożsamości, najpierw musiała z nim porozmawiać sama na sam.
    -Nie wiedziałam, że bękart Lorda Brackena został pasowany na rycerza - zdziwiła się, a w międzyczasie puściła swemu bratu oczko. -Powiedz, czy to w Dorzeczu cię tak urządzili? Pytanie o powód jego wizyty zostawiła Williamowi.
    avatar
    William Hawke
    Administrator

    Liczba postów : 296
    Join date : 23/07/2014
    Age : 23
    Skąd : Hawkhill

    Re: Wielka sala

    Pisanie by William Hawke on Sro Sty 28, 2015 7:58 pm

    Jesień 22 stycznia, wieczór, 282AL



    W takim bądź razie witaj Edryku. Miło jest mi gościć kolejną osobę z Dorzecza jednak byłbym rad gdybyś był skłonny podać nam powód swojej wizyty. Wątpię by mojej uwadze umknęło zaproszenie rycerza z Dorzecza. Nasuwa się więc pytanie jak tu się znalazłeś. Mam nadzieję, że wyjawisz powód swojej wizyty. Jednak nie czuj się wygoniony. Świętujemy dzisiaj, tak więc i dla Ciebie znajdzie się miejsce przy stole. Skosztuj mojego jadła i upij nieco z moich trunków. Ciesz się i baw. Przybysz wyglądał na najemnika o długim stażu i sporym doświadczeniu. Co dość zabawnie konfrontowało się z jego młodym wiekiem. Wychwycił też fakt iż Elbereth zatrzymała spojrzenie na naszyjniku, który został pospiesznie schowany przez gościa. To bardzo ciekawe. Doprawdy.


    _________________
    Wzlecimy Wysoko
    avatar
    Edryk Rivers

    Liczba postów : 54
    Join date : 07/08/2014

    Re: Wielka sala

    Pisanie by Edryk Rivers on Czw Sty 29, 2015 7:07 am

    - Cóż, twoja łaska nie zna granic lordzie. Bardzo dziękuję za te słowa. Tak, widzę, że pan już rozszyfrował, iż nie miałem zaproszenia. Uznałem, po prostu, że pański zarządca przez przypadek mnie ominął. Skoro udawały się tutaj większe osobistości, pomyślałem, o wejściu. Jeśli mnie pamięć nie myli rycerze należą do tych "większych osobistości". W żaden sposób nie chciałem pana obrazić. Głównie przybyłem do białego portu w szukaniu pracy. Jako bękart nie mam szans na dziedziczenie. Chciałem panu złożyć moje usługi. Chyba tyle
    Zaczerpnął tchu, bowiem mówił prawie ciągle na jednym oddechu, po czym zwrócił się do Beth.
    - Droga pani - Udał, iż nie widział oczka, które puściła Becia.
    Cholera no i już wie. Dlaczego musiała być akurat w białym porcie, ehhh.
    - Tak, dobroć mego ojca jest większa niż można się spodziewać. Pyta pani o bliznę? Historia jak ją zdobyłem, to nudna historia. Jednak, ma pani rację, zdarzyło się to w Dorzeczu.
    Podejrzewał, że raczej na tym nie koniec.
    avatar
    William Hawke
    Administrator

    Liczba postów : 296
    Join date : 23/07/2014
    Age : 23
    Skąd : Hawkhill

    Re: Wielka sala

    Pisanie by William Hawke on Czw Sty 29, 2015 8:05 pm

    Jesień 22 stycznia, wieczór, 282AL

    William jeszcze raz spojrzał na przybysza i przez moment się zastanawiał. W końcu jednak uznał, że raczej nie stanowi bezpośredniego zagrożenia. Ciągle mu jednak coś nie pasowało. Nie słyszał by Bracken uznał swojego bękarta. Z drugiej strony Westeros nie wiedziało też raczej poza nielicznymi osobami, że William też uznał swojego bękarta, więc istniała szansa, że zwyczajnie się myli.
    Nie pamiętam jeszcze by jakaś historia o bliznach była nieciekawa. Jednak nie musisz nam jej opowiadać. To raczej nie było nic przyjemnego, a dziś mamy się radować, a nie roztrząsać smutki. Co do służby... Z pewnością znajdzie się miejsce dla rycerza na moim dworze. Przyjdź jutro na plac treningowy przed koszarami. Belicho oceni Twoje umiejętności. Porozmawiasz z nim i znajdzie najlepszą dla Ciebie rolę. Wtedy też złożysz przysięgę. Williamowi wydawało się, że dwójka ma jakąś sprawę do załatwienia. Spojrzał więc na Belicho i dał mu spojrzeniem znać, że ma mieć baczenie na dwójkę gości sam rzekł. Pozwólcie, że się oddalę. Chciałbym tego wieczora zamienić kilka zdań z paroma osobami. Wszak nie było mnie tutaj trochę czasu i ciekaw jestem wieści. Po tych słowach uśmiechnął się. Spojrzał na Elbereth i przybysza i odszedł by porozmawiać z wieloma gośćmi. Jego celem był Matt i Bred, od których chciał usłyszeć sprawozdanie o postępach.


    _________________
    Wzlecimy Wysoko
    avatar
    Elbereth Tully
    Administrator

    Liczba postów : 312
    Join date : 31/05/2014
    Age : 21
    Skąd : Riverrun

    Re: Wielka sala

    Pisanie by Elbereth Tully on Pią Sty 30, 2015 4:02 pm

    Elbereth poczekała cierpliwie, aż Lord Manderly oddali się na tyle, by nie móc słyszeć jej rozmowy z tajemniczym rycerzem. Kiedy dziewczyna upewniła się, że nikt ich nie obserwuje ani nie podsłuchuje, podeszła bliżej do mężczyzny i rzuciła mu pełne wyrzutów spojrzenie.
    -Masz mi coś do powiedzenia, sir? - zapytała z wyczuwalną ironią w głosie. Była zła na przyrodniego brata, że nie raczył ją nawet poinformować o tym, że żyje, ale z drugiej strony doskonale wiedziała o tym, że nie powinna rozmawiać z nim na takie tematy w miejscu pełnym ludzi. Kiedy zauważyła, że Edmyn pragnie jej odpowiedzieć, uciszyła go łagodnym ruchem ręki.
    -Nie tutaj. Jeśli zechcesz mi wyjaśnić, co się z tobą działo od czasów naszego ostatniego spotkania, przyjdź o północy do Bożego Gaju. A teraz wybacz mi, sir, muszę zamienić z kimś jeszcze kilka słów... Po wypowiedzeniu ostatniego zdania, skłoniła się lekko przed rycerzem i odeszła w swoją stronę.

    Sponsored content

    Re: Wielka sala

    Pisanie by Sponsored content


      Obecny czas to Nie Lut 25, 2018 12:30 pm